Pacjentka rzuciła się pod pociąg. Rodzina obwinia lekarzy. Ruszył proces

Autor: oprac. MP • Źródło: PAP30 października 2021 08:12

Czworo lekarzy z Gdańska przed sądem ws. samobójstwa pacjentki chorej na depresję. Kobieta wyszła na przepustkę i rzuciła się pod pociąg.

W Gdańsku ruszył proces ws. samobójstwa pacjentki. Oskarżono czworo lekarzy Fot. Shutterstock
  • W Gdańsku ruszył proces lekarzy psychiatrów oskarżonych ws. samobójstwa pacjentki chorej na depresję
  • Troje medyków oskarżono o nieumyślne spowodowanie śmierci, jednego o fałszowanie dokumentacji medycznej
  • Kobieta rzuciła się pod pociąg. Rodzina obwinia za to medyków

Samobójstwo pacjentki. Czworo lekarzy przed sądem 

40-letnia Agnieszka B. jesienią 2015 roku trafiła na oddział psychiatryczny jednego z gdańskich szpitali, kilka tygodni później została przeniesiona na oddział psychiatryczny do 7. Szpitala Marynarki Wojennej w Gdańsku. Zdiagnozowano u niej depresję. Kobieta była leczona farmakologicznie, uczestniczyła w terapii.

Na początku lutego 2016 roku pacjentka otrzymała kolejną przepustkę na weekend. Pojechała do domu, a dzień później w Gdyni rzuciła się pod pociąg. Zginęła na miejscu, zostawiła męża i osierociła dwoje dzieci.

Po śmierci 40-latki jej bliscy zawiadomili o sprawie prokuraturę. Rodzina podnosiła, że lekarze opiekujący się chorą, dopuścili się zaniedbań, zezwalając na jej wyjście ze szpitala, czym nieumyślnie przyczynili się do jej śmierci.

Śledztwo dotyczące zaniedbań medyków toczyło się w Prokuraturze Regionalnej w Gdańsku od jesieni 2016 roku. W sprawie przewijały się nazwiska znanych trójmiejskich psychiatrów.

Prokuratura oskarżyła w tej sprawie byłego już komendanta 7. Szpitala Marynarki Wojennej w Gdańsku Dariusza Juszczaka (zgodził się na podanie danych osobowych) oraz Janusza F., Annę W. i Wojciecha P.

Trzem pierwszym lekarzom zarzucono nieumyślne spowodowanie śmierci pacjentki i narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Czwarty z medyków został oskarżony o fałszowanie dokumentacji.

Czytaj: Lekarz wyszedł w trakcie operacji. Pacjentka zmarła. W czasie dyżurów pracuje jako polityk

Proces w tej sprawie rozpoczął się w piątek w przed gdańskim sądem. Na sali rozpraw stawili się Wojciech P., Anna W. i Dariusz Juszczak wraz z obrońcami. Nie pojawił się natomiast Janusz F., reprezentował go adwokat Władysław Kowalik.

Pełnomocniczka oskarżycieli posiłkowych złożyła wniosek m.in. o przeniesienie procesu do sądu wyższej instancji i poszerzenie składu sędziowskiego. Sędzia Beata Studzińska nie uwzględniła tego wniosku.

Wszyscy oskarżeni przez prokuraturę lekarze nie przyznali się do winy. Anna W. i Dariusz Juszczak, zgodnie z przysługującym im prawem, odmówili składania wyjaśnień i odpowiadania na pytania. Wyjaśnienia złożył natomiast Wojciech P., który według prokuratury miał dokonać ingerencji w dokumentację medyczną.

Lekarz fałszował dokumentację medyczną? Ruszył proces w sprawie samobójstwa pacjentki

- Pan prokurator nie zna różnicy między dokumentacją medyczną w formie elektronicznej a elektroniczną dokumentacją medyczną. Te wyrażenia są podobne, ale są zupełnie innymi pojęciami. (...) Elektroniczna dokumentacja medyczna wytwarzana jest według określonego wzorca i podpisywana jest kwalifikowanym podpisem elektronicznym. Takim przykładem są e-recepty. Natomiast dokumentacja medyczna w formie elektronicznej, to każdy rodzaj dokumentacji, który jest zapisywany w postaci plików i takim pozostaje - tłumaczył.

Wskazał też, że w 7. Szpitalu Marynarki Wojennej ostateczna dokumentacja jest dokumentacją papierową.

- Za każdym razem po wypisie jest drukowana i w takiej formie archiwizowana. Nie można mówić o fałszowaniu dokumentacji medyczno-elektronicznej czegoś, co taką dokumentacją nie było. Inaczej mówiąc, nasz program Eskulap spełnia rolę każdego edytora tekstu, jak na przykład program Microsoft Word - powiedział lekarz.

Przyznał, że nie przeszedł żadnego szkolenia informatycznego dotyczącego funkcjonowania programu Eskulap.

- Nauka obsługi tego programu polegała na tym, że podpatrywałem pracę innych lekarzy. Nie miałem też świadomości tego, że ten program nie zapisuje zmian, które są dokonywane. (...) Biegły zauważył, że zmiany wprowadzono w rubrykach rozpoznanie i wypis. Idąc śladem rozumowania prokuratora za fałszowanie należałoby uznać każdą sytuację, kiedy jeden lekarz musi wypisać pacjenta pod nieobecność lekarza prowadzącego - dodał Wojciech P.

Podkreślił też, że w systemie informatycznym nie da się w żadnym miejscu wskazać przyczyny dokonywanej zmiany.

Powiedział również, że w niedzielę 7 lutego 2016 roku, kiedy pełnił dyżur, nie miał informacji o tym, że Agnieszka B. nie żyje.

- Pacjentka nie wróciła z przepustki do określonej godziny. Próbowałem dzwonić pod numery zapisane w historii choroby, ale nikt nie odpowiadał. Dlatego też wypisałem pacjentkę z powodu braku powrotu z przepustki - tłumaczył.

Pytany o to, czy oskarżony Janusz F. Kontaktował się z nim w sprawie wypisu Agnieszki B. i prosił o dokonanie jakichkolwiek zmian w dokumentacji, Wojciech P. zaprzeczył.

Według prokuratora Bogdana Szegdy, lekarze zezwolili Agnieszce B. na przepustkę, mimo iż jej stan zdrowia na to nie pozwalał.

- Gdyby lekarze w sposób właściwy zbadali stan pani Agnieszki, wsłuchali się w jej wypowiedzi, nie dopuściliby do tego, aby kobieta wyszła do domu na przepustkę. Gdyby została w szpitalu, zapobiegłoby to tragedii. Na lekarzach ciąży szczególny obowiązek opieki, muszą oni dołożyć wszelkich starań, aby ta opieka była prawidłowa, muszą przewidywać wszystkie skutki, jakie może przynieść zaniechanie lub zaprzestanie pewnych działań - powiedział prok. Szegda.

Zdaniem obrońców osób oskarżonych, sprawa nie jest tak jednoznaczna. Podkreślają, że nie była to pierwsza przepustka, której udzielono kobiecie.

- Z dokumentacji medycznej wynika, że stan psychiczny Agnieszki B. poprawiał się, dlatego też ordynator oddziału i lekarz prowadzący zadecydowali o udzieleniu jej przepustki. Natomiast lekarz dyżurujący nie był zobowiązany do powtórnego badania pacjenta tuż przed wyjściem na przepustkę - zaznaczył mec. Paweł Zieliński, obrońca byłego komendanta 7. Szpitala Marynarki Wojennej w Gdańsku.

Według niego rodzina Agnieszki B. usiłuje zdjąć z siebie odpowiedzialność za to, co się wydarzyło i przenieść ją na lekarzy.

- Na pewno żaden lekarz nie wypuściłby Agnieszki B. ze szpitala, gdyby istniało ryzyko popełnienia przez nią samobójstwa. Do targnięcia się na swoje życie przez pacjentkę doszło ponad 20 godzin po wyjściu na przepustkę do domu. Nie wiemy, co takiego się wydarzyło, że jej stan gwałtownie się załamał i zdecydowała się popełnić samobójstwo. Będzie to wyjaśniane i przedstawiane przez obronę w toku procesu. Kluczowe będą w tym przypadku zeznania członków rodziny. Należy też zauważyć, że bliscy pani Agnieszki twierdzą, że przed wyjściem była ona w złym stanie psychicznym. Przeczy temu fakt, że jej mąż chciał ją w poniedziałek wypisać ze szpitala - wyjaśnił prawnik.

Lekarzom oskarżonym o niemyślne spowodowanie śmierci pacjentki grozi do 5 lat pozbawienia wolności.

Kolejna rozprawa odbędzie się 26 listopada.

Czytaj: Psychiatria. Lekarze składają wypowiedzenia. We wtorek spotkanie kierownictwa MZ w sprawie wycen procedur

PPOZ z okazji Światowego Dnia Zdrowia Psychicznego przypomina - Naszym obowiązkiem jest być blisko dziecka!

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum