Daniel Kuropaś/Rynek Zdrowia | 24-06-2019 05:55

Weryfikacja kompetencji w czasach braków kadrowych. Czy zatrudnimy lekarzy bez nostryfikacji?

Ministerstwo chce umożliwić specjalistom spoza UE pracę w szpitalu jeszcze przed nostryfikacją. Dyrektorzy szpitali z otwartymi rękami powitają każdego lekarza z powodu kryzysu kadrowego, ale samorząd lekarski przestrzega, że taki nadzwyczajny tryb nie zapewni odpowiedniej weryfikacji wykształcenia i kompetencji oraz może zagrozić bezpieczeństwu pacjentów.

Fot. Shutterstock

31 maja br. do konsultacji publicznych skierowany został projekt nowelizacji ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty oraz niektórych innych ustaw. Ku zdziwieniu samorządu lekarskiego i rezydentów, którzy długo nad tym projektem pracowali razem z ministerstwem, nagle pojawiło się w nim sporo nowości, nieuzgodnionych resortowych „wrzutek” dotyczących ułatwień dla „importu” lekarzy spoza UE.

Ujednolicenie egzaminu
Co więc wymyśliło ministerstwo? Po pierwsze, do tej pory procedurę nostryfikacyjną przeprowadzały poszczególne uczelnie medyczne. Jednakże, jak czytamy w uzasadnieniu projektu, to postępowanie przebiegało w niejednolity sposób. Teraz egzamin nostryfikacyjny sprawdzający kwalifikacje i znajomość języka polskiego będzie organizowało Centrum Egzaminów Medycznych.

Akurat w przypadku tej koncepcji samorząd lekarski nie widzi specjalnych przeciwwskazań. - Myślę, że to dobry pomysł. Dlatego, że nostryfikowanie dyplomów na uczelniach krytykowano m.in. za niejednoznaczne kryteria. W rezultacie niektórzy obcokrajowcy migrowali po Polsce do uczelni, która, wydawało się, stwarza mniejsze bariery. Centralizacja egzaminu daje wyrównanie kryteriów, co jest korzystne - ocenia Krzysztof Madej, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Inaczej jest  w przypadku drugiego, nadzwyczajnego ułatwienia dotyczącego podejmowania pracy przez lekarzy-obcokrajowców, dzięki któremu resort chce odpowiedzieć na potrzeby szpitali i łatać braki kadrowe. Otóż projekt nowelizacji ustawy o zawodzie lekarza daje możliwość zatrudnienia w szpitalach specjalistów spoza UE przed nostryfikacją.

Jak ma działać ten mechanizm? Cudzoziemiec znający język polski, który otrzyma zaświadczenie od szpitala, że zamierza go zatrudnić, będzie mógł wystąpić do właściwej okręgowej rady lekarskiej (ORL) o przyznanie prawa wykonywania zawodu. Decyzja może być pozytywna lub negatywna. Jednak  przed podjęciem pracy kandydat będzie musiał przejść praktyczne przeszkolenie pod nadzorem opiekuna, trwające nie dłużej niż rok, którego  program określi właściwa ORL. Zatrudnienie takich specjalistów bez nostryfikacji w danym szpitalu po uzyskaniu zgody okręgowej rady może trwać nie dłużej niż 5 lat.

Mechanizm ułatwiony
„Powyższe obwarowania dadzą możliwość zatrudniania z jednoczesną merytoryczną kontrolą samorządu zawodowego, w  trybie  skróconym,  lekarzy cudzoziemców spoza UE w tych podmiotach, w których istnieje zagrożenie zaprzestania udzielania świadczeń zdrowotnych z powodu  braku na rynku pracy lekarzy  specjalistów w  danej dziedzinie medycyny” - argumentuje resort w uzasadnieniu projektu.

Co na to samorząd? - Budzi sprzeciw taka grupa regulacji, która ma umożliwić zatrudnianie cudzoziemców w mechanizmie ułatwionym czy poza regularnymi normami, które do tej pory obowiązywały - komentuje wiceprezes NRL.

Krzysztof Madej chciałby od razu oddalić próby interpretacji, że to z powodu obrony korporacyjnych interesów. - Nie, w Polsce jest dramatyczny wręcz deficyt lekarzy na rynku pracy i bez wątpienia trzeba zwiększać liczbę lekarzy, chociażby przez większą liczbę przyjmowanych studentów i w efekcie większą liczbę absolwentów - podkreśla.

Zaznacza jednak, że krytykowane jest wstępnie przez środowisko dzielenie lekarzy na grupy, które różnymi drogami dochodzą do nabywania prawa wykonywania zawodu. Samorząd lekarski dopiero jednak pracuje nad ostatecznym stanowiskiem.

Limitowane prawo
Wiadomo jednak, że na rozwiązania prawne ułatwiające zatrudnianie lekarzy spoza UE przychylnie patrzą menedżerowie w ochronie zdrowia, zmagający się z ogromnymi brakami personalnymi i pilnie potrzebujący pracowników.

- Uważam za sensowne takie pomostowe rozwiązanie, jeżeli miałoby to być na zasadzie limitowanego prawa wykonywania zawodu, pod nadzorem i za zgodą izby lekarskiej i oczywiście w odpowiedzi na potrzeby - ocenia prof. Jarosław Fedorowski, prezes Polskiej Federacji Szpitali.

Nie obawia się przy tym, że zatrudnianie lekarzy przed nostryfikacją mogłoby obniżyć jakość i zagrozić bezpieczeństwu pacjentów.

- Jeżeli Niemcy, członek UE, są w stanie zatrudniać polskich lekarzy, którzy nie znają dobrze języka niemieckiego i dopuszczać do pracy, dlaczego my czegoś takiego nie możemy zrobić, żeby zachować konkurencyjność? - argumentuje.

Kwestia odpowiedzialności prawnej
Z kolei zdaniem dr Józefa Kurka, dyrektora SP ZOZ Szpitala Wielospecjalistycznego w Jaworznie, każdy dopływ kadry medycznej jest pożądanym zjawiskiem. Podstawową trudnością w tego typu zawodach jest jednak biegła znajomość języka polskiego.

- Drugą kwestią jest ocena przygotowania zawodowego i jego zgodności z polskim prawem medycznym i z polskimi normami wykształcenia. Jeżeli kandydaci z zagranicy będą właściwie przygotowani, jeżeli będą dobrze znać język, to nie ma przeciwwskazań do tego, żeby pracowali w Polsce - wskazuje.

Jak podkreśla Józef Kurek, jeżeli lekarze spoza UE będą te wszystkie warunki spełniać, na pewno znajdą swoje miejsce w polskim systemie, bo przy aktualnym braku kadry medycznej każde dodatkowe ręce do pracy są ważne.

Dyrektor szpitala w Jaworznie zwraca jednak uwagę aspekt prawny wykonywania zawodu przez lekarzy bez nostryfikacji.

- Problemem jest kwestia odpowiedzialności nie tylko za błędy lekarskie, ale też np. powikłania, które wystąpią z winy pracujących w taki sposób osób. Nie wiem, jak do tego się odniesie ubezpieczyciel i jakie będą w tym momencie wyroki sądu - mówi Józef Kurek.

Jak wyjaśnia, za potencjalne powikłania czy inne problemy odpowiada jednostka, która zatrudnia. Dlatego należałoby zapewne zmienić prawo i zliberalizować przepisy w tej kwestii. To jest raczej mało prawdopodobne patrząc na wprowadzane aktualnie zmiany w prawie, które zaostrzyły szereg odpowiedzialności.

Czytaj więcej: Najgorsze, co może się przytrafić po nowelizacji Kodeksu karnego, to przestraszony lekarz

Tryb nadzwyczajny

Odpowiedzialność za nieumyślne spowodowanie śmierci została więc zaostrzona, natomiast planuje się stworzenie ścieżki ułatwionego dostępu do polskiego rynku pracy w medycynie.

- Z politycznego punktu widzenia to ładnie brzmi, natomiast z merytorycznego, dotyczącego jakości, wyszkolenia kadr brzmi to dosyć groźnie, bo proszę mi powiedzieć na jakiej podstawie w trybie nadzwyczajnym izba okręgowa ma przyznawać prawo wykonywania zawodu? - zadaje fundamentalne pytanie Krzysztof Madej, wiceprezes NRL.

Jego zdaniem wszyscy lekarze powinni w taki sam sposób wchodzić na rynek. Tak jak Polacy, którzy ubiegali się o możliwość zatrudnienia w różnych krajach świata i musieli spełnić te same warunki, co miejscowi.

Jeśli więc najpierw dyrektor ma wyrazić chęć zatrudnienia, potem ma być coś w rodzaju stażu podyplomowego, następnie izba okręgowa ma dać uprawnienia polskiemu absolwentowi w innym trybie, obcokrajowcowi w innym trybie, to wszystko nie wygląda dobrze.

- Taki mechanizm nie daje rękojmi wpuszczania na rynek pracy ludzi o zweryfikowanym wykształceniu. Np. mówimy w tej chwili o absolwentach uczelni medycznych, ale jeśli pójdziemy krok do przodu i zaczniemy się zastanawiać nad specjalistami, to tu wygląda sytuacja jeszcze gorzej - przekonuje Krzysztof Madej.

Jak przypomina, w niektórych krajach za naszą wschodnią granicą droga do uzyskania tytułu specjalisty czasami wyglądami zupełnie odmiennie niż w Polsce, z przypadkami nabywania uprawniań, które, delikatnie mówiąc, nie wyglądają do końca przejrzyście.

- Tymczasem wykształcenie, uprawnienia zawodowe i kompetencje w medycynie muszą być naprawdę bardzo ściśle reglamentowane i rozwiązywanie takiego problemu na zasadzie ułatwień i zaniżania kryteriów to nie jest dobry sposób myślenia - komentuje wiceprezes NRL.

Jak zatem stwierdza, polski rynek pracy powinien być otwarty, ale reguły powinny być takie same. Takie, które gwarantują naprawdę bardzo wysokie kompetencje. Bo to nie jest sprawa doraźnego załatwienia problemu, tylko ogólnospołeczna.

Inne możliwe rozwiązania
Czy import lekarzy zagranicznych jest w ogóle choćby częściowym rozwiązaniem naszych problemów kadrowych? Nie wiadomo, ponieważ nie potrafimy tego oszacować. Nikt nie przedstawił też jak konkretnie mogłoby to wszystko wyglądać.

- To nie zależy tylko i wyłącznie od warunków formalnych, ale też spraw bytowych, organizacyjnych, zapewnienia mieszkania, nauki języka - przypomina Jarosław Fedorowski.

Obecnie, zgodnie z danymi Naczelnej Izby Lekarskiej, prawo do wykonywania zawodu lekarza w Polsce posiada 1256 obcokrajowców, pochodzących z niemal 100 państw. Najwięcej jest lekarzy z Ukrainy (379), Białorusi (180), Niemiec (77) oraz Rosji (50).

Tymczasem proces przeciwdziałania dramatycznym brakom kadrowym w służbie zdrowa już się rozpoczął, nawet bez sięgania po ratunek z zagranicy.

- Np. zwiększanie liczby studentów, a więc potem absolwentów przez rozporządzenia ministra zdrowia, które zwiększają limity na uczelniach medycznych. Tylko że wykształcenie lekarza to jest 10 lat albo więcej, więc ten mechanizm trzeba uruchamiać, ale on da efekty w przyszłości - wskazuje Krzysztof Madej.

Dlatego jego zdaniem najważniejsze w tej chwili jest wykorzystanie tego czym obecnie dysponujemy, czyli łatwiejsze zdobywanie miejsc szkoleniowych, staży, ulg podatkowych itd.

- Kryzys naszej ochrony zdrowia polega też na tym, że polscy lekarze nie są tak naprawdę w pełni wykorzystywani, ponieważ pracują w takich, a nie innych warunkach organizacyjnych. Chodzi więc o uwolnienie lekarzy od szaleńczej w tej chwili nawałnicy administracyjnej i wykorzystanie ich do pracy czysto lekarskiej - wskazuje przedstawiciel samorządu lekarskiego.

Kolejna kwestia to ułatwienie robienia specjalizacji, gdyż zrobienie jej w dzisiejszych czasach w Polsce to bardzo ciężka praca.

- Uzyskanie zwolnienia na staże szkoleniowe czy urlopy naukowe powinno być moim zdaniem na pierwszym miejscu. A import lekarzy z Kazachstanu zostawiłbym w trzeciej kolejności spraw do zrobienia - podsumowuje wiceprezes NRL.