Syn pacjentki: zmieniali jej pampersa tylko wtedy, kiedy lekarz robił obchód

Autor: oprac. IB • Źródło: Polsat News/Rynek Zdrowia31 maja 2021 18:21

Rodziny pacjentów, którzy trafili na oddział gdańskiej lecznicy przekształconej na szpital covidowy i tam zmarli, twierdzą, że chorzy byli zaniedbywani i obrażani przez personel.

Syn pacjentki: zmieniali jej pampersa tylko wtedy, kiedy lekarz robił obchód
Relacje rodzin pacjentów są do siebie bardzo podobne Fot. Shutterstock
  • Artur Zaniewski, którego matka zmarła na tym oddziale twierdzi, że leżała we własnych odchodach przez sześć godzin, bo nikt nie podszedł do niej, żeby zmienić pieluchę
  • "Podnieś tą starą dupę", "przesuń starą dupę", "podnieś się, grubasie" - tak personel oddziału odzywał się, zgodnie z relacją samej chorej - do jego matki
  • Córka innego pacjenta opowiada, że ojciec przez dwa dni spał na podłodze. Był skrajnie wychudzony - sam nie jadł, a nikt go nie karmił. Ten pacjent także nie żyje
  • Informujemy, że potwierdziliśmy zastrzeżenia Pana Artura Zaniewskiego co do zachowania jednej z opiekunek medycznych (nie pielęgniarki) - podała rzeczniczka Szpitali Pomorskich

Jak czytamy na portalu polsatnews.pl, Artur Zaniewski z Gdańska podaje, że  jego mama trafiła na ten oddział 22 lutego. Mężczyzna twierdzi, że leżała we własnych odchodach przez sześć godzin, bo nikt nie podszedł do niej, żeby zmienić pieluchę.

Brak opieki i upokarzanie

 - Wiem, bo mi mama mówiła. Jej tylko zmieniali wtedy, kiedy lekarz robił obchód. Do tego padały teksty typu: "podnieś tą starą dupę", "przesuń starą dupę", "podnieś się, grubasie" - mówi reporterom "Interwencji" syn pacjentki.

Mniej więcej w tym samym czasie, do tego szpitala, na ten sam oddział, trafiła 80-letnia kobieta. Jak wspominają jej córki, prosiła, żeby ją stamtąd zabrały, że już nie daje rady. - Byłam w szoku, że osoba, która całe życie była twarda, nie płakała, nagle tak się załamała. To nie jest normalne - mówi jedna z córek.

78-letni ojciec innej kobiety również leżał na tym oddziale. Kiedy dostała od lekarza informację, że jest umierający, ubłagała personel, by wejść do środka i się pożegnać. Przeżyła szok widząc wychudzonego ojca. Rodzina wypisała mężczyznę na żądanie.

Dwa dni na podłodze i wygłodzenie

- Miał ogromnego siniaka i zwichnięty palec. Nie chciał dać się dotknąć, bał się. Daliśmy mu kroplówki, został zbadany, nakarmiliśmy go. Mama zrobiła zupę zmiksowaną i on nawet chciał kawę zbożową. Już do siebie doszedł, a następnego dnia opowiadał, że spał dwa dni na ziemi, że go dopiero "jakaś baba podniosła". Później zadzwonił pan, który leżał z moim tatą. Zapytał jak tam zdrowie. Powiedział, że gdyby nie jego prośby, by podano tacie łyżkę zupy, to on nic by nie jadł - wspomina córka mężczyzny.

Jej ojciec po kilkunastu dniach zmarł w domu. Matka Artura Zaniewskiego, szykowana do wypisu ze szpitala, zmarła również. - Zarazili matkę czymś. Sama mama mówiła, że ma wymioty i biegunkę - mówi syn.

Zmarła również 80-letnia pacjentka, która także miała już wyjść ze szpitala. -  Pan doktor zadzwonił i przekazał, że mama nie żyje, a przecież miała wyjść. A on mi na to, że po prostu nie żyje i się rozłączył - twierdzi córka pacjentki.

"Tak sprawy nie zostawię"

Artur Zaniewski postanowił, że tej sprawy tak nie zostawi. Razem z Prezesem Fundacji Godność Pacjenta walczy o wyjaśnienie co działo się na tym oddziale.

O wyjaśnienia "Interwencja" poprosiła rzeczniczkę Szpitali Pomorskich.

"Informujemy, że potwierdziliśmy zastrzeżenia Pana Artura Zaniewskiego co do zachowania jednej z opiekunek medycznych (nie pielęgniarki), która złożyła wyjaśnienia w sprawie. Wobec tej osoby zostały wyciągnięte konsekwencje służbowe przez jej bezpośredniego przełożonego. Była to pierwsza skarga na tego pracownika. W zakresie opieki pielęgniarskiej oraz lekarskiej przeprowadzone postępowanie wyjaśniające nie wykazało nieprawidłowości" - napisała rzeczniczka.

 

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum