Kto pomoże dzieciom w kryzysie samobójczym? "Kadry mocno okrojone. Znów szykuje się odpływ"

Autor: IB • Źródło: Rynek Zdrowia06 kwietnia 2022 13:53

Jeśli chodzi o psychoterapeutów pracujących z dziećmi i młodzieżą mamy mocno ograniczone zasoby kadrowe. Kwestia wynagrodzeń może spowodować, że nastąpi kolejny odpływ - mówi Renata Mizerska z Polskiej Rady Psychoterapii.

Kto pomoże dzieciom w kryzysie samobójczym? "Kadry mocno okrojone. Znów szykuje się odpływ"
Na oddziałach psychiatrii dziecięcej od dawna brakuje miejsc Fot. Stanisław Rozpędzik/PAP
  • Na posiedzeniu sejmowej Podkomisji stałej ds. zdrowia psychicznego posłowie i eksperci rozmawiali o problemie prób samobójczych dzieci i młodzieży
  • Brakuje nam drugiego poziomu referencyjnego, który przejąłby młodych pacjentów mających za sobą terapię w szpitalu z powodu próby samobójczej - mówiła prof. Agnieszka Gmitrowicz
  • Obecnie taki pacjent wychodzi ze szpitala i wraca do środowiska, gdzie nie znajduje wsparcia. To typowa sytuacja obrotowych drzwi - wskazywała
  • Trudno, aby poszczególne resorty wdrażały programy profilaktyki samobójstw bez możliwości oszacowania efektywności tych strategii. Tego nie da się zrobić bez ekspertów - zaznaczyła
  • Psychologowie zatrudnieni na etacie będą otrzymywali wyższe wynagrodzenia niż psychoterapeuci. Obawiam się, że skończy się to kolejnym odpływem i tak już okrojonych kadr - ostrzegała Renata Mizerska

- Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę informowała, że w czasie pandemii udzielono dzieciom dwa razy więcej porad telefonicznych niż przed lockdownem. Z jej badań wynikało, że 44 proc. dzieci i nastolatków ma objawy depresji. W tym czasie policja interweniowała średnio dwa razy dziennie w celu ocalenia ludzkiego życia. W latach 2020-21 nastąpił 77-procentowy wzrost liczby prób samobójczych - przypomniał poseł Lewicy Marek Rutka podczas wtorkowego posiedzenia sejmowej Podkomisji stałej ds. zdrowia psychicznego poświęconego samobójstwom dzieci i młodzieży.

- Teraz dzieci epatowane są obrazami rosyjskich zbrodni w Ukrainie. Kontaktują się także z dziećmi ukraińskimi, które mają często traumatyczne doświadczenia. To stawia nowe wyzwania przed opieką psychiatryczną dla dzieci i młodzieży - mówił


- Jaki procent samobójstw dzieci wiąże się z kwestiami tożsamości płciowej i orientacji seksualnej? - pytał Rutka.

MZ. "Nie mamy informacji o przyczynach prób samobójczych"


Jak przekazał Marek Stańczuk z Departamentu Zdrowia Publicznego w Ministerstwie Zdrowia, jeśli chodzi o liczbę samobójstw resort bazuje na danych Komendy Głównej Policji i posiada informacji o przyczynach decyzji samobójczych.

- Co do nowych wyzwań, resort zdrowia przygotował kompleksową reformę systemu ochrony zdrowia psychicznego, która opiera się na tym, aby jak najwcześniej wykrywać kryzysy i nie dopuszczać do ich eskalacji. Ta reforma już jest wdrażana - przekonywał.

- W Polsce mamy obecnie ok. 340 ośrodków pierwszego poziomu, gdzie pracują psychologowie i psychoterapeuci. Co ważne, nie czekają w gabinetach, aż pojawi się pacjent, ale współpracują ze szkołami i z rodzicami. Są zatem narzędzia do udzielania pomocy na wczesnym etapie i w tym kierunku, we współpracy z resortem edukacji i RPD, zmierzamy - podkreślał.

RPD. "Przyczyn jest wiele i żadna z nich nie powinna się zdarzyć"

Mikołaj Pawlak, Rzecznik Praw Dziecka, także odniósł się do pytania o przyczyny prób samobójczych.

- Mówiąc o powodach, dla których dzieci i młodzież podejmują próby samobójcze, nie chciałbym, aby dotyczyło to jakiegoś konkretnego rodzaju dyskryminacji. Przyczyn jest wiele i żadna z nich nie powinna się zdarzyć - wskazywał.

Zapowiedział też szybkie powołanie przy RPD Rady ds. Oceny Systemowych Zagrożeń dla Życia Dzieci.

"Trudno udźwignąć to, co dzieje się w tej chwili"

Prof. Agnieszka Gmitrowicz z Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego zauważyła, że samobójstwa dzieci i młodzieży zawsze były wielkim problemem, ale to, co dzieje się w tej chwili, jest dla psychiatrów bardzo trudne do udźwignięcia.

- Od sześciu lat działa Zespół roboczy ds. prewencji samobójstw i depresji przy Radzie ds. Zdrowia Publicznego Ministerstwa Zdrowia, któremu przewodniczę. W ramach krajowego programu zapobiegania zachowaniom samobójczym podjętych jest 10 zadań, które teraz są realizowane - podkreśliła.

Brakuje drugiego poziomu referencyjnego. "Typowa sytuacja obrotowych drzwi"

- Na co należy zwrócić uwagę? Na pewno na przepełnione oddziały psychiatrii dzieci i młodzieży. Młodzi pacjenci są z nich wypisywani, po czym wychodzą ze szpitala z powrotem do środowiska, gdzie nie mają wsparcia - to typowa sytuacja obrotowych drzwi. Brakuje nam drugiego poziomu referencyjnego. To on przejąłby dzieci, które mają za sobą terapię z powodu kryzysu samobójczego, a potem potrzebują wsparcia w rodzinie, treningu umiejętności społecznych, współpracy ze szkołą itd. - wyjaśniała prof. Gmitrowicz.

- Gorąco apeluję o podjęcie działań międzyresortowych, bo Ministerstwo Zdrowia, Ministerstwo Edukacji Narodowej, czy Rzecznik Praw Dziecka robią wiele, ale niestety brakuje koordynacji tych działań. Trudno także, aby poszczególne resorty wdrażały programy profilaktyki samobójstw bez możliwości oszacowania efektywności tych strategii. Tego nie da się zrobić bez ekspertów. Dlatego zachęcam do współpracy z Zespołem - mówiła ekspertka.

"Tego typu zapis uniemożliwi młodym pacjentom otrzymanie pomocy"

W ocenie Renaty Mizerskiej z Polskiej Rady Psychoterapii wszystkie informacje ważne dla młodych pacjentów powinny zostać zebrane w jednym miejscu.

- Rzecz w tym, aby były łatwe do znalezienia oraz przyjazne w wykorzystaniu. Ważne jest również, aby ta wiedza w równie prosty sposób była dostępna dla osób pracujących z dziećmi i młodzieżą, bo jestem przekonana, że obecnie tak nie jest - mówiła psychoterapeutka.

- Zwracam też uwagę, że w aktualnym zarządzeniu prezesa NFZ jest punkt zakazujący osobom udzielającym świadczeń dla dzieci i młodzieży w pierwszym poziomie referencyjnym zatrudnienia w innych podmiotach, w których przebywa świadczeniobiorca. Obawiam się, że tego typu zapis uniemożliwi młodym pacjentom otrzymanie pomocy, ponieważ jeśli chodzi o psychoterapeutów mamy mocno ograniczone zasoby kadrowe - ostrzegała Renata Mizerska.


Kwestia wynagrodzeń. "Obawiam się, że skończy się to kolejnym odpływem kadr"

Jak mówiła, oddziały szpitalne są obłożone w ponad 200 procentach, bo nie odmawiają pomocy dzieciom i młodzieży w ostrym kryzysie. To pokazuje, jak olbrzymie są potrzeby.

- Dlatego bez drugiego poziomu referencyjnego, bez koordynacji działań z poradniami psychologiczno-pedagogicznymi i bez realnego zwiększenia zatrudnienia psychologów i pedagogów w szkołach nie będzie można mówić o sukcesie - oceniła.

- Z kolei w przypadku ośrodków pierwszego poziomu referencyjnego, których powinno być jak najwięcej, słyszymy, że wręcz przeciwnie - część z nich będzie musiała zostać zamknięta z powodu trudności finansowych. Jeśli tak się stanie i takie placówki nie będą mogły się rozwijać, cała praca związana ze wsparciem spadnie na przeciążone do granic oddziały szpitalne, tj. na trzeci poziom referencyjny. Bo drugiego poziomu nie mamy - przypomniała.

- Trzeba też zwrócić uwagę na kwestię wynagrodzeń, która wypłynie w tym roku w związku z nowelizacją ustawy o płacy minimalnej, gdzie psychologowie zatrudnieni na etacie będą otrzymywali wyższe wynagrodzenia niż psychoterapeuci. Obawiam się, że skończy się to kolejnym odpływem i tak już okrojonych kadr - mówiła Mizerska.




 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum