10 euro bitte.

Autor: Piotr Wróbel • • 06 sierpnia 2008 12:22

Niemcy wciąż mają opiekę zdrowotną tak solidną, jak jeszcze niedawno futbolową reprezentację

Niemcy są przekonani, że ich system ochrony zdrowia jest najlepszy w Europie. Jest w tym chyba sporo racji, skoro kwestie dostępności świadczeń i ich poziomu prawie wcale nie są tam dyskutowane. Pewne emocje w tej krainie zdrowotnego dobrobytu wzbudziło dopiero wprowadzenie w ubiegłym roku odpłatności za wizytę u lekarza i dzień pobytu w szpitalu - 10 euro.
Wprowadzenie szerszego zakresu współpłacenia to przykry efekt wzrostu kosztów opieki zdrowotnej.
W Niemczech wydatki na zdrowie pochłaniają ponad 11 proc. PKB - najwięcej w Europie. Ten kraj ma też najwyższy udział w rynku świadczeń zdrowotnych w Unii Europejskiej - prawie 30 procent.

WSCHODNIE DYLEMATY

Czas oczekiwania na uzyskanie świadczeń medycznych nie jest monitorowany.
- To kraj, w którym niejako doktrynalnie stwierdza się, że tam nie ma problemu kolejek do świadczeń - uważa Adam Kozierkiewicz z Instytutu Zdrowia Publicznego Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego.
- Niemcy uważają, że to nie jest najważniejszy problem. Nie oznacza to jednak, że każde świadczenie jest dostępne natychmiast.
Czas między pojawieniem się wskazań a uzyskaniem świadczenia to zwykle mniej niż 30 dni.
Są rejony Niemiec, gdzie czas oczekiwania na świadczenie jest wydłużony z powodu braku kadr. Ta dolegliwość dotyczy szczególnie wschodnich landów. Paradoksalnie w ostatnich 10 latach wyraźnie poprawiono tam infrastrukturę medyczną, ale jednocześnie lekarze wyemigrowali do zachodniej części kraju, gdzie uzyskują wyższe zarobki.
W niektórych szpitalach nie brakuje pieniędzy, ale brakuje kadr.
Szczególnie chirurgów.

KAS JAK ULĘGAŁEK

Wszyscy obywatele mają obowiązek ubezpieczenia się. Mogą przebierać w ofertach kas chorych - publicznych i prywatnych - jak w ulęgałkach. Jest ich teraz około 250. Ich liczba stopniowo się zmniejsza - chodzi o obniżenie kosztów administrowania. Ale i tak jest imponująca na tle innych systemów.
Za jedno z najważniejszych osiągnięć społecznych w Niemczech uważane jest bezskładkowe ubezpieczenie członków rodziny, nie uzyskujących własnych dochodów.
Kasy GKV (państwowego ubezpieczenia społecznego) konkurują ze sobą z reguły atrakcyjnością składek, a nie ofert. Dzieje się tak dlatego, że wszystkie muszą zapewnić ten sam wysoki poziom s p o ł e c z n e g o z a b e z p i e c z e n i a .
System ubezpieczenia publicznego obejmuje około 90 proc. populacji. Średnia składka w publicznej kasie chorych wynosi około 14 procent od dochodów uzyskiwanych u pracodawcy. Tyle solidarnie płacą wszyscy, ale do pewnego poziomu dochodów. Państwowe ubezpieczenie zdrowotne obowiązuje tylko te osoby, których dochód roczny wynosi do 40,5 tys. euro (dane z 2004 r.). Osoba zamożna nie ma obowiązku partycypowania w ubezpieczeniu społecznym i może ubezpieczyć się prywatnie.
Taka sytuacja rodzi jednak pewną pułapkę.
Prawie niemożliwy dla takiej osoby jest powrót do systemu publicznego, nawet jeśli dochody ubezpieczonego znacznie spadną.
Po dłuższym czasie niekorzystna jest też zmiana firmy ubezpieczeniowej. Zmieniając ubezpieczyciela traci się pieniądze odłożone przez firmę na naszym koncie, przeznaczone na pokrycie wyższych kosztów leczenia na starość.
Prywatne składki opierają się na profilu ryzyka niezależnego od dochodów - generalnie, decyduje wiek. Im się jest starszym, tym mniej atrakcyjny jest wybór prywatnego ubezpieczenia.

LEPIEJ PRYWATNIE

Wszystkie kasy chorych stosują tę samą listę świadczeń w ambulatoryjnej opiece zdrowotnej. Nie ma natomiast listy usług, które szpital musi wykonać na rzecz pacjenta.
To, jakie świadczenia oferuje, wynika z kontraktów.
- Szpitale konkurują ze sobą. Jedne są lepsze, inne gorsze. A pacjenci lubią chodzić do szpitali lepszych. Z tym tylko, że część tych dobrych szpitali nie kontraktuje usług z publicznymi płatnikami, ponieważ prywatne kasy chorych z reguły płacą więcej - tłumaczy Kozierkiewicz. - To samo dotyczy najlepszych lekarzy.
Stawki stosowane przez prywatne kasy są wyższe o około 20 proc.
od stawek stosowanych przez publicznego płatnika.
Ma to także wpływ na cenę polisy.
W Niemczech zaledwie co trzeci szpital jest publiczny, znajduje się w nich około 40 proc.
łóżek wszystkich łóżek.

PŁACISZ I MASZ

Trafiając do szpitala z prywatną polisą można liczyć na specjalne traktowanie. Np.
standard sali zależy od rodzaju ubezpieczenia.
Ubezpieczony prywatnie zostanie umieszczony w osobnym pokoju, a "państwowy" podzieli salę z dwiema lub trzema osobami.
Mniej więcej co dziesiąty obywatel wykupuje pełne prywatne ubezpieczenie od zachorowań.
Ubezpieczyciele prywatni oferują dwa zasadnicze rodzaje ubezpieczeń: podstawowe i luksusowe. Pełne ubezpieczenie dla 30-latka kosztuje około 150 euro miesięcznie, a w wersji luksusowej - z doskonałymi świadczeniami - około 400 euro miesięcznie.
W Niemczech z prywatnych ubezpieczeń finansuje się około 9 proc. wydatków na ochronę zdrowia. Niektóre firmy oferują w umowie klauzulę przewidującą, że w przypadku choroby właściciel polisy pokrywa część kosztów leczenia do określonej sumy w roku, w zamian firma obniża wysokość miesięcznej składki.

TAKA ZRZUTKA

Barierą mającą zapobiec nadużywaniu świadczeń medycznych jest współpłacenie.
Np. za pierwszą wizytę u lekarza w okresie jednego kwartału pacjent płaci 10 euro, kolejne porady są bezpłatne. Ubezpieczeni prywatnie z reguły muszą się liczyć z większym współpłaceniem.
Pierwsze tygodnie pobytu w szpitalu kosztują 10 euro za każdy dzień.
Bywa, że więcej w najlepszych szpitalach dopłacają pacjenci z ubezpieczeniem prywatnym.
Za okulary pacjenci płacą sami, kasy nie pokrywają kosztów dojazdu lekarza do chorego.
W Niemczech większość lekarstw podlega częściowej refundacji. Pacjent musi dopłacić wówczas, gdy cena jest wyższa niż na liście referencyjnej. Kasa refunduje koszt zakupu do ceny najtańszego leku generycznego w grupie. Odpłatność pacjentów za leki jest tam jedną z najniższych w Europie.
Wszystkie leki znajdujące się na tzw. pozytywnej liście (czyli te o dowiedzionej skuteczności) są refundowane.
Wyjątkiem od tej zasady są leki przeciwprzeziębieniowe i przeciwdziałające niestrawności, które są refundowane tylko pacjentom do 18 roku życia.

ZADOWOLONY JAK NIEMIEC

Ciekawym elementem systemu są negocjacje cen usług z płatnikiem. Istnieją zrzeszenia lekarzy poszczególnych kas chorych, co daje im bardzo silną pozycję negocjacyjną.
Na usługi przez nich świadczone kasy przeznaczają zaplanowaną wcześniej pulę środków. Jeśli lekarze przekroczą przewidywany limit kosztów wypisanych przez siebie leków - mniej pieniędzy zostaje na opłacenie ich kontraktów. Zdarzały się przypadki, że pod wpływem nacisków lekarzy kasy musiały zwiększyć limit wydatków.
Lekarze gotowi są też jednak do pewnych negocjacyjnych ustępstw. Zgadzali się np. na przyjęcie większej liczby pacjentów podczas epidemii grypy bez dodatkowego wynagrodzenia.
Przy powszechnej dostępności świadczeń, nie ma w niemieckiej ochronie zdrowia miejsca na korupcję.
- Szara strefa objawia się tym, że lekarz idzie na rękę pacjentowi i kwalifikuje usługę do refundowanych, mimo że taka usługa nie występuje na liście.
To są niuanse, które nie wpływają na dość pozytywny obraz niemieckiej ochrony zdrowia - dodaje Adam Kozierkiewicz.
Jak wynika z badań opublikowanych przez WHO, w 2003 roku niemal połowa Niemców była zadowolona z systemu ochrony zdrowia w swoim kraju.

Dłużej w szpitalu

W 2002 r. wydatki na ochronę zdrowia na osobę wyniosły w Niemczech 2 817 dolarów, w tym prywatne wydatki na zdrowie (out of pocket) 292 USD.
Dla porównania - w Hiszpanii wydatki zdrowotne na osobę wynosiły w tym samym roku 1 646 dolarów USD, w tym prywatne, dodatkowe wydatki na zdrowie - 388 dolarów.
Średni czas pobytu w szpitalu w Niemczech wynosił w 2003 r. 11,9 dni (w Polsce - 8,9, w Hiszpanii - 9,7).

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum