Nie ustępujemy, minimalne normy zatrudnienia pielęgniarek do poprawki

Autor: Marzena Sygut/Rynek Zdrowia • • 02 czerwca 2014 06:15

Zdaniem pielęgniarek i położnych obowiązujące od 1 kwietnia br. rozporządzenie MZ dot. minimalnych norm zatrudnienia pielęgniarek ma wiele błędów. Z pewnością dlatego resort zdrowia wstrzymuje obecnie jego realizację. - Największą wadą zawartego w rozporządzeniu algorytmu jest to, że dyrektorzy placówek mogą w praktyce dowolnie je interpretować i obniżać zatrudnienie pielęgniarek traktując minimalne zatrudnienie jako normę, oczekiwany optymalny poziom zatrudnienia - wyjaśnia Grażyna Rogala-Pawelczyk, prezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych.

Rynek Zdrowia: Minister zdrowia Bartosz Arłukowicz zaapelował do dyrektorów szpitali, aby wstrzymali się z realizacją wydanego przez niego rozporządzenia ws. norm pielęgniarek? Czy taka reakcja MZ zaskoczyła panią?
Grażyna Rogala-Pawelczyk: - Absolutnie nie. Decyzja ministra jest zapewne efektem naszej wielomiesięcznej pracy: dyskusji, nacisków, przedstawiania argumentów.

Czytaj: Policzono pielęgniarki - resort zdrowia wstrzymuje realizację rozporządzenia

NRPiP od początku pojawienia się wspomnianego rozporządzenia wskazywała na jego olbrzymie niedociągnięcia, a także na fakt, że odbiega ono od procedowanego projektu, który miał przybrać kształt dokumentu prawnego.

Ponieważ ostatecznie minister Arłukowicz podpisał rozporządzenie nie w tej formie, nad którą pracowaliśmy, to po jego wejściu w życie (1 kwietnia br.) pojawił się problem.

Rozporządzenie samo w sobie mówi o wyliczaniu normy minimalnej. Tymczasem, z docierających do nas informacji wynika, że wielu dyrektorów, mając nieznacznie więcej pielęgniarek i położnych niż wynika to z normy minimalnej, uznaje że ma ich za dużo.

Takie błędne myślenie stanowi zagrożenie, że zarządzający przyjmą „normę minimalną" - gwarantującą podstawowy poziom bezpieczeństwa dla pacjenta i pielęgniarki - jako standard, czyli cała reszta personelu zostanie zwolniona. I takie głosy, wcale nie pojedyncze, do nas docierają.

- Czy wie Pani, ilu dyrektorów zdecydowało już o dostosowaniu się do tych norm?
- Oficjalnie żaden z dyrektorów nie przyznał, że zamierza zwolnić personel zatrudniony ponad normę minimalną. Natomiast sporo zarządzających wypowiadało się, że mają nadmiar personelu pielęgniarskiego, więc mogą go zwolnić.

W związku z tą sytuacją w marcu br. doszło do debaty, na której zgłaszaliśmy te problemy. Potem odbyła się sejmowa komisja zdrowia, na której po raz kolejny podnosiliśmy problem norm zatrudnienia i ryzyka związanego z funkcjonowaniem aktualnego rozporządzenia.

Rozmawialiśmy także z minister Irenę Wóycicką, doradcą prezydenta Bronisława Komorowskiego. Oczywiście rozmawialiśmy też z przedstawicielami Ministerstwa Zdrowia, stojąc na stanowisku, że bezwzględnie należy to rozporządzenie nowelizować, uchylić. W trakcie tych rozmów uzyskaliśmy od ministra zdrowia obietnicę, że zebrane zostaną informacje, jak będzie realizowane rozporządzenie.

Resort wystosował też pismo, podpisane przez jednego z wiceministrów, do dyrektorów podmiotów i do organów założycielskich, żeby przedstawiono stan realizacji rozporządzenia. W piśmie znalazło się takie zdanie, że do momentu dokonania analizy resort prosi, aby wstrzymać się z wszelkimi ruchami kadrowymi. Teraz minister ponownie ten ruch wykonał.

Widać więc, że chyba przekonaliśmy Ministerstwo Zdrowia, iż nie do końca to rozporządzenie jest sensowne. Zachowanie resortu postrzegamy jako dające nadzieję, że zostanie zrobiony porządek z tym absurdalnym rozporządzeniem.

- Jakie są najsłabsze punkty tego rozporządzenia?
- W rozporządzeniu znajdują się kwestie, z którymi nie możemy się zgodzić. Po pierwsze nie podano w nim czasów, mimo że były one wypracowane i pojawiły się w projekcie rozporządzenia. Proszę sobie wyobrazić, że trzeba coś wyliczyć i nie ma jednego parametru. W takiej sytuacji wynik po prostu nie wyjdzie.

Kolejną kwestą jest brak zapisu w rozporządzeniu, że na zmianie mają być minimum dwie pielęgniarki. A taki zapis miał być. Oczywiście rozumiemy, że są takie miejsca, kiedy wystarczy jedna pielęgniarka, ale to są sytuacje sporadyczne. Jeżeli wyliczyłoby się obsadę w racjonalny sposób, to miejsca, gdzie wystarczy obsada jednoosobowa, same by wyszły z rachunku.

A jeśli jest tak, że na dyżurze pozostaje jedna pielęgniarka czy położna i ma pod opieką wielu pacjentów, to pojawiają się zdarzenia niepożądane, wypadki - mamy do czynienia z takimi tragediami, jak chociażby we Włocławku.

Następna sprawa to włączenie kadry kierowniczej, czyli oddziałowych, do kadry wykonawczej, tzn. pielęgniarek odcinkowych. To jest zupełne nieporozumienie. Oddziałowa jest kierownikiem. Ona ponosi odpowiedzialność za organizację opieki pielęgniarskiej na oddziale.

W związku z tym, jeżeli oddziałową wpisze się jako pielęgniarkę odcinkową na dyżurze, to ona nie będzie mogła wywiązać się ze swoich funkcji kierowniczych, takich jak przydział zadań, nadzór i inne obowiązki, których realizacja zapewnia bezpieczeństwo pacjenta, pracownika i wysoką jakość opieki.

Ostatnia kwestia to sprawa stołu operacyjnego. Przy stole operacyjnym muszą być dwie pielęgniarki: instrumentariuszka i tzw. brudna pielęgniarka. Coraz powszechniejszą praktyką staje się to, że jest instrumentariuszka, a jako brudną stawia się kogokolwiek - salową, sprzątaczkę, stażystę, nawet innego pracownika medycznego.

Takie zachowanie niestety grozi zdarzeniem niepożądanym ze skutkiem przede wszystkim dla pacjenta, ale także dla pracowników. To są oczekiwania, od których absolutnie nie odstąpimy.

- Rozumiem, że w Pani ocenie to rozporządzenie nie precyzuje bezpiecznej liczby pielęgniarek?
- Absolutnie nie. Rozporządzenie miało określić minimalną liczbę, tak żeby na poszczególnych stanowiskach pracy pielęgniarki i położnej zabezpieczyć bezpieczeństwo pacjenta i pielęgniarki oraz położnej. Takie było oczekiwanie środowiska, wynikające z zagrożenia związane z „centralną" restrukturyzacją, która zaczynała się i kończyła na zwalnianiu pracowników.

Jednak istnieje realne zagrożenie, że dla decydentów rozporządzenie przerodzi się w narzędzie do zwalniania „nadmiaru pielęgniarek". Dlatego musi zostać znowelizowane, bo nie gwarantuje bezpieczeństwa ani pacjentom, ani podmiotom medycznym, ani ich pracownikom.

- Dlaczego więc mimo obaw środowiska minister Arłukowicz podpisał rozporządzenie w takiej formie?
- Odpowiedź jest prosta. Ponieważ zaprotestował głównie Związek Powiatów Polskich, stwierdzając, że wprowadzenie w życie projektu rozporządzenia - w formie procedowanej wcześniej - spowoduje konieczność znacznego zwiększenia zatrudnienia pielęgniarek, co pociągnie za sobą olbrzymie koszty.
  
Dlatego nie można było rozporządzenia podpisać w takim kształcie. To była skuteczna próba uniemożliwienia rzetelnego wyliczenia liczby pielęgniarek i położnych.

- Jakie jest Pani zdanie nt. powołania przez resort zespołu, który gromadzi dane na temat zatrudnienia pielęgniarek. Czy on coś zmieni?
- Na skutek oczekiwań pielęgniarek i położnych, samorządu zawodowego i związków zawodowych, w trakcie rozmów z ministrem Arłukowiczem, uzyskaliśmy tyle, że minister zobowiązał się, iż powoła grupę osób, która dokona oceny, w jaki sposób realizowane jest rozporządzenie.

I taki zespół powstał. W jego skład wchodzi kilku pracowników MZ, prezes NRPiP, dwie osoby z samorządu zawodowego oraz, o ile wiem, zaproszono również przedstawiciela związku zawodowego pielęgniarek i położnych.

Zadaniem tego zespołu nie jest praca nad rozporządzeniem. My zrobiliśmy swoje i oczekujemy że minister odpowie naszym oczekiwaniom. W związku z tym pracownicy departamentu pielęgniarek i położnych, pracownicy ministerstwa, zbierają ankiety, wysłane do wszystkich podmiotów i publicznych i prywatnych, które zawierają informacje nt. normy, sposobu liczenia, podstawionych czasów, akceptacji bądź nie związku zawodowego i samorządu dla tych norm.

Obecnie te ankiety spływają. Nasza strona obserwuje i czeka, co się będzie działo. Analizy ma dokonać resort. Robią to na naszych oczach, przy naszym współudziale. Powoli zaczyna rysować się obraz tego, jak to liczenie wyglądało w Polsce.

Mam nadzieję, że te argumenty przekonają Ministerstwo Zdrowia do konicznych zmian i znowelizowania tego rozporządzenia. Podkreślam jedno: nie ustępujemy, nie zmieniamy stanowiska w sprawie rozporządzenia. Jest wadliwe i musi ulec zmianie.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum