Skarb państwa zapłaci za podmianę dzieci?

Autor: Polska/Rynek Zdrowia • • 08 stycznia 2009 10:45

26 lat

Do „pomyłki” doszło w grudniu 1983 r. w szpitalu w warszawskim Śródmieściu. Tam urodziły się jednojajowe bliźniaczki Katarzyna i Nina. Kilka godzin wcześniej w lecznicy po drugiej stronie Wisły przyszła na świat Edyta. Dziewczynki zachorowały i dwa tygodnie później trafiły do szpitala dziecięcego przy ul. Niekłańskiej na Saskiej Kępie.

Po powrocie do domu, okazało się, że nóżka Niny, która wcześniej była lekko krzywa, jest prosta. Młodą mamę uspokoił lekarz, mówiąc, że to zasługa rehabilitacji. Podejrzenia powróciły, bo bliźniaczki, które miały być jednojajowe, różniły się od siebie. Kobieta poszła z dziećmi do przychodni, tam jednak jej powiedziano, że zaszła pomyłka i bliźniaczki w rzeczywistości są dwujajowe.

Zamiany dziecka nie uświadomili sobie również rodzice Edyty, choć i oni mieli powody do podejrzeń. Gdy Edytka ponownie zachorowała, trafiła do Centrum Zdrowa Dziecka. A tam lekarze stwierdzili, że jej nóżka jest skrzywiona. Rodzice postanowili leczyć dziecko. Nie przypuszczali, że to nie ich córeczka. Katarzyna i Nina (niby bliźniaczki) dorastały na Pradze. Ale chodziły swoimi ścieżkami. Edyta, czyli prawdziwa bliźniaczka, mieszkała na Żoliborzu. Dziewczyny uczyły się dobrze, nie stwarzały problemów wychowawczych.

Aż nagle przyszedł 2000 r. Edytę zaczepili na ulicy nieznajomi młodzi ludzie. Mówili do niej „Kaśka". Za prawdziwą Kaśką inni krzyczeli „Edyta". W końcu przez znajomych udało im się spotkać. Przeżyły szok. Rodzice również. Badania DNA potwierdziły zamianę dzieci. Ale rodziny nie wymieniły się córkami. Zostało po staremu. Na początku wszyscy spotykali się razem.

Dziewczyny poszły na studia. Powoli zaczęły układać sobie życie. Ale ujawniona prawda pozostawiła na nich i ich rodzicach swe piętno. Potwierdza to opinia psychologiczna, którą zamówił sąd.

Mecenas Maria Wentlandt-Walkiewicz, reprezentującą rodziny wyjaśnia, że biegła stwierdziła u członków rodzin depresję, bezsenność, trudność w podejmowaniu decyzji oraz wykonywaniu pracy zawodowej. Podkreśla, że z całą historią szybciej pogodziły się córki

Najlepiej poradziła sobie Nina. Założyła swoją rodzinę. Gorzej radzą sobie biologiczne bliźniaczki. Katarzyna jest pewna siebie, przyjmuje pozycję obronną. Uważała, że rodzice poświęcali jej zbyt wiele uwagi. Psycholog stwierdził u niej 10-procentowy uszczerbek na zdrowiu. Najgorzej emocjonalnie radzi sobie Edyta. Zamknęła się w sobie. Odsunęła od sióstr. Miała pretensje do biologicznych rodziców, że żądają od niej uczuć i ciągle dzwonią. Pogorszyły się też jej relacje z rodzicami, którzy ją wychowali. Czuje się „zawieszona" i odrzucona.

Problemy z ułożeniem sobie od nowa życia mają też rodzice. Ojciec Katarzyny i Niny wyznaje, że jego żona wpadła w depresję. Podkreśla, że ma dobre kontakty z córkami. Dodaje jednak, że kontakt z Edytą się urwał. Do dziś nie wie, jak doszło do zamiany dziewczynek. Podczas rozprawy jedna z lekarek, która pracowała w latach 80. w szpitalu przy Niekłańskiej, zeznała, że trudno było o zamianę dzieci, bo miały na rączkach opaski identyfikacyjne. Ale opaski mogły być zdjęte np. podczas zabiegu czy mycia dzieci. Wtedy pielęgniarkom mogły pomylić się noworodki.

Choć zamiana bliźniaczek to jedyna taka sprawa w Polsce, to o włos doszłoby do zamiany niemowlaków w 2007 r. w szpitalu w Zdrojach pod Szczecinem. Dzieci uratował instynkt jednego z ojców, który przy odbiorze córki stwierdził, że waży ona o wiele więcej niż po porodzie. Badania DNA potwierdziły: to nie jego córka. Do podmiany doszło prawdopodobnie, gdy wyjmowano dzieci z inkubatorów. Wtedy mogły zsunąć się im z rączek opaski identyfikacyjne.

W tym samym czasie w Czechach jeden z ojców doszedł do wniosku, że jego córeczka ma za ciemne włosy. Gdy się urodziła, była blondynką. Według czeskich mediów mężczyzna nabrał podejrzeń, bo w gospodzie śmiano się, że córka nie jest do niego podobna. Żona przysięgła, że to na pewno ona, ale badanie DNA przyznało rację ojcu. Rodziny wymieniły się kilkumiesięcznymi maluchami. W Arabii Saudyjskiej, gdzie doszło do zamiany dzieci, w sprawę włączył się król. Wypłacił rodzinom po 55 tys. dol. odszkodowania.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum