Odpady medyczne: Śląsk może mówić o szczęściu - bomba biologiczna nie wybuchła

Autor: Ryszard Rotaub/Rynek Zdrowia • • 20 maja 2013 06:14

Cudem nie doszło do epidemii. Mogło ją wywołać sto ton odpadów medycznych (wśród nich fragmenty ludzkich ciał) zgromadzonych na działce i w dwóch gigantycznych magazynach wynajętych w gęsto zaludnionych miastach aglomeracji śląskiej - Chorzowie i Rudzie Śląskiej. Bomby biologicznej nie podłożył terrorysta.

Odpady medyczne: Śląsk może mówić o szczęściu - bomba biologiczna nie wybuchła

Marka M. z Chorzowa o terroryzm nie oskarżono. Grozi mu pięć lat więzienia za spowodowanie zagrożenia epidemią. Miał umowy na utylizację z ponad 300 placówkami - szpitalami, prywatnymi klinikami, przychodniami i gabinetami lekarskimi na Śląsku. Ponieważ nie płacił spalarniom, bo nie korzystał z ich usług, mógł oferować wyjątkowo atrakcyjne ceny.

Czytaj też: Chorzów: zakopywał odpady biologiczne w ogródku

Albo nie zdawał sobie sprawy z tego, co robi, albo czuł się bezkarny lub też zupełnie zaślepiły go pieniądze... W każdym razie, jak donosiły media, na przesłuchanie do komendy policji przyjechał polonezem truckiem. Na pace wiózł pół tony odpadów medycznych.

Oficjalne dokumenty służb sanitarnych nie oddają grozy sytuacji, do której mógł doprowadzić. Niemniej warto zacytować fragmenty analizy epidemiologicznej sporządzonej przy okazji podobnego zdarzenia (choć nie na tak dużą skalę).

"Z uwagi na obecność w odpadach medycznych czynników biologicznych, żywych drobnoustrojów lub ich toksyn, co do których istnieją wiarygodne podstawy do sądzenia, że wywołują choroby u ludzi i zwierząt, istniejąca sytuacja z całą pewnością stwarza zagrożenie epidemiologiczne". Dalej wylicza się "najmniejsze dawki zakażające drobnoustrojów", które wywołują przeróżne choroby u ludzi i zwierząt: WZW typu B, WZW typu C, HIV, salmonellę, czerwonkę bakteryjną, dur brzuszny, brucelozę, kampylobakteriozę, gorączkę Q.

To wszystko najpewniej groziło również mieszkańcom aglomeracji śląskiej. Jak mogło dojść do przestępstwa o potencjalnie tak przerażających następstwach i czy jesteśmy bezbronni wobec tego typu zdarzeń?

Szczelne prawo, ale tylko prawo
Wydaje się, że regulacje prawne dotyczące postępowania z odpadami medycznymi są wystarczające i odpowiednio restrykcyjne. Jest ustawa z 27 kwietnia 2001 r. o odpadach (Dz. U. z 2007 r. Nr 39, poz. 251, z późn. zm.), która mówi, że zakaźne odpady medyczne lub zakaźne odpady weterynaryjne unieszkodliwia się przez termiczne przekształcanie w spalarniach odpadów niebezpiecznych, a także że posiadacz tych odpadów (czyli w praktyce firma wynajęta przez placówkę, która je wytworzyła) wydaje dokument potwierdzający ich unieszkodliwienie w trzech egzemplarzach, z których jeden jest przekazywany wytwórcy zakaźnych odpadów, a drugi wojewódzkiemu inspektorowi ochrony środowiska.

Na podstawie ustawy o odpadach minister zdrowia wydał rozporządzenie z 30 lipca 2010 r. w sprawie szczegółowego sposobu postępowania z odpadami medycznymi.

Ponadto podmioty produkujące odpady niebezpieczne zobowiązane są do ich ewidencji oraz sporządzania na specjalnych formularzach zbiorczych zestawień danych o rodzajach i ilości odpadów wytwarzanych w danym roku, a także sposobach gospodarowania nimi. Sprawozdanie za poprzedni rok kalendarzowy składa się w urzędzie marszałkowskim (w tym roku wyznaczono termin do 15 marca). Za niedopełnienie tego obowiązku grożą kary pieniężne.

Tym obostrzeniom podlegają szpitale, przychodnie, sanatoria, zakłady pielęgnacyjno-opiekuńcze, prywatne gabinety lekarskie i dentystyczne, również apteki, które - nawet jeśli nie wytwarzają odpadów - i tak muszą powiadomić urząd marszałkowski i złożyć tzw. sprawozdanie zerowe.

Od 1 stycznia 2011 roku na ewidencję odpadów składają się następujące dokumenty: karta ewidencji odpadu, karta przekazania odpadu i wspomniane sprawozdanie zbiorcze.

Dodajmy jeszcze, że na zbieranie i transport odpadów też trzeba mieć zezwolenie. W sumie system wydaje się na tyle precyzyjny, że na podstawie dokumentów można prześledzić i skontrolować cały cykl - od wytworzenia odpadów, ich czasowego przechowywania w placówce, poprzez transport i ostateczną utylizację.

Drobnoustroje i toksyny spuszczone z łańcucha
Prześledźmy poszczególne ogniwa tego łańcucha. - Karta przekazania odpadów ma wiele pozycji, które należy wypełnić, ale najważniejsze w interesującej nas sprawie jest to, że zawiera potwierdzenie - z pieczątkami i podpisami - przekazania odpadów przez szpital będący ich producentem. Jest też potwierdzenie odbioru odpadów przez firmę zajmującą się ich transportem, i wreszcie potwierdzenie, że odpady zostały zutylizowane w specjalistycznej firmie - wyjaśnia Bolesław Gębarski, dyrektor Szpitala Miejskiego w Siemianowicach Śląskich. Dodaje, że w przypadku jego szpitala transportem odpadów zajmuje się firma posiadająca jednocześnie spalarnię.

- Mogło być tak, że ktoś nie wypełniał kart przekazania odpadów albo po prostu ów przedsiębiorca fałszował pieczątki i podpisy - podejrzewa Gębarski. Ponieważ dobrze wie, jak groźne są odpady szpitalne, uważa, że odpowiednie służby powinny prowadzić kontrole krzyżowe, by ustalić, czy trafiają ostatecznie do spalarni.

Otwarte pozostaje natomiast pytanie, kto miałby się tym zajmować? Jan Bondar, rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Sanitarnego zwraca uwagę, że działania inspekcji to kontrola podmiotów leczniczych, natomiast kontrola firm zajmujących się odpadami należy do kompetencji służb podległych ministrowi środowiska.

Kontaktujemy się więc ze Śląskim Wojewódzkim Inspektorem Ochrony Środowiska. Jerzy Kopyczok, zastępca inspektora wojewódzkiego, jest zdania, że to pracownicy placówek ochrony zdrowia powinni sprawdzać, co dzieje się z odpadami.

- Jeżeli dyrektorzy szpitali zawierają umowy z firmami, to powinni zadać sobie pytanie, czy we właściwy sposób są one realizowane - przekonuje i odwołuje się do analogii: - Jeśli urząd miasta zleca łatanie dziur w drodze, to też sprawdza wykonanie zlecenia.

- Nie można działać na takiej zasadzie, że ma się umowę i po kłopocie. Tym bardziej, że niska cena powinna wzbudzić podejrzenia. Warto raz w miesiącu lub raz w kwartale wyrywkowo skontrolować, czy odpady dostarczono do spalarni - namawia inspektor i deklaruje, że gdy otrzyma sygnał ze szpitala czy przychodni o nieprawidłowościach, natychmiast wyśle w teren pracowników zajmujących się gospodarką odpadową (ma ich siedmiu).

Nie zgłosił, więc nie istniał
Co do Marka M., inspektor wyjaśnia, że w ogóle nie wiedział o jego działalności, bo nie zgłosił on tego faktu i nie miał zezwolenia. W ten sposób wymknął się systemowi kontroli.

- Gdyby ten człowiek miał pozwolenie, moglibyśmy sprawdzić dokumenty, które musiałby nam przedstawić - tłumaczy Jerzy Kopyczok. Informuje również, że wystąpił do prokuratury o udostępnienie materiałów. Spodziewa się, że dzięki ich analizie będzie można wyciągnąć wnioski, które pozwolą zwiększyć nadzór na gospodarką odpadami.

Według danych Centrum Kreowania Liderów (CKL), firmy działającej w ramach Grupy PTWP SA, polskie szpitale i przychodnie wytwarzają rocznie ok. 30 tys. ton niebezpiecznych odpadów medycznych. W województwie śląskim powstaje ich 10 proc.

Z opracowania CKL wynika, że 71 proc. odpadów w placówkach ochrony zdrowia stanowią odpady komunalne, 17,5 proc. odpady medyczne. Wśród nich 8,5 proc. to odpady „produkowane" przez pacjenta, 2 proc. - odpady niebezpieczne, 0,4 proc - baterie, 0,3 proc. - odpady radioaktywne, 0,3 proc. - inne.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum