Prof. Maksymowicz: byłem do dyspozycji rezydenta podczas operacji. "Biegły stanął po mojej stronie"

Autor: oprac. WOK • Źródło: Wirtualna Polska, Interia, Rynek Zdrowia11 listopada 2021 21:41

W październiku Wirtualna Polska opisała zabieg, podczas którego prof. Wojciech Maksymowicz miał asystować rezydentowi. Niedoświadczony lekarz popełnił błąd, a pacjentka zmarła w wskutek powikłań - pisała WP. Prof. Maksymowicz w rozmowie z Interią przedstawia swoją wersję i odpiera zarzuty.

Prof. Wojciech Maksymowicz FOT. PAP/Tomasz Waszczuk
  • W 2015 r. prof. Wojciech Maksymowicz,  były minister zdrowia w rządzie Jerzego Buzka, miał wspierać rezydenta podczas operacji. Pacjentka zmarła wskutek powikłań wynikających ze błędu niedoświadczonego lekarza - uznał sąd
  • Przy zabiegu zabrakło asysty doświadczonego specjalisty - stwierdził sąd w uzasadnieniu nieprawomocnego jeszcze wyroku
  • Prof. Maksymowicz tłumaczy, że podczas operacji był do dyspozycji rezydenta. - Pacjentka zmarła dwa tygodnie później. W innym szpitalu i w związku z zupełnie innym schorzeniem - mówi znany neurochirurg w rozmowie z Interią

Wyrok jest nieprawomocny, sprawa będzie miała ciąg dalszy

Przypomnijmy, że Wirtualna Polska 28 października br. napisała o przypadku skomplikowanego zabiegu z 2015 roku, w trakcie którego znany neurochirurg, prof. Wojciech Maksymowicza miał asystować rezydentowi. Niedoświadczony lekarz popełnił błąd i w wyniku komplikacji pacjentka zmarła.

Rodzina oddała sprawę do sądu i podczas rozprawy wyszło na jaw, że prof. Maksymowicz, który miał wspierać lekarza w trakcie specjalizacji, nie był obecny w sali operacyjnej w pełnym wymiarze czasowym trwania zabiegu.

- Przy zabiegu zabrakło asysty doświadczonego specjalisty, który w trakcie zabiegu mógłby weryfikować na bieżąco działania operatora - stwierdził sąd w uzasadnieniu wyroku.

Wyrok zapadł 30 grudnia 2020 r. Zgodnie z nim szpital musi wypłacić rodzinie zmarłej ponad 98 tys. zł. Wyrok jest jednak nieprawomocny, a sprawa będzie miała ciąg dalszy, ponieważ obie strony nie zgodziły się z orzeczeniem sądu. Rodzina domaga się wyższego odszkodowania, szpital zaś nie uznaje winy po swojej stronie.

Prof. Maksymowicz: biegły stanął po mojej stronie

- Czy faktycznie, podczas operacji, pozostawił pan bez nadzoru niedoświadczonego lekarza? - zapytał prof. Maksymowicza dziennikarz portalu Interia Jakub Szczepański.

- Sprawa sprzed sześciu lat. Pierwsza instancja, cywilna, wydała nieprawomocne orzeczenie, ale nikt nie powiedział, że biegły stanął po mojej stronie. Ten lekarz był bardzo dobrze przygotowany. Miał czteroletni staż i doświadczenie wielokrotnie przekraczające wymogi zawarte w przepisach prawa, co więcej miał zgodę konsultanta krajowego na przeprowadzanie tego typu zabiegów. Jego jedynym problemem był fakt, że był akurat na ostatnim roku specjalizacji - tłumaczy prof. Maksymowicz.

- Był pan przy nim podczas operacji? - dopytywał dziennikarz Interii. - W zakresie takim, jakim powinienem być. Gdyby cokolwiek się działo, byłem obok - odpowiedział neurochirurg.

- W trakcie zabiegu pytałem też czy wszystko jest w porządku. Pacjentka, bardzo miła, starsza pani, zmarła dwa tygodnie później. W innym szpitalu i w związku z zupełnie innym schorzeniem. Ja nawet nie byłem stroną w tej sprawie. A prokuratura, przez sześć lat, nie potrafiła określić, że doszło do błędu w sztuce lekarskiej - dodał prof. Maksymowicz.

Czytaj też:

Lekarz wyszedł w trakcie operacji. Pacjentka zmarła. W czasie dyżurów pracuje jako polityk

Będzie kontrola NFZ w sprawie dyżurów prof. Maksymowicza. "Efekt szukania na mnie haków"

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum