Lekarzy nam nie zabraknie, a otwieranie kolejnych uczelni nie ma sensu. Tak twierdzi część ekspertów

Autor: oprac. KM • Źródło: prawo.pl, Rynek Zdrowia08 października 2021 09:36

Liczba miejsc dla zaczynających studia na kierunkach lekarskich w Polsce wzrosła - z 2946 w 2012 r. do 5537 obecnie. W związku z tym, w ocenie ekspertów kolejne uczelnie o profilach medycznych nie są potrzebne - informuje Prawo.pl.

Zwiększenie liczby uczelni może przyczynić się do obniżenia jakości kształcenia przyszłych lekarzy. Fot. PAP/ Tomasz Waszczuk
  • Kolejne uczelnie będą mogły kształcić lekarzy
  • Eksperci twierdzą, że te nowe kierunki lekarskie nie są potrzebne
  • Problemów upatrują w brakach zaplecza klinicznego i kadrowego

Uczelnie, na których można studiować na kierunkach uprawniających do pracy w zawodzie m.in. pielęgniarki, fizjoterapeuty i ratownika medycznego i które legitymują się kategorią naukową C w naukach medycznych lub o zdrowiu będą mogły kształcić także lekarzy.

Brak zaplecza i kadr

Pomysł rodzi wiele pytań i kontrowersji. Jak wylicza Prawo.pl, kierunek jest kosztowny i wymaga odpowiedniego zaplecza klinicznego, o które trudno w miejscowościach z jednym szpitalem. Już teraz uczelnie mają problemy z poziomem zajęć klinicznych, a na specjalizacjach brakuje miejsc. Nowych szpitali nie przybywa.

Dotychczasowe przepisy pozwalały na otwieranie kierunków medycznych na uczelniach z kategoriami A+, A i B+. 

- Obecnie mamy kilka wniosków złożonych przez uczelnie, które spełniają kryteria formalne, na utworzenie studiów na kierunku lekarskim. Te postępowania toczą się od kilku lat, bo uczelnie nie spełniają wymogów i nie przeszły procedury akredytacyjnej, bo jest tak skomplikowana - podkreślił cytowany przez Prawo.pl wiceminister zdrowia Sławomir Gadomski.

Serwis przypomina ponadto, że Polska Komisja Akredytacyjna w 2019 r. negatywnie oceniła otwarty dwa lata wcześniej kierunek lekarski na jednej z uczelni. Nie miał prosektorium, a zgody na prowadzenie praktyk nie dotyczyły kierunku lekarskiego.

Czytaj także: "Zawodówki" dla lekarzy. Hałabuz: Ministerstwo Zdrowia "odlatuje"

Ważną kwestią jest także brak kadr akademickich. - Zwiększenie liczby uczelni jest obarczone wysokim ryzykiem obniżenia jakości kształcenia. Nie przybędzie nam przecież nauczycieli akademickich z racji wprowadzenia ułatwień - mówi serwisowi Prawo.pl poseł Lewicy Anita Kucharska-Dziedzic.

Popularne stały się studia pielęgniarskie. Dla nich miejsca pracy będą nawet za dekadę

Mariola Łozińska, wiceprezes Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych jest zdania, że ustawa o płacach minimalnych w ochronie zdrowia dała młodym ludziom po studiach pielęgniarskich możliwość pozyskania wynagrodzenia określonej wysokości. Co nie znaczy, że nie odbywa się to bezproblemowo. Wiceprezes NIPiP zwraca uwagę, że zawieszenie norm zatrudnienia pielęgniarek do końca roku powoduje to, że dyrektorzy nie zatrudniają absolwentów pielęgniarstwa.

- W 2020 roku studia na kierunku pielęgniarstwo i położnictwo ukończyło ponad 5600 osób, ale tylko 2600 odebrało prawo wykonywania zawodu. Nie wiemy, co się stało z 3 tysiącami naszych koleżanek, którzy ukończyły studia, są przygotowane do zawodu, ale do niego nie weszły - zauważa w rozmowie z Rynkiem Zdrowia wiceprezes Łozińska.

Wskazuje, że pracy dla pielęgniarek w następnych dziesięcioleciach na pewno nie będzie brakować - to zawód deficytowy.

- Z naszego raportu wynika, że za 10 lat prawa emerytalne nabędzie 110 tysięcy pielęgniarek. Przypomnę, że średni wiek polskiej pielęgniarki obecnie to 53 lata. To sprawia, że musimy zrobić wszystko, żeby w tej chwili jak najwięcej ludzi zainteresowało się studiami i na kierunkach pielęgniarstwo i położnictwo i - co ważne - weszło do tego zawodu - podsumowuje wiceprezes NIPiP. 

Czytaj więcej: Studia pielęgniarskie: jest wzrost zainteresowania. Eksperci tłumaczą powody

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum