Rozpoczął się proces doktora Mirosława G.

Autor: PAP/Rynek Zdrowia • • 29 listopada 2008 14:27

Przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Mokotowa zakończyła sie pierwsza rozprawa kardiochirurga Mirosława G. i 20 innych osób. Lekarz jest oskarżony o przyjmowanie łapówek a jego pacjenci - o ich wręczanie.

Sąd wyłączył sprawy dwojga nieobecnych spośród 23 oskarżonych w tym procesie. Proces jest precedensem w sprawie o granice między korupcją a powszechnym w polskich szpitalach „okazywaniem wdzięczności" lekarzom przez pacjentów.

Pieniądze w kwocie do 13 tys. zł od jednej osoby oraz do tysiąca dolarów i kilkuset euro, złoty sygnet z rubinem, alkohole - takie m.in. korzyści majątkowe miał przyjmować dr Mirosław G. od swych pacjentów.

Sąd polecił prokuratorowi odczytanie tylko głównych założeń obszernego aktu oskarżenia.
Z aktu oskarżenia wynika, że w kilku przypadkach G. miał uzależniać dalsze leczenie od "korzyści majątkowej"; inne korzyści miał przyjmować już po operacjach.

Wobec pewnej kobiety miał tego zażądać - by mogła pozostać na jego oddziale. Wobec odmowy wręczenia mu pieniędzy, kobietę wypisano. W innym przypadku Garlicki miał zażądać 4,5 tys. od chorego, do czego nie doszło, bo pacjent zmarł. Od rodziny innego chorego miał przyjąć w sumie 13 tys. zł.

83-letni Henryk J. odpiera zarzuty w sprawie G. Odmówił on składania wyjaśnień, wobec czego sąd odczytał jego wyjaśnienia ze śledztwa. Mówił w nich, że G. nigdy nie sugerował, że chce coś otrzymać.

- Nie mogę powiedzieć złego słowa o nim; uważam że uratował mi życie - dodał były pacjent. Przyznawał zaś, że jego córka - dziennikarka - podarowała lekarzowi swoją książkę, o czym napisała w „Gazecie Wyborczej".

Kolejna oskarżona przyznała się do winy. Wręczyła chirurgowi 200 zł, ale jak przyznała, było to „podziękowanie za opiekę nad mężem”. Dodała, że „nigdy więcej nie chce już uczestniczyć w tej rozprawie".

Kolejny oskarżony Władysław W. wyznał przed sądem, że „ludzie mówili, że jest lepiej w szpitalu, jak się da lekarzowi pieniądze”. Dlatego też, z własnej inicjatywy - i mimo protestów lekarza - zostawił na jego biurku w klinice MSWiA kopertę z 500 zł. - Na jej widok dr mówił: „Nie, nie" - dodawał W.

- Ja w różnych szpitalach słyszałem, że tak trzeba zrobić, że jak się da, to się jest inaczej traktowanym - tłumaczył oskarżony w śledztwie. Podkreślił, że dr G. niczego takiego nie wymagał, ani nie uzależniał od tego zajęcia się pacjentem.

Pochodzący z Podkarpacia Władysław W. jest po siedemdziesiątce, od lat miał problemy z sercem. Dr G. zakwalifikował go do operacji i gdy przyjmował go do szpitala pokazywał na modelu serca, co mu musi zrobić.

- Zabieg koronarografii się powiódł. Dr G. to porządny lekarz. Myślę, że uratował mi życie, a na pewno je przedłużył i poprawił - dodał oskarżony. Mówił sądowi, że rozważa dobrowolne poddanie się karze za swój czyn. Sędzia Igor Tuleya zaproponował mu jednak, by jeszcze raz to rozważył - co Władysław W. zaakceptował.

Prokuratura uznaje, że wręczanie łapówek lekarzowi przez pacjentów i ich rodziny należy traktować jako przestępstwa „mniejszej wagi" - bo działali w sytuacji zagrożenia życia i zdrowia. Wtedy odpowiedzialność sięga do dwóch lat więzienia - za wręczanie łapówek jako takich grozi zaś do ośmiu lat.

Przesłuchani generalnie nie przyznawali się do przestępstwa wręczania łapówek. Większość z nich potwierdziła zarazem przekazywanie G. pieniędzy, ale nie jako łapówek, lecz jedynie - „dowodów wdzięczności" za udane operacje. Po złożeniu wyjaśnień, byli oni - na swój wniosek - zwalniani przez sąd z obowiązku dalszego udziału w procesie.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum