Uwaga, złodziej! W szpitalach też kradną

Autor: Beata Marciniak/Rynek Zdrowia • • 12 września 2015 08:00

W ciągu dnia do szpitala pod byle pretekstem może wejść każdy człowiek z ulicy, także złodzieje. Bezczelnie wykorzystują chwilową nieobecność chorych kradnąc pozostawione w szafkach portfele, telefony komórkowe; myszkują w lekarskich gabinetach. Ale wzajemnie okradają się i pacjenci.

Uwaga, złodziej! W szpitalach też kradną
Fot. Adobe Stock. Data Dodania: 16 grudnia 2022

Chyba nie ma szpitala, w którym nie pojawiłby się złodziej. Usiłują wykorzystać nieuwagę personelu i pacjentów oraz specyfikę miejsca, licząc na szybki i łatwy łup. To raczej nowe zjawisko, a przynajmniej nie występujące kiedyś tak powszechnie.

Jak złodziej z doktorem
Lekarz ze Szpitala Wojewódzkiego w Sieradzu zastał w swoim gabinecie, po kilkuminutowej nieobecności, złodzieja przeglądającego zawartość jego torby. Było w niej kilkaset złotych, laptop, iPod, pieczątki lekarskie i dokumenty. Zdezorientowany mężczyzna na pytanie lekarza, co robi w jego gabinecie, odpowiedział, że przyszedł po pozwolenie na sprzedaż miodu na oddziale. 49-latek został zatrzymany przez policję. Miał w torbie dwa cudze dowody osobiste.

Lekarze i personel oddziału ginekologiczno-położniczego SPZOZ w Węgrowie złapali na gorącym uczynku złodzieja, który usiłował okraść gabinet lekarski. Mężczyzna w ataku złości zdemolował całe pomieszczenie, okazał się poszukiwanym w całym kraju przestępcą.

Szpitale zabezpieczają się, jak mogą przed złodziejami. Montują kamery monitoringu, rozwieszają na korytarzach ulotki ostrzegające pacjentów przed złodziejami, współpracują z policją, wynajmują ochroniarzy.

W Częstochowie policji znanych jest przynajmniej kilku szpitalnych złodziei, usłyszeli zarzuty. - Wspieramy dyrekcję częstochowskich szpitali w zakresie działań profilaktycznych, zapobiegającym kradzieżom szpitalnym - informuje podinsp. Joanna Lazar, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Częstochowie.

Na serwisanta
Szpitalny personel informuje pacjentów w izbie przyjęć, by wchodząc na oddział pozostawiali wartościowe rzeczy w depozycie. - Mogą także wychodząc na zabieg poprosić oddziałową, żeby przechowała telefon, czy portfel w dyżurce - mówi jedna z pielęgniarek.

Jak potwierdza podinsp. Lazar, ze szpitalnych szafek znajdujących się przy łóżkach pacjentów giną najczęściej telefony komórkowe, portfele z dokumentami, zegarki i inne wartościowe przedmioty.

- Złodzieje okradają chorych, gdy ci śpią lub wychodzą na chwilę do toalety, czy na zabieg i pozostawiają wartościowe przedmioty bez nadzoru - dodaje.

Zaznacza: - Złodzieje bywają bezczelni. Niedawno mężczyzna podający się za krewnego pacjenta, który był po zabiegu i nie wybudził się jeszcze po narkozie okradł go na oczach innych chorych. Opróżnił jego szafkę.

Złodzieje zaglądają nie tylko do szafek pacjentów, czy lekarskich gabinetów, ale i włamują się do skrzynek szpitalnych telewizorów i zabierają dwuzłotówki. Wykorzystują różne sytuacje. Potrafią nawet wmówić pacjentom, że są serwisantami.

Pomaga monitoring
W Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym nr 5 im. św. Barbary w Sosnowcu, aby przeciwdziałać kradzieżom wprowadzono system monitoringu. Jest efekt - liczba kradzieży spadła.

- W ramach utrudniania procederu złodziejom duża część przestrzeni publicznej szpitala jest monitorowana kamerami. Jeśli ktoś poszkodowany daje sygnał, zabezpieczamy nagranie i udostępniamy policji. W innym wypadku nagrania są nadpisywane po 30 dniach - wyjaśnia Mirosław Rusecki, rzecznik szpitala.

Dodaje: - Cały czas działa u nas depozyt ubrań, niemniej prosimy żeby nie zabierać do szpitala szczególnie wartościowych przedmiotów. Jak się okazuje wielu pacjentów jest jednak przywiązanych na przykład do swojej biżuterii.

Złodzieje kradną w szpitalach, jak kraj długi i szeroki. Niekoniecznie w samym budynku. W Szpitalu Powiatowym w Radomsku łupem złodziei padają najczęściej rowery pozostawiane przez pacjentów przed wejściem do gmachu głównego.

- Mamy monitoring i w przypadku takiej kradzieży przekazujemy jego zapis policji - wyjaśnia Przemysław Drozdek, kierownik kancelarii szpitala. - Informujemy także pacjentów, aby pozostawiali wartościowe przedmioty w depozycie. Na oddziałach nie odnotowujemy wielu kradzieży, sporadycznie giną telefony komórkowe i portfele. Pacjenci raczej pilnują swoich rzeczy.

W szpitalu personel szybko reaguje na podejrzane wyglądające osoby. Tu działa intuicja. - Wtedy zapraszamy taką panią czy pana na rozmowę i wyjaśniamy cel wizyty - mówi Drozdek.

Natomiast po godz. 22.00 do szpitala trudno jest się dostać osobie postronnej. Drzwi zewnętrze są zamknięte, można je otworzyć jedynie od środka.

Złodzieje w pidżamach
W Samodzielnym Publicznym Zakładzie Opieki Zdrowotnej Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Katowicach pacjenci (zazwyczaj mundurowi) sami się pilnują.

- Jest ochrona, monitoring, sprawnie działa prewencja ulotkowa - twierdzi Piotr Grala, kierownik administracji SPZOP MSW. Przyznaje jednak, że i tam ostatnio zginął  portfel z dokumentami. Na złodziei nie ma mocnych?

Niestety, nie ma chyba szpitala, który by był wolny od złodziei. - Mieliśmy także przypadek, że złodziej pozbawił wszystkie nasze łazienki od siódmego piętra po parter wylewek od kranu - przyznaje Marzena Kołtacka, wicedyrektor Regionalnego Szpitala Specjalistycznego w Grudziądzu. Jak ocenia, najczęściej jednak to pacjenci okradają się wzajemnie.

Nie inaczej jest np. w Wojewódzkim Szpitalu Neuropsychiatrycznym w Lublińcu. Pacjenci okradają pacjentów ze słodkich bułek, napoi, butów, kurtek. Zmieniają właściciela również pieniądze oraz telefony komórkowe.

- Na tak zwanych społecznościach pielęgniarki i terapeuci informują pacjentów, by wartościowe przedmioty pozostawiali w depozycie - mówi Henryk Kromołowski, dyrektor. - Mamy monitoring i w przypadku kradzieży odtwarzamy obraz, zwykle udaje się nam wyśledzić złodzieja w pidżamie. Sprawę załatwiamy na miejscu. W poważniejszych przypadkach powiadamiamy policję.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum