Lekarz wyszedł w trakcie operacji. Pacjentka zmarła. W czasie dyżurów pracuje jako polityk

Autor: oprac. MP • Źródło: WP/Rynek Zdrowia28 października 2021 11:00

Prof. Wojciech Maksymowicz miał wspierać rezydenta w skomplikowanym zabiegu. W trakcie jego trwania wyszedł jednak z sali operacyjnej. Doszło do komplikacji, pacjentka zmarła.

Prof. Wojciech Maksymowicz wyszedł z sali operacyjnej. W wyniku błędy w trakcie zabiegu pacjentka zmarła (fot. ilustracyjne) Fot. Shutterstock
  • Doświadczony prof. Wojciech Maksymowicz miał wspierać lekarza rezydenta w skomplikowanym zabiegu, ale - jak informuje WP - wyszedł z sali operacyjnej
  • Niedoświadczony chirurg popełnił błąd. Pacjentka zmarła
  • To nie pierwsza kontrowersyjna sytuacja z udziałem byłego ministra zdrowia 
  • Jako poseł czynnie bierze udział w posiedzeniach Sejmu, choć w tym samym czasie pełni dyżury w szpitalu

W trakcie dyżurów w szpitalu prof. Maksymowicz uczestniczy w obradach Sejmu

19 października Wirtualna Polska opisywała przypadek byłego ministra zdrowia w rządzie Jerzego Buzka oraz byłego wiceministra nauki (do listopada 2020) prof. Wojciecha Maksymowicza, który jako poseł przemawiał w Sejmie, a jednocześnie pełnił dyżur w klinice neurochirurgii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Olsztynie.

Dziennikarze WP prześledzili też głosowania w parlamencie odbywające się zdalnie i wyszło, że w trakcie pełnienia dyżurów poseł wielokrotnie brał w nich udział, a w trakcie jednego z takich dni średnio co 4 minuty angażował się w pracę Sejmu, jednocześnie opiekując się pacjentami.

Czytaj takżę: Będzie kontrola NFZ w sprawie dyżurów prof. Maksymowicza. "Efekt szukania na mnie haków"

We wtorek, 28 października, WP pisze o przypadku skomplikowanego zabiegu z 2015 roku, w trakcie którego prof. Maksymowicza miał asystować lekarzowi rezydentowi. Niedoświadczony lekarz popełnił błąd i w wyniku komplikacji pacjentka zmarła.

Prof. Maksymowicz wyszedł z sali operacyjnej. Pacjentka zmarła

Rodzina oddała sprawę do sądu i podczas rozprawy wyszło na jaw, że prof. Maksymowicz, który miał wspierać lekarza w trakcie specjalizacji, nie był obecny w sali operacyjnej w pełnym wymiarze czasowym trwania zabiegu.

- Nadzorowałem zabieg, który wykonywał Mariusz S. w dniu 31 sierpnia 2015 r. Nie byłem przez cały czas zabiegu na sali, ale przyszedłem w trakcie. Byłem w gotowości w pobliżu. Nie pamiętam, na jakim etapie był dr S. Po zabiegu miałem też relację - tłumaczył w sądzie prof. Maksymowicz.

Potem wycofał się ze swojego stwierdzenia, by po chwili powtórzyć: "potwierdzam, że nie byłem przez większość zabiegu, ale przyszedłem sprawdzić".

Po zapoznaniu się z opiniami biegłych, sąd nie miał wątpliwości i uznał, że popełniony błąd przyczynił się do śmierci pacjentki.

- Niewątpliwie powikłania w postaci uszkodzenia nerki są wkalkulowane w ryzyko zabiegu. Jednakże fachowość lekarza polega na tym, aby powikłanie najszybciej zlokalizować i jak najszybciej zaopatrzyć. W realiach niniejszej sprawy powikłanie nie zostało rozpoznane w trakcie zabiegu. Powyższe spowodowało opóźnienia w leczeniu powikłania - wskazał sąd w uzasadnieniu wyroku.

- Przy zabiegu zabrakło asysty doświadczonego specjalisty, który w trakcie zabiegu mógłby weryfikować na bieżąco działania operatora - stwierdził sąd w uzasadnieniu wyroku.

Wyrok zapadł 30 grudnia 2020 r. Zgodnie z nim szpital musi wypłacić rodzinie zmarłej ponad 98 tys. zł. Wyrok jest jednak nieprawomocny, a sprawa będzie miała ciąg dalszy, ponieważ obie strony nie zgodziły się z orzeczeniem sądu. Rodzina domaga się wyższego odszkodowania, szpital zaś nie uznaje winy po swojej stronie.

Czytaj: Prof. Maksymowicz zaskoczony, że atak wyszedł z ministerstwa edukacji i nauki

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum