Roman Skiba - PAP/Rynek Zdrowia | 18-12-2017 15:44

Wrocław: sąd lekarski uniewinnił lekarza ws. pomyłki przy in vitro

Okręgowy Sąd Lekarski we Wrocławiu uniewinnił lekarza obwinionego w sprawie pomyłki przy in vitro, do której doszło w 2014 r. w klinice w Policach (Zachodniopomorskie). Proces był tajny. Nie podano szczegółów uzasadnienia wyroku.

Na skutek błędu przy zabiegu zapłodnienia in vitro w klinice ginekologii PUM pacjentka urodziła cudze dziecko Fot. Archiwum (zdjęcie ilustracyjne)

W 2014 r. na skutek błędu przy zabiegu zapłodnienia in vitro w klinice ginekologii Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego pacjentka urodziła cudze dziecko. Nasienie męża, zamiast z komórką jajową żony, miało zostać połączone z komórką innej kobiety. Dziecko urodziło się z wadami genetycznymi.

Jak poinformował PAP w poniedziałek Józef Lula, rzecznik Dolnośląskiej Izby Lekarskiej, Okręgowy Sąd Lekarski we Wrocławiu wydał w ub. tygodniu w tej sprawie wyrok uniewinniający.

Ze względu na utajnienie procesu rzecznik nie podał również szczegółów uzasadnienia wyroku uniewinniającego.

Wrocławski sąd był trzecim sądem lekarskim, do którego skierowano sprawę pomyłki podczas in vitro. Dwa poprzednie się nią nie zajęły. Proces ruszył w kwietniu 2016 r.

Na samym początku sprawę miał rozpatrywać Okręgowy Sąd Lekarski w Szczecinie, jednak uznał, że "może nie zachować bezstronności" i odesłał ją do Naczelnego Sądu Lekarskiego.

Naczelny Sąd Lekarski wyznaczył w październiku 2015 r. białostocki sąd lekarski do zbadania sprawy, ale ten odesłał ją z powrotem do naczelnego sądu uznając, że "może być niewystarczająco przygotowany merytorycznie". Ostatecznie w lutym 2016 r. NSL wyznaczył do zbadania tej sprawy sąd we Wrocławiu.

Rzecznik odpowiedzialności zawodowej Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie prof. Jacek Różański poinformował w czerwcu 2015 r., że obwiniony lekarz to osoba bezpośrednio odpowiedzialna za nadzór nad laboratorium. Według rzecznika, przewinienie lekarza dotyczyło błędu organizacyjnego.

W kwietniu 2015 r. rzecznik doszedł m.in. do wniosku, że procedury stosowane w klinice wspomaganego rozrodu były zbyt ogólne, nie było wyraźnych przepisów dotyczących znakowania probówek z komórkami jajowymi, nie było też systemu kontroli nad pracą laborantów.