Marzena Sygut/Rynek Zdrowia | 12-12-2013 06:14

Ruszyła lawina nakazów: NFZ żąda od lekarzy zwrotu pieniędzy za leki refundowane

Oddziały wojewódzkie Narodowego Funduszu Zdrowia wysyłają przedsądowe nakazy, wzywające lekarzy do zwrotu pieniędzy za bezprawne - zdaniem płatnika - wystawianie recept na leki refundowane od 1 lipca do końca 2012 roku. Samorząd lekarski twierdzi, że takie postępowanie NFZ jest nieracjonalne, a Fundusz, że działa zgodnie z prawem.

- W naszym regionie liczba wysłanych nakazów płatniczych idzie w setki. Kwoty zwrotu żądane przez Fundusz oscylują pomiędzy 40 zł a kilkoma tysiącami - mówi dr Andrzej Wojnar, rzecznik praw lekarza z Dolnośląskiej Izby Lekarskiej.

NFZ powołuje się na art. 48 paragraf 8 Ustawy refundacyjnej. W opinii Funduszu zgodnie z taką podstawą prawną lekarze powinni podpisać umowy z płatnikiem, które pozwalałyby kontynuować wystawianie recept na leki refundowane. Niestety, przez pewien czas nie robili tego, licząc, że płatnik z umów się wycofa. Tak się jednak nie stało. Lekarze wypisywali wówczas recepty na drukach, które według NFZ straciły ważność.

Recepty miały stracić ważność
Pierwsze wezwania przedsądowe trafiły do lekarzy w Świętokrzyskiem. Tutaj, jak informuje dr Urszula Chonin, rzecznik praw lekarza w tym województwie, obecnie sprawa dotyczy 545 lekarzy; chodzi o łączną kwotę zwrotu ok. 250 tys zł (najmniejsza wynosi kilkadziesiąt złotych a największa 9 tys.zł).

W woj. dolnośląskim, jak przyznaje dr Wojnar, ostatnie tygodnie to wprost inwazja wezwań nakazujących zapłatę za wystawione leki refundowane. Wysłanych nakazów płatniczych są setki.

Lekarze przyznają zgodnie, że nie byłoby problemu, gdyby recepty wraz z wejściem nowej ustawy, jak zapowiadano, straciły ważność. Tak się jednak nie stało. - Gdyby Fundusz zablokował recepty w porę, aby nie mogły być zrealizowane w aptece, dziś nie mówilibyśmy o nakazach zwrotu - podkreśla dr Chonin.

Dr Katarzyna Turek-Fornelska, rzecznik praw lekarza w woj. małopolskim wyjaśnia, że zaraz po zmianach prawnych Małopolska Izba Lekarska skierowała do swojego OW NFZ zapytanie, co należy z tymi receptami robić, ponieważ są to druki ścisłego zarachowania. - Fundusz odpisał, że można tych recept używać do przepisywania leków, jednak za 100 proc. odpłatnością - zaznacza dr Turek-Fornalska.

Jak się jednak okazało wyjaśnienia nie były klarowne i nie trafiły do wszystkich. W woj. świętokrzyskim, jak dowodzi dr Chonin, pisma z żądaniem zwrotu pieniędzy za leki refundowane trafiły również do aptekarzy z tego regionu.

- Do farmaceutów NFZ kierował je wówczas, gdy podczas kontroli okazywało się, że lekarz wprawdzie wypisywał lek na wspomnianej recepcie, ale nie zaznaczał kwoty refundacji. O wysokości odpłatności zadecydował aptekarz - przypomina Urszula Chonin.

To było do przewidzenia
Zdaniem samorządu lekarskiego takie postępowanie płatnika nie jest racjonalne, gdyż żaden lekarz ani farmaceuta nie uzyskał korzyści z przepisanych dla dobra chorych leków, a pacjenci niezależnie od tego, gdzie mieliby wypisane leki wykupiliby je z należną refundacją.

Dr Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej poinformował portal rynekzdrowia.pl, że wysłał pismo do prezes NFZ, w którym wzywa decydentów do powstrzymania działań polegających na egzekwowaniu - od lekarzy nieposiadających umów - zwrotu pieniędzy za wypisywanie recept na leki refundowane.

Podobne pismo skierowała do swojego OW NFZ Dolnośląska Izba Lekarska. - Beneficjentem przypisanego leku jest pacjent. Żeby móc wyegzekwować jakiekolwiek pieniądze od lekarza, który nie posiada umowy, a przepisał lek refundowany, Fundusz musiałby przed sądem wykazać szkodę jaką poniósł z tego tytułu - wyjaśnia prezes Hamankiewicz.

Jego zdaniem NFZ usiłuje zrzucić winę na lekarzy i wprowadza atmosferę nie sprzyjającą wypisywaniu leków refundowanych. - Stanowczo temu dajemy odpór - zapewnia. - Funkcjonuje już transgraniczna opieka medyczna, gdzie recepty są przepisywane bez żadnych umów przez wszystkich lekarzy europejskich, a płatnik musi je refundować. W tej sytuacji wymóg podpisywania odrębnych umów przez polskich lekarzy, nie ma jakiegokolwiek logicznego uzasadnienia - podkreśla Maciej Hamankiewicz. 

Uważa, iż Fundusz zamiast karać powinien docenić tych lekarzy, którzy mimo braku umowy wypisywali recepty na leki refundowane: - Dzięki zażytym lekom pacjent zdrowiał. Zyskał na tym nie tylko chory, ale pośrednio też Fundusz, bo gdyby pacjent leków nie wykupił, to mógłby ze względu na pogarszający się stan zdrowia znaleźć się w szpitalu i NFZ poniósłby w związku z tym większe koszty.

Fundusz: działamy zgodnie z prawem
Joanna Mierzwińska, rzeczniczka prasowa dolnośląskiego OW NFZ wyjaśnia, że dla nikogo nie jest tajemnicą, iż zgodnie z ustawą refundacyjną oraz ustawą o świadczeniach zdrowotnych pacjentowi przysługują leki refundowane wypisane na recepcie wystawionej wyłącznie przez osobę uprawnioną. A jest nią m.in. lekarz, z którym Fundusz zawarł umowę.

- W przypadku innej interpretacji przepisów każdy ma prawo iść do sądu - dodaje Joanna Mierzwińska. - NFZ interpretuje jednak przepisy jednoznacznie zgodnie z ustawą i dlatego przy naruszeniu prawa wystawia wezwania do zapłaty.

- Do października tego roku, na podstawie wspomnianych wezwań lekarze zwrócili do Funduszu ponad 200 tys. zł, dodatkowo pod koniec sierpnia Sąd Rejonowy we Wrocławiu wydał pierwszy nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym na kwotę ok. 2,5 tys.zł. Obecnie sprawa kierowana jest do komornika - podsumowała Joanna Mierzwińska.

Także Beata Szczepanek, rzeczniczka prasowa Świętokrzyskiego OW NFZ podkreśla, że aby NFZ mógł zrefundować lek, to lekarz, który wystawił taką receptę, musi mieć podpisaną stosowną, aktualną umowę z płatnikiem. W woj. świętokrzyskim była niewielka grupa lekarzy, którzy takich umów w lipcu 2012 roku nie podpisali. W przeważającej części byli to lekarze, którzy wystawiają tzw. recepty pro-familia, czyli dla siebie i swoich bliskich.