Ludzie posty piszą: czy gęstnieje internetowa sieć pomówień?

Autor: Katarzyna Rożko/Rynek Zdrowia • • 31 sierpnia 2009 06:41

Łapówkarz, rzeźnik, diabeł wcielony, potwór, gbur, podły cham, obleśny i skandaliczny - takie opinie o lekarzach można znaleźć w internetowych rankingach, które zachęcają do oceniania specjalistów.

Rozżaleni pacjenci krytykują lekarzy w internecie czasami nie przebierając w słowach. Fot. FreeFoto.com

Na fali ogólnopolskiej dyskusji o braku kultury, który zaraża internet, dziennikarka portalu rynekzdrowia.pl przyjrzała się wpisom w najpopularniejszych witrynach pacjenckich oceniających lekarzy.

Siła "rażenia" tych portali jest ogromna. W ostatnim miesiącu jeden z nich odwiedziło ponad 150 tys.osób, a na stronie pojawiło się około 600 nowych ocen i opinii na temat gabinetów medycznych.

W kolejnym z portali komentarzy na temat lekarzy miesięcznie szuka 130 tys. internautów. - Internet to wspólny śmietnik, do którego pod osłoną anonimowości można wrzucić cokolwiek, dlatego często mamy do czynienia ze zwykłym publicznym poniżaniem - mówi Maciej Czerwiński, przewodniczący Okręgowej Rady Lekarskiej w Toruniu.

Twórcy portali zachęcają: oceniając lekarza pomagasz innym pacjentom dokonać właściwego wyboru.

Wśród wpisów przeważają opinie pozytywne. To około trzy czwarte zawartości tej internetowej poczty. Są i negatywne. A, że nie zawsze jest sielankowo, niektórzy z lekarzy czują się pomówieni – chcą ścigania internautów. Z różnych stron padają nawet sugestie wprowadzenia cenzury, albo portalowej etykiety, która będzie wymagała podania numeru identyfikacyjnego komputera osoby dokonującej wpisu.

Zniszczony wizerunek
Najwięcej emocji wzbudzają interniści, stomatolodzy, ginekolodzy-położnicy. Zaraz po nich pediatrzy, lekarze rodzinni i chirurdzy ogólni. Przy nazwiskach niektórych specjalistów widnieje kilkaset postów. Wśród negatywnych opinii są szczegółowe opisy lekarskich błędów, szpitalnych perypetii, przebiegu wizyt, ale i krótkie w rodzaju: "diabeł wcielony", "potwór”. Bywają i mniej parlamentarne wpisy. Anonimowe. Za to tuż pod pełnym nazwiskiem lekarza, nazwą specjalizacji i danymi adresowymi placówki, w której pracuje.

Czasami i lekarze, i pacjenci, którzy czytają te komentarze, zastanawiają się czy ich autor, to faktycznie niezadowolony pacjent, czy może... konkurencja. Oraz gdzie są granice wolności słowa i czy lekarze, którym anonimowe oszczerstwa w sposób szczególny niszczą wizerunek, nie powinni być przed nimi specjalnie chronieni.

Tylko nie cenzura
Piotr Waglowski, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet, nie uważa, by wybrane grupy zawodowe miałyby mieć przywileje inne, niż wynika z obowiązujących powszechnie zasad.

 – Jeśli ktoś chciałby cenzurować teksty dotyczące lekarzy lub sędziów, to dlaczego nie wprowadzać cenzury dotyczącej urzędników, aktorów czy producentów kaloryferów – mówi portalowi rynekzdrowia.pl Piotr Waglowski.

Przyznaje, że anonimowość często ośmiela komentatorów do wypowiedzi naruszających dobre imię innych. Z drugiej strony wszelkie pomysły zmierzające do jej ograniczenia lub cenzury wypowiedzi spotykają się z ostrą reakcją ze strony społeczności internetowej. Jego zdaniem, należy szukać innych rozwiązań, które będą dawały skuteczną ochronę osób trzecich.

 – Być może konieczne będzie ograniczenie wolności słowa przez techniczne wymuszenie ujawnienia danych komentatora – uważa ten ekspert.

Internet jak śmietnik
Maciej Czerwiński, przewodniczący Okręgowej Rady Lekarskiej w Toruniu twierdzi, że na stronach oceniających lekarzy dochodzi do poważnych
nadużyć.

– Internet to wspólny śmietnik, do którego pod osłoną anonimowości można wrzucić cokolwiek, dlatego często mamy do czynienia ze zwykłym publicznym poniżaniem – mówi Maciej Czerwiński. – W ten sposób spada zaufanie do całego środowiska.

Dlatego m.in. na październikowym zebraniu kujawsko-pomorska izba lekarska zamierza powołać rzecznika praw lekarza (ma go już krakowska
izba). Do jego obowiązków miałoby należeć również służenie pomocą prawną pomawianym lekarzom.

O tym, że niełatwa jest walka o usunięcie wpisu przekonała się lekarka z Zielonej Góry.

– Po kilku miesiącach znieważające mnie komentarze usunięto z portalu, opatrując to zdarzenie kwaśnym, moim zdaniem, komentarzem – mówi nam lekarka. – Właściciel portalu argumentował, że lekarz pełni funkcje w sferze publicznej i z uwagi na charakter tych funkcji podlega kontroli społecznej.

Zdaniem lekarki, to nadinterpretacja, gdyż lekarz nie może korzystać z ochrony prawnej przysługującej urzędnikowi państwowemu, którym przecież nie jest.

Prawda czy fałsz
Anna Kukla z serwisu rankinglekarzy.pl przyznaje, że trudno jednoznacznie ustalić, czy jakaś opinia jest oszczercza:

–  Trzeba by wiedzieć, że jest nieprawdziwa, a to jest trudne do zweryfikowania – uważa. – Często zdarza się jednak, że sami użytkownicy mocno krytykują niektóre opinie.

To jej zdaniem pomaga do pewnego stopnia zorientować się, czy opinia jest oszczercza, czy nie.

Zgodnie z ustawą o świadczeniu usług drogą elektroniczną serwis powinien blokować dostęp do bezprawnych treści (opinii), jeżeli otrzyma urzędową lub wiarygodną informację, że opinia jest bezprawna (np. niezgodna z prawdą). Za wiarygodną informację portal uznaje również zgłoszenie od lekarza, jeżeli zawiera ono wyjaśnienie dlaczego opinia jest nieprawdziwa.

– Wtedy opinia jest usuwana – zapewnia Anna Kukla. – Ponieważ jednak w takim przypadku mamy słowo użytkownika przeciwko słowu lekarza, to zostawiamy widoczny dla użytkowników ślad, po usunięciu takiej opinii. Umożliwiamy też lekarzom publikowanie swoich wyjaśnień.

Na dobrylekarz.info lekarze również mogą żądać usunięcia nieprawdziwych opinii.

 – W takim przypadku sprawa jest rozpatrywana indywidualnie i w porozumieniu z osobą, która opinię wystawiła i nie zawsze komentarze są usuwane – mówi Przemysław Kukliński, pracujący w tym serwisie.

Sądowa praktyka
Jak powinien zachować się lekarz, który na internetowym forum przeczyta o sobie, że jest podłym chamem, potworem, gburem, nieudacznikiem... Walczyć o usunięcie, polemizować, a może ignorować?

Sędzia Krzysztof Zawała, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Katowicach uważa, że nie ma znaczenia, czy pisze się o kimś w gazecie, na słupie w centrum miasta czy w internecie. Istotne jest to, co zostało napisane, a poszkodowany, którego dobre imię zostało naruszone ma prawo wybrać kogo pozywa: właściciela portalu czy autora wpisu. Musi mieć także możliwość dotarcia do tego, kto wystawia oszczercze opinie.

Jak dotąd z praktyki sądowej wynika, że w takich sprawach odpowiedzialność ponosi autor opinii. Na żądanie sądu wydawca zobowiązany jest ujawnić numer identyfikacji komputera w sieci, co otwiera drogę pozwalającą na dotarcie i pociągnięcie do odpowiedzialności autora wpisu.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum