Anestezjolodzy: nie zawłaszczamy intensywnej terapii

Autor: Jacek Janik • • 21 marca 2017 14:25

W grudniu 2016 r. Ministerstwo Zdrowia opublikowało projekt rozporządzenia dotyczącego standardu organizacyjnego w anestezjologii i intensywnej terapii. Nowe przepisy stały się ponownie okazją do dyskusji o sytuacji tej dziedziny w naszym kraju.

Anestezjolodzy: nie zawłaszczamy intensywnej terapii

Jak przekonuje prof. Radosław Owczuk, konsultant krajowy w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii, nowe rozporządzenie niemal w całości powiela to, które obowiązywało w tym zakresie od 2012 roku.

Przedłużony okres dostosowawczy

Zasadniczą zmianą w rozporządzeniu jest uwzględnienie konieczności przedłużenia okresu dostosowawczego tak, aby jednostki lecznicze mogły spełnić wymogi określone w rozporządzeniu - sprzętowe, dotyczące powierzchni oraz kadrowe.

- To było niezbędne. Zdawaliśmy sobie z ministerstwem sprawę z tego, że okres dostosowawczy musi ulec wydłużeniu, by to rozporządzenie nie stało się fikcją. Bardzo na to liczę, podobnie jak całe środowisko, że do grudnia 2018 roku uda się spełnić wymagane standardy we wszystkich placówkach - mówi prof. Radosław Owczuk.

- Wolałbym, aby te standardy weszł y jak najszybciej w życie, ale jestem realistą i wiem, że istniała konieczność wydłużenia okresu dostosowawczego. Istotne jest to, że wszelkie modyfikacje standardów, co napisał minister w uzasadnieniu do rozporządzenia, będą wdrażane na podstawie konsultacji na poziomie rady programowej przy ministrze zdrowia, w której w pełni reprezentowane jest nasze środowisko - stwierdza Jerzy Wyszumirski, prezes Związku Zawodowego Anestezjologów.

O przyczynach i objawach

Jak przekonuje Jarosław Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali (PFSz), środowisko anestezjologów dąży do całkowitego zawłaszczenia obszaru intensywnej terapii, nie tylko pod względem medycznym, ale także organizacyjnym.

- To środowisko dąży także do zmonopolizowania leczenia bólu niezależnie od jego przyczyny, chociaż w leczeniu bólu najważniejsze jest leczenie przyczyn, czym najczęściej zajmują się lekarze innych specjalności - stwierdza Fedorowski.

Przypomina, że w projekcie rozporządzenia mówi się o konieczności konsultacji pacjentów z bólem u anestezjologa. - To praktycznie jest trudne do zrealizowania, bo anestezjologów jest mało - mówi portalowi rynekzdrowia.pl Jarosław Fedorowski.

Jak uzasadnia PFSz w swoim piśmie do ministra zdrowia, leczenie bólu jest dziedziną interdyscyplinarną i nie należy go definiować w rozporządzeniu dotyczącym intensywnej terapii oraz anestezji procedur zabiegowych.

Polska Federacji Szpitali - co podkreśla w swoim piśmie skierowanym do ministra zdrowia w ramach konsultacji społecznych dotyczących rozporządzenia - w pełni popiera przedłużenie okresu dostosowawczego standardów zawartych w rozporządzeniu, jednocześnie prosząc o wskazanie źródeł finansowania przez szpitale kosztownych wymogów, także kadrowych.

PFSz: mówmy o intensywnej opiece medycznej

- Rozporządzenie dotyczy "standardów organizacyjnych". Naszym zdaniem najlepiej na organizacji szpitala znają się menedżerowie, ale ich przy tworzeniu tych standardów się praktycznie pomija. Czym innym są standardy kliniczne, które w określonej dziedzinie ustalają towarzystwa naukowe - uważa prezes Fedorowski.

Dodaje: - Wydaje się, że zasadniczą rolę w tworzeniu standardów organizacyjnych pełni nie towarzystwo naukowe, a związek zawodowy. Stąd także, co przekazaliśmy w piśmie do ministra, postulujemy, aby włączyć przedstawiciela reprezentatywnych organizacji pracodawców szpitali do dalszego procesu legislacyjnego oraz do planowanej rady programowej w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii.

PFSz uważa ponadto, że oddziały wcale nie muszą być nazywane "oddziałami anestezjologii i intensywnej terapii", gdyż większość świadczeń z zakresu anestezji udziela się w innych miejscach szpitala, przede wszystkim na bloku operacyjnym.

Wystarczy "oddział" albo jeszcze lepiej "obszar" intensywnej terapii lub intensywnej opieki medycznej (co ma szerszy, interdyscyplinarny wydźwięk - tak jak powszechnie stosowana nazwa Intensive Care).

Te zarzuty są bezpodstawne

Prof. Piotr Knapik, prezes Polskiego Towarzystwa Anestezjologii i Intensywnej Terapii, potwierdza, że spotkał się już z zarzutami "zawłaszczania" przez anestezjologów obszaru intensywnej terapii. Jego zdaniem są one bezpodstawne.

- Środowisko anestezjologiczne stara się dbać o to, aby w obszarze intensywnej terapii nie uległa obniżeniu jakość świadczeń. Jeżeli tak się się stanie, bo np. obniży się jakość szkolenia i pewne elementy standaryzacji działań, to obniży się tym samym jakość opieki nad najciężej chorymi pacjentami, a to odbije się natychmiast na wzroście śmiertelności - twierdzi prof. Knapik.

Jak tłumaczy, anestezjologom w żaden sposób nie chodzi o to, aby cokolwiek "zawłaszczyć". Standardów organizacyjnych i standardów leczenia w zakresie anestezjologii i intensywnej terapii nie sposób jednak oddzielić od siebie i traktować ich odrębnie.

Zdaniem profesora Knapika, proponowana przez prezesa Fedorowskiego zmiana nazw oddziałów anestezjologii i intensywnej terapii na obszary czy oddziały intensywnej terapii albo intensywnej opieki nie jest zasadna. Dzisiejsze uwarunkowania legislacyjne i konstrukcja systemu szkolenia w intensywnej terapii w Polsce nie stwarzają przestrzeni dla takich rozwiązań.

- W dzisiejszym stanie prawnym jest tylko jedna grupa zawodowa, która posiada w praktyce formalne kwalifikacje do zajmowania się intensywną terapią. Wszelkie próby, które były podejmowane w ciągu ostatnich kilku lat, zmierzały w istocie do tego, aby stworzyć oddziały intensywnej terapii monodyscyplinarnej, które zajmowałyby się wyłącznie określonymi grupami pacjentów. Jednak nie na tym intensywna terapia polega - podkreśla prof. Piotr Knapik.

- Takie propozycje to próby przeniesienia pewnych rozwiązań z zupełnie innych systemów opieki medycznej, a tego nie da się zrobić, nie uwzględniając specyfiki i uwarunkowań naszego systemu - stwierdza prezes Polskiego Towarzystwa Anestezjologii i Intensywnej Terapii.

Polski model się sprawdza

Zdaniem prof. Owczuka, wbrew zarzutom prezesa PFSz, dyrektorzy placówek mają wpływ na standardy organizacyjne w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii. Te określone przez ministerstwo nakreślają jedynie pewne ich ramy, natomiast dyrekcje i menedżerowie szpitali, realizując je w praktyce, mają bezpośredni wpływ na ich kształt.

Zdaniem konsultanta krajowego, zarzuty pod adresem środowiska anestezjologów, że "zawłaszcza ono obszar intensywnej terapii", są próbą powielenia amerykańskiego modelu opieki zdrowotnej, który w Polsce, w zupełnie innym systemie, nie może się sprawdzić.

- Ideą intensywnej terapii, jaka obowiązuje w naszym kraju, jest to, że anestezjolodzy, przy współpracy z lekarzami innych specjalności, są w stanie zapewnić opiekę każdej ciężko chorej osobie. OIT przyjmie pacjenta z sepsą, pacjenta po zatrzymaniu krążenia, czy takiego, który ma niewydolność oddechową - wylicza prof. Owczuk.

Wskazuje, że takich pacjentów anestezjolodzy, współpracując z innymi specjalistami, leczą na oddziałach intensywnej terapii i taki model się sprawdza.

- Mam wrażenie, że propozycja przyjęcia innego modelu, ma na celu przyjęcie wzoru intensywnej terapii wyspecjalizowanej, np. intensywnej terapii kardiologicznej, neurologicznej. Takie stanowiska intensywnego nadzoru na oddziałach udarowych czy leczących ostre zespoły wieńcowe istnieją, tyle że w standardzie opieki z zakresu anestezjologii i intensywnej terapii musi być zapewnienie opieki każdemu pacjentowi - dodaje profesor.

Nie zmieniajmy tego, co dobrze funkcjonuje

Jak tłumaczy konsultant krajowy, oddział intensywnej terapii ukierunkowany na kardiologię nie przyjmie pacjenta z urazem wielonarządowym, a oddział ukierunkowany na neurologię nie przyjmie pacjenta z sepsą.

- Idea usadowienia intensywnej terapii w szpitalach, jako wyodrębnionych oddziałów, którymi zajmują się anestezjolodzy, wynika z tradycji i charakteru tej specjalności. To powoduje, że przy zapewnieniu 2% łózek szpitalnych, tak jak to określa standard, jesteśmy w stanie tych najciężej chorych pacjentów leczyć przy współpracy z innymi specjalistami - stwierdza prof. Owczuk.

Zwraca uwagę, że oddziały anestezjologii i intensywnej terapii zajmują się najtrudniejszymi przypadkami, dlatego nie ma tam stuprocentowej skuteczności leczenia.

- Uważam jednak, że mamy bardzo dobre wyniki leczenia na tych oddziałach. Być może byłby sens szukania jakichś zmian, gdybyśmy mieli problem z jakością świadczonych usług. W mojej ocenie jednak ta jakość jest na bardzo dobrym poziomie - podsumowuje prof. Radosław Owczuk.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum