Pielęgniarki i ratownicy medyczni mówią dość. Chcą postawić tamę agresji pacjentów

Autor: Marzena Sygut/Rynek Zdrowia • • 16 stycznia 2020 21:07

Agresja pacjentów wobec białego personelu nie słabnie. Życie pokazuje, że zapisy prawne, które gwarantują białemu personelowi na służbie identyczne uprawnienia jak funkcjonariuszom publicznym, nie spełniają swojej roli. Przedstawiciele zawodów medycznych ratunek widzą m.in. w bezwzględnych karach więzienia dla sprawców napaści na pielęgniarki, ratowników medycznych czy lekarzy.

Fot. Shutterstock

Krystyna Ptok, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych wyjaśnia, że z informacji, które systematycznie napływają do OZZPiP wynika, że agresywne zachowania pacjentów stają się coraz bardziej powszechne.

- Z jednej strony przyczynę narastającej agresji należy upatrywać w rosnącej atmosferze wrogości w naszym społeczeństwie, z drugiej zaś strony w łatwym i szybkich dostępie do środków odurzających, głównie dopalaczy, pod wpływem których zdecydowanie częściej dochodzi do napaści - podkreśla Ptok.

Nie chcą być ofiarami mizerii systemu
Zaznacza również, że cykliczność tego typu zachowań, które tylko w odniesieniu do grupy zawodowej pielęgniarek i położnych, zdarzają się średnio raz na 30 dni, wywołuje potrzebę zabezpieczenia osób pracujących z pacjentem.

Dlatego też - jak tłumaczy Ptok - OZZPiP zwrócił się do ministra zdrowia z prośbą o pilne spotkanie w celu wypracowania radykalnych działań, które położą tamę dalszej agresji pacjentów. Podobne apele, zawsze po każdej kolejnej napaści na pielęgniarki czy położne, kierowane są do Departamentu Pielęgniarek i Położnych Ministerstwa Zdrowia, w celu wyjaśnienia zaistniałego zajścia.

Czytaj też: NRPiP apeluje o procedury regulujące postępowanie w przypadku agresywnego pacjenta

Po ostatnim takim zajściu, które miało miejsce w Szpitalu św. Wojciecha na gdańskiej Zaspie, gdzie ofiarami agresywnego pacjenta padł personel medyczny i inni pacjenci, przewodniczącej OZZPiP, Krystynie Ptok udało się 9 stycznia 2020 r. spotkać dyrektor Departamentu, Gretą Kanownik, i ustalić szczegóły spotkania, o które zabiegała w Ministerstwie Zdrowia, dotyczącego bezpieczeństwa pracowników w podmiotach leczniczych.

- Zależało nam, aby wzięli w nim udział zarówno przedstawiciele reprezentatywnych organizacji związkowych zawodów medycznych, przedstawiciele pracodawców, strony rządowej i policji, a także wojewodowie. I tak też się stanie - wyjaśnia Ptok.

Jednocześnie podkreśla, że obecne rozwiązania systemowe nie spełniają swojej funkcji.

- W pismach kierowanych do Ministerstwa Zdrowia sugerowaliśmy, że konieczne jest oznakowanie szpitali na zewnątrz budynków tablicami, na których jasno byłoby napisane, że osoby zatrudnione w placówce medycznej korzystają z takich samych uprawnień jak funkcjonariusz publiczny, i że za ich znieważanie grozi kara. Niestety nie spotkałam jeszcze szpitala, który byłby tak oznakowany - mówi Ptok.

Jej zdaniem należałoby również przeprowadzić kampanię społeczną, aby uświadomić ludziom, że podczas pełnienia swoich obowiązków pracownicy sektora medycznego są tak samo chronieni jak policjanci.

- Za warunek konieczny uważam także lepsze wykorzystanie policji. Dziś niestety zdarza się, że policja reaguje zbyt opieszale na wezwania personelu medycznego. Taka sytuacja miała np. miejsce w szpitalu w Sieradzu, gdzie przedstawiciele prawa zjawili się na wezwanie dopiero po 5 czy 6 telefonie. Powinno się też zastanowić nad tym, w jaki sposób chronić pracowników w szpitalach psychiatrycznych - dodaje.

-Wszystkie te kwestie powinny znaleźć odzwierciedlenie w regulacjach prawnych. Tylko tak bowiem można zobligować kierujących placówkami medycznymi do ich wprowadzenie w życie - podsumowuje Ptok.

Żądają surowych kar dla agresorów
Adam Stępka, rzecznik prasowy Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego w Łodzi wyjaśnia z kolei, że rozwiązania, które proponują pielęgniarki, jak chociażby oplakatowywanie placówek medycznych, nie znalazłyby zastosowania w ratownictwie medycznym.

- Propozycje pielęgniarek dotyczą lecznictwa wewnątrzszpitalnego. Ratownicy działają w innych warunkach niż pielęgniarki, mianowicie w opiece przedszpitalnej. 99 proc. naszych pacjentów, którzy są agresywni wobec ratowników, to osoby, które są pod wpływem środków odurzających. Tacy ludzie nie zareagują na plakaty znajdujące się na karetkach z informacją, że ratownik medyczny na służbie posiada uprawnienia funkcjonariusza publicznego. Dlatego też rozwiązania proponowane przez pielęgniarki nie sprawdzą się w opiece przedszpitalnej - podkreśla Stępka.

Zaznacza też, że w wypadku agresji wobec ratowników medycznych występuje naturalna, roczna fluktuacja. Ataki na przedstawicieli tej grupy zawodowej zdarzają się zdecydowanie częściej np. w okresie wakacyjnym czy świątecznym. Wiąże się to z rosnącą w tym czasie konsumpcją alkoholu i środków odurzających, co wpływa na znaczne rozluźnienie emocji u części pacjentów.

Z kolei Paulina Targaszewska, rzecznik Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Szczecinie podkreśla, że w regionie, który reprezentuje ataków agresji na ratowników medycznych jest coraz więcej. W roku 2018 było ich około 50 a w 2019 roku już blisko 70.

- Sądzę, że agresywne zachowania pacjentów można zahamować poprzez jasne i stanowcze wyciąganie konsekwencji wobec osób agresywnych w stosunku do personelu medycznego. Surowe reperkusje mogłyby się stać pewnego rodzaju straszakiem dla osób, które chciałyby podnieść rękę na ratownika medycznego - tłumaczy Stępka.

Jak opisuje, w roku 2019 udało się im doprowadzić do dwóch wyroków skazujących dla sprawców napaści na pracowników łódzkiej stacji, którzy w wyniku tych ataków ponieśli poważne konsekwencje zdrowotne. Napastnicy zostali skazani na karę bezwzględnego pozbawienia wolności, bez możliwości zawieszenia wyroku. W jego opinii, jeżeli sądy powszechne zaczną bardzo rzetelnie podchodzić do tego typu spraw, to takich wyroków będzie znacznie więcej.

Jednocześnie rzecznik prasowy WSRM w Łodzi wyjaśnia, że tak surowe wyroki były możliwe dzięki zdecydowanym działaniom stacji ratownictwa medycznego, która ułatwia pracownikom zgłoszenie zaistniałego zdarzenia na policję i sama też interweniuje, jeśli dojdzie do napaści, na któregoś z jej pracowników.

- W naszej stacji, jeśli tylko wspomniane zdarzenie zaistnieje, ratownik będący ofiarą jeszcze podczas trwania dyżuru, bezpośrednio po zdarzeniu, jedzie na policję w celu zawiadomienia o zaistnieniu przestępstwa. Unikamy w ten sposób zatarcia wielu istotnych szczegółów, które ratownik na drugi dzień po traumatycznym zdarzeniu może już wyprzeć z pamięci – podkreśla Adam Stępka. 

Dodatkowo, wobec braku skuteczności obecnych działań, WSRM w Łodzi podjęła decyzję, że będzie powiadamiać media o każdej surowej karze wobec pacjenta, który zdecydował się podnieść rękę na ratownika medycznego.

- Chcemy wykorzystać tak zwany efekt społecznego dowodu słuszności, występujący w psychologii. Do tej pory działał on przeciwko ratownikom. Tzn. krzycząc głośno, że pacjenci biją ratowników, przyczynialiśmy się pośrednio do tego, że osoby sfrustrowane mogły dojść do wniosku, że skoro inni biją ratowników i nie ponoszą za to konsekwencji, to one też mogą tak robić. Dlatego też obecnie staramy się znacznie bardziej nagłaśniać konsekwencje, czyli wyroki jakie osoby dostały po podniesieniu ręki na ratownika medycznego, aby pokazać, że atakując przedstawiciela personelu medycznego, można trafić do więzienia - wyjaśnia rzecznik prasowy WSRM.

W ocenie Stępki, należy również rozważyć to, czy ratownik medyczny na służbie nie powinien posiadać przy sobie różnych środków do obrony osobistej, takich jak np. gaz pieprzowy. Można także przemyśleć pomysł wprowadzenia personelu medycznego do grupy funkcjonariuszy publicznych, aczkolwiek wymaga to daleko idących zmian ustawowych i nie uda się tego przeprowadzić w krótkim czasie.

Prawo chroni biały personel?
Wojciech Andrusiewicz, rzecznik prasowy ministra zdrowia w odpowiedzi nadesłanej do redakcji Rynku Zdrowia, wyjaśnia natomiast, iż aktualnie obowiązują systemowe rozwiązania przeciwdziałające agresji wobec pielęgniarek.

"Zgodnie z art. 11 ust. 2 ustawy z 15 lipca 2011 r. o zawodach pielęgniarki i położnej, w związku z wykonywaniem czynności polegających na udzielaniu świadczeń zdrowotnych, pielęgniarki i położne korzystają z ochrony przewidzianej dla funkcjonariuszy publicznych na zasadach określonych w ustawie z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeksu karnego. W celu zapewnienia ochrony pielęgniarkom i położnym, stworzenia bezpiecznych warunków pracy oraz prawidłowego i niezakłóconego wykonywania przez nich obowiązków służbowych podczas oraz w związku z udzielaniem świadczeń zdrowotnych wobec pacjenta, na stronie internetowej Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych zamieszczona została Procedura postępowania pielęgniarki/położnej objętej ochroną przewidzianą dla funkcjonariusza publicznego w przypadku agresywnego zachowania pacjenta/rodziny" - czytamy w piśmie.

Ponadto, jak tłumaczy rzecznik Andrusiewicz zgodnie z art. 46 ustawy z 15 kwietnia 2011 r. działalności leczniczej, odpowiedzialność za zarządzanie podmiotem leczniczym niebędącym przedsiębiorcą ponosi kierownik tego podmiotu. Tym samym za stwarzanie bezpiecznych warunków udzielania świadczeń opieki zdrowotnej, w tym stwarzanie bezpiecznych warunków pracy pielęgniarek w danym podmiocie leczniczym, m.in. poprzez ustalanie i wdrażanie odpowiednich procedur bezpieczeństwa i higieny pracy, odpowiedzialność ponosi kierownik tego podmiotu leczniczego. 

Ministerstwo Zdrowia nie wyjaśniło, czy rozważa zaostrzenie przepisów dotyczących bezpieczeństwa personelu medycznego. 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum