Prokuratura bada, czy w Szpitalu MSWiA złamano ustawę transplantacyjną

Autor: Gazeta Wyborcza/Rynek Zdrowia • • 30 marca 2009 10:09

Warszawska prokuratura okręgowa kończy śledztwo w tej sprawie. Nie śladu klasycznego handlu narządami, np. wywiezienia i sprzedania np. nerki za granicę. Tytuł śledztwa to

Prokuratura powołała zespół biegłych, od których opinii zależy, czy i komu ewentualnie postawione zostaną zarzuty w tej sprawie. To prawdopodobnie zainteresowanie handlem narządami naprowadziło CBA na trop doktora G.

Pierwszy sygnał był na głośnej konferencji ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry i szefa CBA Mariusza Kamińskiego, po aresztowaniu kardiochirurga w lutym 2007 r. Dziennikarze pytali: „Mówicie panowie o dziwnych zgonach. Czy w szpitalu mogło dochodzić do handlu ludzkimi organami?”.

Ziobro odpowiadał: „Do nas dotarły rzeczywiście bardzo makabryczne informacje. Są badane różne wątki, zaprzeczał nie będę, natomiast co do szczegółów, to nasze słowa muszą być ważone kalibrem zarzutu i materiałem dowodowym”.

Nie ma w tej sprawie śladu klasycznego handlu narządami, np. wywiezienia i sprzedania np. nerki za granicę. Tytuł śledztwa to „uzyskiwanie korzyści majątkowych w związku z zachowaniami niezgodnymi z ustawą o przeszczepach i transplantacji narządów”.

Według prokuratury mechanizm mógł wyglądać tak: pacjent, który uległ wypadkowi w okolicach Warszawy, trafiał do powiatowego szpitala. Po kilku dniach transportowany był do Szpitala MSWiA. Uzasadniano to koniecznością diagnostyki i leczenia na wyższym poziomie. Gdy na Wołoskiej orzekano śmierć mózgową, co jest warunkiem pobrania narządów, z pacjenta człowiek stawał się dawcą. Klinika przy Wołoskiej w Warszawie miała z tego taką korzyść, że przeszczepy, to wysoko wyceniane w medycynie procedury. Zarabiał więc i szpital, i lekarze. Prokuraturę interesuje głównie porozumienie Szpitala MSWiA z powiatowymi lecznicami, które podsyłały chorych na granicy życia i śmierci.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Mateusz Martyniuk potwierdził Gazecie Wyborczej, że zapadła decyzja o powołaniu biegłych i że do analizy dostali dokumentację medyczną 52 przypadków wyłowionych przez CBA i prokuraturę. Odmawia podania nazwisk ekspertów. Ujawnia tylko, że jest ich czterech i pracują w ośrodkach akademickich w Bydgoszczy, Lublinie, Toruniu, Szczecinie. Według informacji Gazety Wyborczej kierują oni katedrami medycyny sądowej oraz anestezjologii.

Lekarze z Wołoskiej zapewniali, że nie przywożono im pacjentów z orzeczoną śmiercią mózgową, tylko żywych ludzi z szansą na ratunek. Ponad połowa osób ze wszystkich przewiezionych do nich w ciężkim stanie przeżyła dzięki ich pomocy. Tylko niecałe 5 proc. zostało dawcami: za zgodą rodziny i wiedzą Poltransplantu.

– Informacje o lądowaniu talibów w Klewkach powtarzali politycy, ale wtedy dziennikarze wyśmiali to. Tak samo trzeba potraktować informację o handlu narządami – komentuje warszawskie śledztwo jeden z transplantologów.

– Nie ma dowodów na handel narządami, nie powinno się w ogóle używać takiego terminu, nawet jeśli sami lekarze go powtarzają i funkcjonuje w potocznym języku – uważa dr hab. Zbigniew Włodarczyk, szef Kliniki Transplantologii i Chirurgii Ogólnej Wydziału Lekarskiego Collegium Medicum w Bydgoszczy. – Gdyby takie zdarzenia miały miejsce, to publicznie oświadczam: odejdę z zawodu lekarza!

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum