Lekarka z Otwocka odpowie przed sądem za śmierć noworodka. Grozi jej do 5 lat więzienia

Autor: oprac. JKB • Źródło: PAP30 sierpnia 2021 07:44

Przed Sądem Rejonowym w Otwocku stanie lekarz-położnik Daria M., która na siłę próbowała wywołać poród u pacjentki. Lekarka za późno skierowała pacjentkę na cesarskie cięcie. W wyniku tej opieszałości, noworodek zmarł kilkadziesiąt minut po "cesarce".

Lekarka z Otwocka odpowie przed sądem za śmierć noworodka. Grozi jej do 5 lat więzienia
U 33-letniej ciężarnej za późno przeprowadzono cesarskie cięcie. Fot. Shutterstock
  • Dramatyczne zdarzenie miało miejsce w lipcu 2019 roku. Tego dnia na rutynową wizytę w Poradni Ginekologiczno-Położniczą w Otwocku zgłosiła się 33-letnia ciężarna
  • Podczas badania KTG położna zauważyła nieprawidłowy zapis, ale obecna na miejscu lekarka Daria M. zlekceważyła informację przekazaną przez położną. Wyrzuciła wynik do kosza
  • Przeprowadzone badania jasno wykazały, że dziecko ma zaburzenia tętna. Na oddziale położniczym lekarka za późno zdecydowała o cesarskim cięciu
  • Kilkadziesiąt minut po porodzie, nowonarodzona dziewczynka zmarła. Za narażenie dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, lekarka odpowie przed sądem

Dramatyczny przebieg rutynowej wizyty

Rankiem 24 lipca 2019 r. 33-letnia mieszkanka Otwocka zgłosiła na rutynową wizytę do Poradni Ginekologiczno-Położniczej przy ul. Armii Krajowej 3 w Otwocku. Była w 39. tygodniu ciąży, do terminu porodu zostało jeszcze kilkanaście dni. Lekarz-położnik Daria M. zbadała pacjentkę i zleciła innej położnej wykonanie badania KTG, podczas którego sprawdza się tętno płodu.

33-latka chciała w trakcie badania siedzieć, oparła się o ścianę i czekała na wynik. Z jej zeznań wynika, że po kilku minutach położna zainteresowała się zapisem KTG, który na bieżąco drukował aparat podłączony do brzucha matki. Zapis był nieprawidłowy, serce dziecka biło za szybko, prawdopodobnie było niedotlenione. Było przed godz. 11.

Lekarka Daria M. uznała, że zapis nie jest nieprawidłowy, tylko nieczytelny ze względu na złą pozycję ciężarnej. Zleciła wykonanie badania ponownie, na leżąco, a pierwszy dokument zniszczyła i wyrzuciła do kosza. To pierwszy z zarzutów, jaki postawił jej prokurator Samodzielnego Działu ds. Błędów Medycznych Prokuratury Regionalnej w Warszawie.

Drugie badanie wyszło tak samo: zaburzenia tętna płodu i brak skurczy. Z zeznań matki wynika, że lekarka M. wystawiła kobiecie skierowanie do szpitala "celem oceny dobrostanu płodu", jednocześnie informując, że ta spokojnie może udać się do domu, zjeść posiłek i spakować torbę. 33-latka pojawiła na Oddziale Położniczo-Ginekologicznym Powiatowego Centrum Zdrowia w Otwocku około godziny 13.20. KTG wykonano jej dwukrotnie, za każdym razem z podobnym wynikiem: zbyt wysokie tętno płodu, brak czynności skurczowych.

Zbyt późne cesarskie cięcie

O godz. 15 na oddziale położniczym w otwockim centrum zdrowia dyżur zaczęła Daria M., która "przejęła" opiekę nad ciężarną. Zdecydowała o podaniu 33-latce kroplówki z oksytocyną, która miała wywołać akcję porodową. Tak się jednak nie stało, a zapis KTG nie ulegał poprawie. Serce dziewczynki, która o godz.16.55 wciąż była w łonie matki, nagle zwolniło. Wystąpiła tzw. bradykardia. Lekarz zdecydowała o pilnym skierowaniu kobiety do cesarskiego cięcia.

Wiktoria urodziła się o godz. 17.12, dostała 0 pkt w skali Apgar. Dziewczynka, która miała urodzić się zdrowa, nie miała żadnych czynności życiowych. Lekarze przez kilkadziesiąt minut walczyli o jej życie: podano tlen, wykonano masaż serca, podano adrenalinę, zaintubowano dziewczynkę i na moment udało się przywrócić pracę serca. Zgon dziewczynki stwierdzono o godz. 18.

Sekcja zwłok noworodka, wykonana jeszcze w szpitalu, potwierdziła, że dziewczynka nie miała żadnych zmian anatomicznych, które mogłyby przyczynić się do jej śmierci. Bezpośrednią przyczyną zgonu była niewydolność krążeniowo-oddechowa spowodowana nieprawidłową opieką nad 33-letnią rodzącą.

Lekarka odpowie przed sądem za śmierć dziecka

Cesarskie cięcie należało wykonać natychmiast po podaniu oksytocyny, czyli co najmniej godzinę wcześniej. Ten stan rzeczy potwierdziły opinie biegłych, powołanych przez prokuraturę, którzy uznali, że "cesarka" przeprowadzona około godz. 16 dawałaby "duże szanse na uniknięcie skutku w postaci śmierci Wiktorii oraz zmniejszenie stanu niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia". To drugi zarzut stawiany Darii M. przez Prokuraturę Regionalną w Warszawie - narażenie dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia i nieumyślne doprowadzenie do jego śmierci.

Po śmierci Wiktorii Daria M. zwolniła się z dyżurowania w Powiatowym Centrum Zdrowia w Otwocku, dalej jednak przyjmuje w przychodni ginekologicznej. - Przesłuchiwana w charakterze podejrzanej nie przyznała się do zarzucanych jej czynów i skorzystała z przysługującego jej prawa do odmowy składania wyjaśnień - przekazał prok. Marcin Saduś, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Warszawie.

65-letnia dziś lekarz-położnik Daria M. nie była wcześniej karana. Akt oskarżenia w jej sprawie został skierowany w połowie sierpnia br. do Sądu Rejonowego w Otwocku. Grozi jej do 5 lat pozbawienia wolności. 

Czytaj: Doktor G. skazany. Zostawił gazik w sercu pacjenta. Wyrok po 15 latach od operacji

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum