Pacjenci coraz bardziej agresywni. Sądy już nie pobłażają

Autor: Marzena Sygut/Rynek Zdrowia • • 09 czerwca 2014 06:16

Ostatni miesiąc obfitował w szereg doniesień medialnych dotyczących agresywnych zachowań pacjentów. W Słupsku mężczyzna uderzył w twarz lekarkę POZ, łamiąc jej nos. Wkrótce po tym krakowska prasa informowała o wyroku dla pacjenta za agresywne zachowanie wobec ratowników medycznych. Sąd skazał go na osiem miesięcy ograniczenia wolności. Czy to zapowiedź, że sprawcy takich pobić zaczną być surowiej karani?

Dr Zbigniew Brzezin, Rzecznik Praw Lekarza działający przy Naczelnej Izbie Lekarskiej zaznacza, że Izba prowadzi monitoring agresji w ochronie zdrowia już cztery lata. Z danych tam zgromadzonych wynika, że liczba skarg na zachowanie agresywne pacjentów nie ulega zmianie. W ciągu trzech lat zgromadzono blisko 100 takich zgłoszeń. Obecnie jest ich ok. 140. Nie oznacza to jednak, że agresja wśród pacjentów nie rośnie.

Rękoczyny i groźby
- Wręcz przeciwnie. Z rozmów przeprowadzonych z rzecznikami praw lekarza z izb okręgowych wynika, że przypadków agresji jest coraz więcej.
Niekoniecznie odzwierciedlają to liczby w naszym systemie, ponieważ takie zgłoszenia są zupełnie dobrowolne. Lekarz może zgłosić sprawę do naszego systemu, do prokuratury, lub też, co wciąż najczęściej się zdarza, odstąpić od szukania sprawiedliwości - wyjaśnia.

I dodaje, że lekarze często „odpuszczają” pacjentom, gdyż nie chcą uczestniczyć w procesach sądowych. Nie mają na to czasu, albo są przekonani, że sprawa zostanie umorzona z uwagi na niską szkodliwość czynu. Obawiają się też o swoje przyszłe bezpieczeństwo.  

Podobne wnioski można wysnuć z danych przedstawionych przez Komendę Główną Policji dotyczących przestępstw w placówkach ochrony zdrowia. Pokazują one wyraźny wzrost liczby zdarzeń, podczas których dochodziło do rękoczynów lub gróźb wobec pracowników ochrony zdrowia jakich dopuszczali się pacjenci albo ich rodziny.

Liczba tego rodzaju przestępstw odnotowanych przez policję wzrosła z 321 w 2011 roku do 395 w roku 2012.

Gdy puszczają nerwy
Jak wyjaśnia dr Brzezin najwięcej zachowań agresywnych zdarza się na szpitalnych oddziałach ratunkowych.

- To dlatego, że system w ochronie zdrowia wadliwie działa. Duża część pacjentów zgłasza się na SOR ze sprawami, które powinny być załatwione w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej lub nawet w POZ. To powoduje duże kolejki na oddziałach ratunkowych i w konsekwencji agresję wynikającą chociażby z niecierpliwości. W sytuacji, gdy w kolejce czeka nieczujący się dobrze pacjent i czas oczekiwania na świadczenie wydłuża się, o wzrost agresji nie trudno - podkreśla dr Brzezin.

Rzecznik Praw Lekarza jest przekonany, że nie bez znaczenia, są też doniesienia medialne, gdzie lekarze często są pokazywani w niekorzystnym świetle. Według niego to czasami już agresja medialna, która przenosi się na reakcje pacjentów. Jeżeli nawet z ich strony nie jest to agresja bezpośrednia - uważa Brzezin - to jest to agresja w internecie, gdzie pojawiają się wpisy typu „rozstrzelać”, „zabić”. Potem skutkuje to tym, że część pacjentów przenosi frustrację bezpośrednio na relacje pacjent - lekarz.

Potwierdza to także Joanna Sieradzka, rzecznik prasowy Krakowskiego Pogotowia Ratunkowego. - Rzeczywiście zdarzają się postawy agresywne pacjentów. Nie są one nagminne, ale mają miejsce - przyznaje.

To funkcjonariusze publiczni
Zwraca uwagę na fakt, że od czasu wejścia Ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym i nowelizacji Kodeksu Karnego, która miała miejsce kilka lat temu, członkowie zespołów ratownictwa medycznego podlegają takiej samej ochronie, jak funkcjonariusze publiczni.

Wyraźnie wskazuje na to art. 5. Ustawy o PRM, mówiący o tym, że osoba udzielająca pierwszej pomocy, kwalifikowanej pierwszej pomocy oraz podejmująca medyczne czynności ratunkowe korzysta z ochrony przewidzianej w ustawie z dnia 6 czerwca 1997 r. -  Kodeks karny (Dz. U. Nr 88, poz. 553, z późn. zm.2)) dla funkcjonariuszy publicznych.

Art. 223. Kodeksu Karnego wyznacza katalog kar za napaść na funkcjonariusza publicznego. Zgodnie z nim za napaść na funkcjonariusza publicznego grozi napastnikowi kara od roku do 10 lat, a w wypadku, gdy w wyniku napaści nastąpił ciężki uszczerbek na zdrowiu funkcjonariusza publicznego, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.

- Warto zresztą pamiętać o tym, że taką ochroną objęta jest każda osoba, która udziela pierwszej pomocy medycznej. Nie tylko lekarz, ratownik, czy pielęgniarka, ale też zwykły przechodzień, który podejmuje medyczne czynności wobec poszkodowanego - zaznacza Joanna Sieradzka.

Zbigniew Brzezin z kolei zwraca uwagę, że o tym fakcie zapominają nie tylko pacjenci ale nawet sami policjanci. - Niestety niejednokrotnie policja przyjeżdżająca na interwencję nie zna rozwiązań prawnych w tym zakresie i często interweniuje w taki sposób, jak gdyby była to sprzeczka pomiędzy sąsiadami. Tymczasem w Niemczech, w przypadku takiej awantury, funkcjonariusze przyjeżdżający na interwencję nie pytają nawet o co poszło, od ręki zakuwają takiego pacjenta w kajdanki, i odwożą na komisariat - podkreśla Brzezin.

Zapadają wyroki
W ocenie Sieradzkiej, sytuacja się zmienia, a sądy coraz częściej karzą agresywnych pacjentów. Krakowskie Pogotowie Ratunkowe złożyło w ciągu ostatnich dwóch lat pięć doniesień w związku z naruszeniem nietykalności cielesnej lub obrażeniem słownym.

- Trzy spośród tych spraw znalazły już swój finał w postaci wyroków sądowych. Pierwszy wyrok zapadł w roku 2013 i dotyczył napaści na ratowniczkę medyczną udzielającą pomocy nietrzeźwemu poszkodowanemu. W wyniku zdarzenia poszkodowana miała złamany palec i przebywała na półtoramiesięcznym zwolnieniu. Agresywny pacjent został skazany na pół roku pozbawienia wolności w zawieszeniu i karę grzywny - zaznacza Sieradzka.

Dwa kolejne wyroki zapadły zupełnie niedawno.

W maju tego roku sąd skazał agresywnego pacjenta na osiem miesięcy ograniczenia wolności, zobowiązując go do wykonywania przez ten czas nieodpłatnej pracy na cele społeczne w wymiarze 40 godzin miesięcznie, za to, że podczas udzielania mu pomocy zachowywał się wulgarnie i groził ratownikowi.

Kilka dni później zapadł też wyrok w sprawie poszkodowanego ratownika, który został pogryziony przez pacjenta niesionego na noszach. W tym wypadku wyrok łączny (dotyczył też napaści słownej na policjanta) wyniósł 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata, dozór kuratora i 1000 zł grzywny - wyjaśniła Sieradzka.

Także mieszkaniec Słupska odpowie za pobicie lekarki. To zdarzenie z maja br. Mężczyzna miał ją zaatakować, bo źle mu wypisała receptę. Uderzenie było na tyle silne, że agresywny pacjent złamał nos pani doktor i uciekł z miejsca zdarzenia. Później jednak sam zgłosił się na policję. Jak wyjaśnił Robert Czerwiński, rzecznik prasowy słupskiej policji ,mężczyzna ma postawione zarzuty a sprawa została skierowana do sądu. Grozi mu do pięciu lat pozbawienia wolności.

Jak karać?
Przewodniczący delegatury w Słupsku, Okręgowej Izby Lekarskiej w Gdańsku, doktor Wojciech Homenda dodał, że obecnie czeka na decyzję poszkodowanej pani doktor i w zależności od przyjętej przez nią drogi postępowania prawnego, obiecuje wszelką pomoc, zarówno prawną, jak i finansową.

Przypomina również, że dwa lata temu w Słupsku miało miejsce podobne zdarzenie. Wówczas to mąż pacjentki pobił jej ginekologa w wyniku czego lekarz poniósł bardzo poważny uszczerbek na zdrowiu. - Ciężko pobity leżał na OIOM-ie, doszło do pęknięcia czaszki i stłuczenia mózgu. Sprawa ta znalazła finał w sądzie. Obecnie oczekujemy na wyrok - mówi Wojciech Homenda.

Rzecznik Praw Lekarza komentując doniesienie o niedawnym pobiciu lekarki w Słupsku uważa, że pacjent, który uderzył w twarz lekarkę powinien ponieść dotkliwą karę.

- Użycie przemocy w stosunku do osoby, od której sami oczekujemy pomocy i pewnej empatii, jest przekroczeniem wszelkich zasad. Dlatego też, jeżeli ktoś użył przemocy fizycznej w stosunku do lekarza, czyli osoby pełniącej rolę funkcjonariusza publicznego, to kara powinna być taka sama jak w przypadku tych wymierzanych za napaść na policjanta. Kary za napaść na lekarza, który podejmuje czynności ratownicze i za napaść na policjanta powinny się wreszcie zrównać - konkluduje dr Zbigniew Brzezin. 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum