Łódzkie: trwają przesłuchania w sprawie śmierci 2,5-latki

Autor: PAP/Rynek Zdrowia • • 07 marca 2013 18:13

Skierniewicka prokuratura, która prowadzi śledztwo ws. nieumyślnego spowodowania śmierci 2,5-letniej dziewczynki, przesłuchała w czwartek (7marca) lekarza karetki pogotowia.

Łódzkie: trwają przesłuchania w sprawie śmierci 2,5-latki

Śledczy spotkał się również z szefową łódzkiego oddziału NFZ - poinformował PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi, Krzysztof Kopania. Będą oni analizować kwestie prawidłowości realizacji kontraktów, ustalać czy można mówić o ewentualnych wyłudzeniach na szkodę NFZ w związku z niewłaściwą realizacją kontraktu.

Według rzecznika z relacji świadka wynika, że zespół tej karetki pogotowia jako drugi otrzymał dyspozycję wyjazdu do chorej dziewczynki, bo pierwsza wysłana karetka miała awarię. Jak mówił świadek, kiedy pogotowie dotarło na miejsce dziecko było już w bardzo ciężkim stanie. Praktycznie nie oddychało, zostało podłączone do respiratora i przewiezione do szpitala w Łodzi.

- Wiemy, że lekarz prosił też o zorganizowanie pogotowia lotniczego, ale okazało się, że nie jest to możliwe, ze względu na warunki atmosferyczne i nocną porę" - powiedział Kopania.

W ubiegłym tygodniu 2,5-letnia dziewczynka trafiła w stanie krytycznym do szpitala im. Konopnickiej w Łodzi; karetka pogotowia do dziecka przyjechała dopiero za drugim razem. Wcześniej przyjazdu odmówił lekarz nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej. Dziecko trafiło do szpitala dopiero po ponad 7 godzinach od pierwszego zgłoszenia na pogotowie; zmarło w ub. środę.

Prokuratura przesłuchała w tej sprawie już 20 osób. Wśród nich byli m.in. rodzice dziewczynki, właściciele ambulatorium nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej w Skierniewicach, lekarz, który pełnił dyżur krytycznej nocy oraz drugi lekarz, który wcześniej badał dziecko. Przesłuchano także pracowników Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego (WSRM) w Łodzi, w tym dyspozytora, który nie wysłał karetki po pierwszej rozmowie z matką dziecka oraz ratowników medycznych udzielających pomocy dziewczynce.

Z ustaleń prokuratury wynika, że w ambulatorium nocnej i świątecznej pomocy lekarskiej w Skierniewicach, do którego zgłaszali się o pomoc rodzice dziewczynki, zamiast - jak przewiduje kontrakt z NFZ - trzech lekarzy, dyżurował tylko jeden. Współwłaściciele ambulatorium przyznali, że do obowiązków należą też wizyty u pacjenta, jeżeli nie może on dotrzeć do placówki, a jeżeli lekarz uzna, że wymaga on leczenia szpitalnego, jego obowiązkiem jest przewiezienie pacjenta do szpitala.

Podczas przesłuchania lekarz, który krytycznej nocy pełnił dyżur w placówce, uchylił się od odpowiedzi na pytania, dotyczące szczegółów rozmowy z matką dziecka i zaleceń, jakie przekazał.

Dziecko chorowało od końca stycznia i przyjmowało antybiotyki. Jego rodzice zeznali, że dzień wcześniej byli w poradni świadczącej nocną i świąteczną pomoc medyczną i opisali lekarzowi, iż córka ma drgawki, że przeszła diagnostykę w tym zakresie. Twierdzą, że lekarz rozpoznał jedynie przeziębienie i nie zapoznawał się z dokumentacją medyczną, nie widział podstaw do hospitalizacji.

Łódzki oddział NFZ rozwiązał umowę z prywatną placówką świadczącą w Skierniewicach usługi nocnej i świątecznej pomocy medycznej.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum