PAP, RZ/Rynek Zdrowia | 29-08-2017 16:31

PIP potwierdza: pracownicy medyczni często świadczą pracę bez odpoczynku

W ok. 23 proc. skontrolowanych w 2015 r. placówkach pracodawcy nie zapewnili m.in. lekarzom, pielęgniarkom i diagnostom laboratoryjnym odpoczynku dobowego, a w 11 proc. tygodniowego - wynika z kontroli PIP. W niektórych SOR były przypadki świadczenia pracy po 14 godz., a nawet 24 godz. na dobę.

W ok. 23 proc. skontrolowanych szpitali pracodawcy nie zapewnili pracownikom odpoczynku dobowego. Fot. PTWP (zdj. ilustracyjne)

We wtorek (29 sierpnia) inspektorzy PIP zaprezentowali podczas posiedzenia Rady Ochrony Pracy wyniki kontroli w 226 podmiotach leczniczych.

PIP ujawniła przypadki świadczenia pracy przez pracowników medycznych po 14, 16, a nawet 24 godz. na dobę, bez wymaganego odpoczynku. "Stwierdzono również przypadki niezapewniania pracownikom pełniącym dyżury medyczne co najmniej 11 godzinnego, nieprzerwanego odpoczynku po zakończeniu dyżuru" - zaznaczono w raporcie.

79 godzin na dyżurze
"Kontrolujący ujawnili, że niektórzy lekarze świadczyli pracę i pełnili dyżury medyczne nieprzerwanie przez 55, a nawet 79 godz. bez wymaganego odpoczynku" - czytamy w dokumencie.

Ponadto kontrole PIP ujawniły przypadki wykonywania przez pracowników medycznych ciągłej pracy w tym samym miejscu i tego samego rodzaju, na postawie kilku stosunków pracy. Inspektorzy ustalili, że lekarze świadczyli pracę, pełnili dyżury medyczne oraz pozostawali w gotowości do udzielania świadczeń zdrowotnych, podczas której wzywani byli do szpitala, nieprzerwanie przez 31 godz., 48 godz., 72 godz., a nawet 120 godz.

Według Bogusława Motowidełki z NSZZ "Solidarność" patologie w służbie zdrowia są wspierane przez samorządy. Jego zdaniem publiczne placówki powinny być przykładem dla innych placówek. - Całkowite znieczulenie samorządów na to, co wyprawiają dyrektorzy w jednostkach służby zdrowia jest mocno zastanawiające - podkreślił.

Dochodzi do zwolnień w zakładach pracy: pielęgniarek, pracowników medycznych, a jednocześnie zatrudniania się ich ponownie na umowy cywilnoprawne, pod presją - mówił.

Nie lekarz, ale przedsiębiorca
Z kolei prof. Jan Wojtyła za błąd uznał to, iż pozwolono na szerokie stosowanie w służbie zdrowia samozatrudnienia. - Lekarz pracuje teraz jako przedsiębiorca. Przy operacji stoi teraz nie chirurg tylko przedsiębiorca, który realizuje swoje aktywności - zaznaczył.

Jego zdaniem stosowanie innych umów niż umowy o pracę pozwoliło na przerzucenie odpowiedzialności z placówek służby zdrowia na pracowników. - Jeżeli ktoś świadczy pracę i popełnił błąd w sztuce wykonywania zawodu to odpowiedzialność ponosi zakład służy zdrowia. Jeżeli ktoś występuje jako przedsiębiorca to on ponosi odpowiedzialność z całym majątkiem - mówił.

Wiceprzewodnicząca rady prof. Danuta Koradecka zwróciła uwagę, że problem w służbie zdrowia polega głównie na ubytku pracowników. - To zjawisko wysoce niepokojące - oceniła.

Jej zdaniem samo zwiększenie miejsc na uczelniach wyższych nie rozwiąże problemu. - Oni nadal będą porównywali swoją płacę w Polsce z płacą, którą mogą mieć za granicą - powiedziała. Według niej należy podnieść wynagrodzenia w służbie zdrowia i stworzyć odpowiednie warunki dla młodych lekarzy.

PIP: de facto godziny nadliczbowe
Inspekcja skontrolowała także 29 Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych (SOR). W 31 proc. z nich ujawniono nieprawidłowości związane z przestrzeganiem tygodniowej normy czasu pracy. W blisko 28 proc. skontrolowanych SOR (w większości prowadzonych przez publiczne podmioty) pracodawcy nie zapewnili pracownikom odpoczynku dobowego, a w ok. 11 proc. tygodniowego. Ujawniono przypadki świadczenia pracy po 14 godz., a nawet 24 godz. na dobę bez wymaganego odpoczynku.

PIP zbadała również umowy cywilnoprawne. Kontrola wykazała, że pracodawcy często zawierali takie umowy z własnymi pracownikami (najczęściej z lekarzami, pielęgniarkami) na świadczenie tej samej pracy, którą określała umowa o pracę. "Praca przez tych pracowników była de facto kontynuowaniem zatrudnienia w godzinach nadliczbowych" - wskazała Inspekcja.

Zgodnie z ustawą o działalności leczniczej czas pracy pracowników zatrudnionych w podmiocie leczniczym nie może przekraczać 7 godz. i 35 min na dobę i przeciętnie 37 godz. 55 min na tydzień (w pięciodniowym tygodniu pracy).

Przypomnijmy, że według danych ujawnionych przez Okręgową Izbę Lekarską w Gdańsku 22 proc. pomorskich lekarzy pracuje na więcej niż na dwóch kontraktach, a dwie trzecie z nich pracuje więcej niż zakłada umowa.

Z badań przeprowadzonych przez gdańską OIL wynika, że blisko co czwarty badany (26%) wykonuje swój zawód w ramach dwóch kontraktów, a 22% podpisało więcej niż dwie umowy kontraktowe.

Niemal 2/3 lekarzy pracuje też więcej niż zakłada umowa kontraktowa. Większość respondentów deklarowała, że przyczyną tego stanu rzeczy jest ich osobista decyzja (71%), jednak w blisko co piątym przypadku lekarz czuje się przymuszany do dłuższej pracy przez pracodawcę (19%).

W ramach jednego kontraktu lekarze średnio pracują ok. 100 godzin; są też jednak i tacy, którzy pracują powyżej 200 godzin (12 procent badanych). Czy lekarze czują się zmęczeni? 40 procent uważa obciążenie pracą za optymalne, tylko 29 % przyznaje się do tego, że czuje się zbyt obciążona obowiązkami.

Pacjenci tego nie wiedzą...
Co zaskakujące, te niepojące fakty i alarmujące opinie nie przekładają się jednakna poczucie bezpieczeństwa pacjentów w czasie pobytu w szpitalach. NIZP-PZH, wspólnie z Narodowym Centrum Nauki, zbadał satysfakcję ok. 1000 pacjentów z 800 szpitali.

- Uzyskaliśmy zaskakująco dobre wyniki. Ok. 80-90% pacjentów pozytywnie wypowiadało o pobycie w szpitalu, miało poczucie bezpieczeństwa - informował prof. Mirosław J. Wysocki, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego - Państwowego Zakładu Higieny.

- Czym innym był natomiast kontakt z lekarzem, z izbą przyjęć, SOR-em, uzyskiwanie wyjaśnień. Tu należy wiele poprawić - zaznaczył prof. Wysocki.

Jak to możliwe, że pacjenci czują się bezpiecznie? Tego nie wyjaśnił. Można się domyślać, że chodzi o zaangażowanie w pracy i wysokie kompetencje białego personelu.

Z badań ankietowych opublikowanych w raporcie OZZPiP pt. Warunki pracy i zatrudnienia pielęgniarek i położnych w Polsce (2015) jasno wynika, że braki kadrowe przekładają się na zbytnie obciążenie pracą, na co wskazywano w odpowiedziach na pytania otwarte.

Oto przykładowe wypowiedzi: "Ogromne braki kadrowe, braki w wyposażeniu szpitali. Jednoosobowe dyżury na zbyt dużą liczbę pacjentów"; "Nie jesteśmy w stanie wykonać wszystkich obowiązków w czasie pracy, pielęgniarki są coraz starsze!!! Braki kadrowe".

Prawie wszyscy ankietowani (95%) przyznawali, że nie są w stanie wykonać swoich obowiązków w nominalnym czasie pracy, co wynika w dużej mierze z wykonywania dodatkowych czynności, niezwiązanych z obowiązkami.

OZZPiP podkreśla, że istotnym problemem powiązanym z brakami kadrowymi, a także z oszczędnościami/cięciami budżetowymi, są przypadki świadczenia pracy na jednoosobowych dyżurach. Nie są one stosowane jedynie w wyjątkowych przypadkach, lecz stają się powszechną praktyką - dowodzi OZZPiP.