Poznań: czy ginekolodzy mogli pomóc pacjentce?

Autor: Gazeta.pl/Rynek Zdrowia • • 14 czerwca 2014 15:48

Nastąpił zwrot w procesie znanych, poznańskich ginekologów. Nowi biegli twierdzą, że leczonej przez nich pacjentki i jej dzieci nie można było uratować.

Jak podaje Gazeta Wyborcza, chodzi o wydarzenia sprzed ośmiu już lat. Pacjentka była w siódmym miesiącu ciąży, gdy trafiła do poznańskiego szpitala. Skierowali ją tam lekarze ze Słupcy, zaniepokojeni wynikami badań - kobieta miała zaburzenia krzepnięcia krwi.

Miała urodzić bliźniaki, ale drugiego dnia pobytu w klinice jej dzieci zmarły. Kilka godzin później umarła także sama matka. Prokuratura uznała, że miała szansę przeżyć, gdyby lekarze wykonali specjalistyczne badania USG i zdecydowali o cesarskim cięciu.

Dwa lata temu sąd skazał prof. Krzysztofa D., ordynatora oddziału ginekologicznego, za narażenie pacjentki na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Natomiast starszego lekarza dyżurnego Arkadiusza B. uznał winnym nieumyślnego spowodowania śmierci.

Lekarze dostali wyroki w zawieszeniu, ale sąd apelacyjny je uchylił. Nakazał powtórzyć proces i powołać nowych biegłych.

Opinia, którą przygotowali biegli z Warszawy, jest korzystna dla oskarżonych ginekologów.

Prof. Jerzy Windyga, hematolog, jeden z biegłych, mówił podczas rozprawy, że dopiero po śmierci pacjentki rozpoznano u niej zespół Upshawa-Schulmana. To rzadkie genetyczne schorzenie polegające na tworzeniu się zakrzepów w naczyniach krwionośnych. Takie zakrzepy powstały też w łożyskach, doprowadzając do śmierci pierwszego, a potem drugiego dziecka.

Takie schorzenie ma jedna osoba na kilka milionów. Jeśli się je rozpozna i podejmie leczenie, szansa na urodzenie zdrowego dziecka wynosi 50 proc. Bez leczenia takich szans praktycznie nie ma.

Jego zdaniem nie było szans na uratowanie matki, bo jej stan pogarszał się bardzo szybko. Gdyby schorzenie rozpoznano przed śmiercią, ratunkiem mogłoby być już tylko przetoczenie mrożonego osocza. Jednak profesor nie daje gwarancji, że to by pomogło.

Prof. Mirosław Wielgoś, ginekolog, współautor opinii, przekonywał, że rozpoznanie i leczenie takich schorzeń nie leży w gestii położników a pacjentka powinna trafić do ośrodka hematologicznego, ale była w ciąży, więc trafiła na ginekologię.

Autorami poprzedniej - niekorzystnej dla poznańskich lekarzy - opinii byli lekarze z Wrocławia. Ich zdaniem życie dzieci było zagrożone już w chwili przyjęcia do szpitala przy ul. Polnej i należało zrobić cesarskie cięcie. Nowi biegli stwierdzili w sądzie, że się z tym nie zgadzają, a wskazań do cesarskiego cięcia nie było nawet po śmierci pierwszego płodu. Ich zdaniem oskarżeni lekarze postępowali prawidłowo.

Wobec sprzecznych opinii prokuratura rozważa powołanie trzeciego zespołu biegłych lub przeprowadzenie konfrontacji dwóch zespołów, które już wystawiły ekspertyzy.

Więcej: www.gazeta.pl

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum