Mobbing i dyskryminacja to w szpitalach tabu. Zapytaliśmy medyków o skalę problemu

Autorzy: Katarzyna Mieczkowska; JPP • Źródło: Rynek Zdrowia27 października 2022 13:00

Inspekcja pracy podaje, że w 2022 r. otrzymała 30 skarg związanych z mobbingiem w ochronie zdrowia. Jednak medycy przekonują, że skala problemów jest znacznie większa, a temat po prostu najczęściej zamiatany pod dywan. O przykładach  dyskryminacji, nierównego traktowania oraz wypaleniu zawodowym rozmawialiśmy podczas Forum Rynku Zdrowia. Wnioski mogą szokować: co drugi polski medyk czuje się wypalony zawodowo, 9 na 10 kobiet-chirurgów doświadczyło m.in. molestowania w pracy, a lekarz z niepełnosprawnością nie zrobi wymarzonej specjalizacji.

Mobbing i dyskryminacja to w szpitalach tabu. Zapytaliśmy medyków o skalę problemu
Mobbing i dyskryminacja to w szpitalach tabu. Zapytaliśmy medyków o skalę problemu fot. PAP/DPA
  • Mobbing, dyskryminacja i nierówności w ochronie zdrowia - były tematem jednej z sesji w ramach XVIII Forum Rynku Zdrowia. To problemy przez lata zamiatane pod dywan, o których młodzi medycy mówią coraz śmielej
  • Paneliści zgodzili się, że problem dyskryminacji i złego traktowania w ochronie zdrowia istniał zawsze. Dotyka m.in. lekarzy, pielęgniarek, diagnostów, fizjoteraueputów czy pracowników niemedycznych
  • Jednak w oficjalnych statystykach go nie widać. Państwowa Inspekcja Pracy w 2022 r. otrzymała 30 skarg w związku z mobbingiem w ochronie zdrowia
  • Minister Katarzyna Łażewska-Hrycko, szefowa Państwowej Inspekcji Pracy podkreśliła również, że nie wszystkie problemy, o których mówią pracownicy ochrony zdrowia wpisują się w definicję mobbingu
  • Często dochodzi bowiem do nieprawidłowości związanych z czasem pracy, molestowania seksualnego, ograniczania możliwości rozwoju, czy po prostu stwarzania takich warunków pracy, które wzmagają stres i przyspieszają wypalenie zawodowe
  • Dla przykładu tylko 10 proc. ankietowanych lekarek i pielęgniarek zadeklarowało, że nie spotkało się z dyskryminacją w miejscu pracy
  • - Oczywiście oceniałyśmy różne przejawy dyskryminacji: dyskryminację ze względu na płeć, zniechęcenie do macierzyństwa czy mobbing - mówiła  Magdalena Wyrzykowska, członkini zarządu Fundacji Kobiety w chirurgii
  • Z kolei z badań, na które powołała się Urszula Szybowicz z Fundacji Nie Widać Po Mnie wynika, że wypalenia zawodowego doświadcza co drugi medyk, natomiast 40 proc. zawodów medycznych ma zaburzenia depresyjne

Nie mobbing, a stres i wypalenie zawodowe

Jak przyznała Katarzyna Łażewska-Hrycko, główny inspektor pracy, mobbing i dyskryminacja "to bardzo trudny temat". - Jeżeli chodzi o zjawisko mobbingu, cały czas legislacja nie do końca odpowiada na potrzeby konkretnego pracownika - podkreśliła.

- Wśród skarg rozpatrywanych przez Państwową Inspekcję Pracy, czy sygnałów o nieprawidłowościach związanych z mobbingiem, nierównym traktowaniem w zatrudnieniu, stanowią niewielki odsetek. Tych skarg rozpoznajemy kilka tysięcy rocznie, natomiast w służbie zdrowia to, co zidentyfikowaliśmy, to jest raptem koło 30 skarg w 2022 roku - poinformowała.

W ocenie Łażewskiej-Hrycko na taki stan rzeczy wpływ ma przede wszystkim to, że w związku z dzisiejszymi regulacjami prawnymi bardzo trudno jest osobie, która czuję się pokrzywdzona, dochodzić swoich racji - nie tylko na terenie zakładu pracy, ale również na drodze postępowania sądowego.

- Sygnały, które do nas docierają, częściej dotyczą, jeżeli chodzi o służbę zdrowia, nierównego traktowania w zatrudnieniu. Regulacje, które w tym zakresie są, te nierówności potęgują, aczkolwiek mam na myśli nierówności w odczuciu pracowników służby zdrowia. Trzeba mieć świadomość, że jeżeli jakieś kryteria wynikają z przepisów prawa, mogą pewne nierówności sankcjonować z punktu widzenia ewentualnego nazwania tego dyskryminacją czy nierównym traktowaniem w zatrudnieniu. Nie określiłabym tej grupy "wyjątkową" pod tym względem - przyznała.

Jednocześnie minister zwróciła uwagę, że medycy są grupą wyjątkową, "jeżeli chodzi o kwestie stresu, wypalenia zawodowego, kwestie dotyczące stresu wtórnego stresu pourazowego, którego doświadczają pracownicy udzielający na różnych poziomach świadczeń zdrowotnych".

- Czynnikiem, na który na pewno trzeba zwrócić uwagę, jest komfort psychiczny pracowników i wsparcie, którego należy im udzielić - zaznaczyła.

Medycy często nie skarżą się z powodu poczucia odpowiedzialności za zespół

- Problem mobbingu i dyskryminacji był, jest i zawsze będzie. Dopóki nie zaczniemy edukować, nie ma co liczyć, że wiele się zmieni - oceniła rezydentka psychiatrii i koordynatorka do spraw praw kobiet i walki z dyskryminacją Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy Julia Pankiewicz. Odniosła się też do kwestii zarobków i różnic w postrzeganiu priorytetowych wartości w pracy między "pokoleniami Y i Z" a starszymi generacjami.

- Mamy inne priorytety: warunki, atmosfera pracy zaczynają być dużo istotniejsze niż na przykład nasze zarobki. Myślę, że stąd też ta soczewka teraz jest skupiona na tym, jakie mamy relacje między sobą, jak się do siebie odnosimy, jaką atmosferę tworzymy - zauważyła.

Skomentowała również niewielką liczbę skarg medyków do inspekcji pracy.

- Wpływ na to ma również poczucie wspólnoty. Poczucie, że jesteśmy w zespole, że zgłoszenie danej sytuacji wpłynie na cały zespół, a to jest ważenie zysków i strat. Nie powinno tak być, bo z drugiej strony, jeśli to obrócimy, zjawiska dyskryminacji, mobbingu nawet na jednej osobie w zespole oddziałują na cały zespół, atmosferę w zespole, pracownicy mogą czuć się zastraszani - dodała.

Pankiewicz zapowiedziała przy tej okazji, że od grudnia w OZZL będzie powołana komisja do spraw mobbingu i dyskryminacji, której będzie członkinią jako rezydentka psychiatrii i interwentka kryzysowa.

Mobbing może eskalować stopniowo

Gilbert Kolbe, magister pielęgniarstwa i współzałożyciel Forum Pielęgniarstwa i Położnictwa podkreślił, że jeszcze na długo, zanim nastąpi rzeczywisty mobbing, mogą pojawiać się  jego symptomy i "wszystkie zachowania pomiędzy", które również mogą doprowadzić do odejścia pracownika.

- Jeśli chodzi stricte o pielęgniarki, w tym momencie są prowadzone ankiety, chociażby przez Forum Pielęgniarstwa i Położnictwa, żeby ocenić skalę tego problemu - poinformował. 

- Bardzo dużo mówi się o dyskryminacji płacowej, zwłaszcza w moim środowisku - zauważył Kolbe. Ale to niejedyny problem, wskazywał również na doświadczenia osób wchodzących na rynek pracy.

- Nie spotykają się z dobrym wprowadzeniem do zawodu, nie spotykają się z chęcią koleżanek, kolegów do wprowadzania. Jeśli idą do publicznej ochrony zdrowia, spotykają się z obojętnością: "fajnie, że przyszliście, ale jesteście po studiach, to sobie radźcie" i to jest niestety dosyć częsty przypadek - przyznał.

"Często łatwiej jest zmienić pracę, niż zmienić warunki w pracy"

Dr Filip Pawliczak, członek Naczelnej Rady Lekarskiej, zwrócił uwagę, ze głównym problemem środowiska lekarskiego, jeżeli chodzi o mobbing nie są dyrekcje szpitali, a często kierownicy poszczególnych oddziałów.

- Uważam, że tutaj brakuje selekcji, jeżeli chodzi o zdolności menedżerskie, brakuje całkowicie umiejętności z zakresu zarządzania zasobami ludzkimi. Nie ma umiejętności miękkich, które powinny być wymagane od osób, które zajmują takie stanowisko. Co więcej, jeżeli taka osoba się nie sprawdza na danym stanowisku, to widać na przykład, że z pracy z danego oddziału odchodzą podwładni, ale nie ma żadnej refleksji dyrekcji. Często ci kierownicy oddziału (którzy się nie sprawdzają - przyp. red.) nie są wymieniani ze względu na przykład na funkcję naukowe czy funkcje polityczne - wyjaśniał.

Dodał, że w tym zakresie widać różnice między placówkami publicznymi i prywatnymi. 

- W podmiotach prywatnych na stanowiska kierownicze wybierane są osoby, które te kompetencje mają, dlatego tworzą zespół, który daje wyniki. Natomiast w publicznej ochronie zdrowia wybiera się te osoby, które faktycznie mogą być dobrymi lekarzami dla swoich pacjentów i przyciągają pacjentów, ale jeżeli chodzi o zdolności menedżerskie na poziomie zespołu i danego oddziału nie zawsze jest to regułą i niestety te osoby nie są pod tym kątem weryfikowane - tłumaczył.

Zdaniem Filipa Pawliczaka problem nierówności, dyskryminacji i mobbingu w ochronie zdrowia zawsze istniał.

- W mojej ocenie narasta świadomość pracowników. Mamy tę zmianę pokoleniową - pokolenia Y i Z, które mają inne oczekiwania chociażby co do work-life-balance czy inną wizję samorealizacji i nie zgadzają się na pewne reguły, które rządzą tymi placówkami, natomiast mur jest bardzo trudny do przebicia i często się okazuje, że łatwiej jest zmienić pracę aniżeli doprowadzić do tego, żeby jakieś tam warunki były lepsze.

Kobiety-chirurdzy: zastraszane, molestowane, zmuszane do nadgodzin

Magdalena Wyrzykowska, członkini zarządu Fundacji Kobiety w chirurgii mówiła o badaniu, które fundacja przeprowadziła na początku swojej działalności. Badanie miało pozwolić na oszacowanie skali problemu dyskryminacji kobiet w chirurgii.

- Tylko 10 proc. ankietowanych lekarek i pielęgniarek zadeklarowało, że nie spotkało się z dyskryminacją w miejscu pracy. Oczywiście oceniałyśmy różne przejawy dyskryminacji: dyskryminację ze względu na płeć, zniechęcanie do macierzyństwa, pytałyśmy też konkretnie o mobbing - odpowiedzi były zróżnicowanie, ale w zasadzie 90 proc. ankietowanych spotkało się z którymś z tych przejawów. Więc skala jest ogromna, a badanie prowadziłyśmy tylko w specjalizacjach zabiegowych - przyznała Wyrzykowska.

Zapytana o przykłady dyskryminacji kobiet w chirurgii wyliczała:

- Historie, które do nas zgłaszają kobiety pracujące w medycynie zabiegowej, to są sytuacje takie jak: zmuszanie do zostawania po pracy pod groźbą, że ktoś nie zostanie dopuszczony do operatywy, albo obciążanie dyżurami w sposób tendencyjny czy nierównomierny, albo sytuacje molestowania seksualnego, propozycji seksualnych składanych w miejscu pracy lub typowe przejawy mobbingu, umniejszania, zastraszania, powodowania poczucia zagrożenia w pracy.

Lekarka pytana, czy problemem jest płeć w ochronie zdrowia, czy płeć w tej konkretnie specjalizacji, czyli w chirurgii, odpowiedziała:

- To problem uniwersalny dla całej medycyny, nie tylko dla specjalizacji zabiegowych, które cechują się dużą dominacją mężczyzn (dla przykładu w chirurgii ogólnej w Polsce jest 13,5 proc. kobiet, w innych specjalizacjach zabiegowych jeszcze mniej). Nie da się ukryć, że mężczyzn jest dużo, dużo więcej, więc być może dlatego my też dużo bardziej odczuwamy, że te dyscypliny nie są dostosowane do potrzeb kobiet. Jednak nie chodzi o to, aby kobiety poszły do tej pracy, jeśli ona im jakoś nie odpowiada. Chodzi o to, aby jeśli kobiety chcą w danej specjalizacji pracować, to stworzy im się możliwość równego rozwoju i równego startu, bez rzucania kłód pod nogi, bez seksistowskich żartów, bez odsuwania ich od stołu operacyjnego, bez przydzielania im zadań administracyjnych, kiedy powinny się rozwijać tak samo jak ich równieśnicy-mężczyźni i w końcu bez komentarzy na temat macierzyństwa, bez utrudniania powrotu do pracy po urlopie macierzyńskim.

Wyrzykowska podkreśliła, że nie da się mówić o kobietach w ochronie zdrowia bez poruszania tematu macierzyństwa. - To ogromny problem: cały czas kobiety zachodząc w ciąże, wypadają z życia zawodowego i bardzo często chcąc wrócić do pracy muszą scieżkę rozwoju zaczynać od nowa. Jeśli urodzą dwoje lub troje dzieci, to ciągle wracają na pole start w tej gorze - za każdym razem są odsuwane do najprostsztcyh czynności - zwracała uwagę. 

Panelistka kolejny raz wspomniała wyniki badań dotyczących dyskryminacji lekarek i pielęgniarek w specjalizacjach zabiegowych. 

- 50 proc. kobiet deklarowało, że w sposób otwarty były zniechęcane do macierzyństwa, czyli szef wprost im mówił, żeby nie zachodziły w ciąży, że z dzieckiem jest trudno i że z dzieckiem ciężko wrócić do pracy - dodała.

Fot. PTWP
Fot. PTWP

Co drugi medyk w Polsce czuje się wypalony zawodowo

W dalszej części dyskusji odnosząc się do poruszonych wątków, Julia Pankiewicz zwróciła uwagę, że do dyskryminacji nie dochodzi jedynie na linii szef – podwładny.

- Dyskryminacja jest również na tym samym poziomie kompetencji, na przykład między rezydentami – zauważyła.

Z kolei Gilbert Kolbe zauważył, że już na studiach pielęgniarskich kobiety często słyszą, że idą na studia tylko po to, żeby znaleźć bogatego męża. – Mam wrażenie, że już na studiach jesteśmy „oswajani” z przemocową atmosferą w pracy, że to jest medycyna, tu jest twardo, tu jest ostro, tu  trzeba się trzymać, a tak nie powinno być, my nie chcemy się czuć, jak ponadludzie – powiedział.

Natomiast o tym, jak wpływa zła atmosfera pracy na kondycję psychiczną medyków i wypalenie zawodowe mówiła Urszula Szybowicz, prezes i założyciel Fundacji Nie Widać Po Mnie.

Przytoczyła wyniki badań przeprowadzonych w 2019 r. m.in. przez zespół członków rady naukowej fundacji pod przewodnictwem prof. Ewy Mojs. Badane było, jak wygląda zdrowie psychiczne medyka: lekarzy, pielęgniarek, fizjoterapeutów. W badaniu porównano zdrowie psychiczne personelu w Polsce i Holandii.

- Wyniki były zatrważające i są cały czas, z tego względu, że w Holandii medycy mają wsparcie instytucjonalne, medycy czują, że mogą powiedzieć, że są zmęczeni i mogą spokojnie iść na urlop. Tam nie obarcza się ich tym, że "nie ma kogo zatrudnić na dyżur, więc musisz siedzieć dłużej". U nas wygląda to inaczej i rzeczywiście stan zdrowia psychicznego jest zatrważający - przyznała.

Odniosła się również do najnowszych badań fundacji przeprowadzonych w ramach pilotażowego projektu, w których z początku wzięło udział 300 osób, a niewiele później odpowiedzi napłynęły od 3,5 tys. medyków. Pełne wyniki nie są jeszcze znane. Z dotychczas przeanalizowanych danych wynika, że ponad 50 proc. polskich medyków wykazuje objawy wypalenia zawodowego.

- Nie są one związane tylko z pandemią, bo pandemia jedynie pozwoliła nam o problemie mówić, ona go tylko uwidoczniła - podkreśliła Szybowicz.

- Prawie 40 proc. zawodów medycznych ma zaburzenia depresyjne - dodała. - W tym momencie pytanie jest już nie tylko o to, czy mamy lekarza, czy pielęgniarkę, czy jakikolwiek zawód medyczny do obsadzenia dyżuru, tylko, czy ten medyk na pewno będzie się potrafił dobrze zająć pacjentem, czy będzie bezpieczny i czy jego zdrowie pozwoli mu w pełni zająć się tak dużą odpowiedzialnością, tak dużym wysiłkiem, jakim jest zdrowie i życie drugiego człowieka - przyznała.

Dyskryminacja lekarzy ze względu na niepełnosprawność

W trakcie dyskusji poruszono również m.in. problem dyskryminacji lekarzy z niepełnosprawnościami. Dr Pawliczak, pełnomocnik ds. lekarzy niepełnosprawnych w Okręgowej Rady w Łodzi, sam - z uwagi na wrodzoną wadę serca – ma stwierdzoną w umiarkowanym stopniu niepełnosprawność. Przyznał, że czuł się dyskryminowany z uwagi na swoje zdrowie.

- To był rok pracy w pewnym miejscu, w którym pomimo konieczności zostawania po godzinach, pracodawca nie uznawał nadgodzin ze względu na przepisy dotyczące osób niepełnosprawnych. Z związku z tym nie miałem rozliczanych dyżurów do specjalizacji, a pracować musiałem za darmo. To był jeden z aspektów tego, że jako osoba niepełnosprawna stanowiłem jakiś tam problem dla szefa. Inna kwestia dotyczyła dyżurowania w ogóle czy perspektywy dyżurowania w przyszłości, nie było opcji, żeby były to dyżury towarzyszące, a tylko i wyłącznie opcja dyżurów samodzielnych, na które zdrowie mi nie pozwalało. To był jeden z powodów, dla których miejsce pracy zmieniłem. Uważam, że to było najprostsze rozwiązanie - wspominał.

Dodał, że pytania o możliwość dyżurowania wciąż się pojawiają. – Kończę specjalizację z chorób wewnętrznych, chciałbym dalej szkolić się w kardiologii i niestety zawsze rozbija się o dyżur. Czy będzie pan doktor w stanie pracować w godzinach nocnych, czy będzie pan w stanie zabezpieczyć oddział, czy pana niepełnosprawność nie jest na niby, żeby mieć ulgi. To objawy dyskryminacji, które najczęściej zbywam śmiechem, ale to nie jest zabawne - przyznał.

OGOLNE_1223.JPG
OGOLNE_1223.JPG

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum