Kodeks etyki lekarskiej do uzupełnienia. Polemika z prof. Hartmanem

Autor: Maciej Krzanowski • • 08 września 2013 11:10

Nie zgadam się z prof. Janem Hartmanem, że Kodeks Etyki Lekarskiej jest tak zły, że powinien być napisany od nowa - pisze Maciej Krzanowski, senator RP I kadencji, były dyrektor ZOZ w Cieszynie. - Nie uważam też, że KEL - jak twierdzi profesor w wywiadzie dla Rynku Zdrowia - jest "korporacyjnie egoistyczny", "mieszaniną frazesów", zajmuje się "rzeczami z trzeciej setki problemów medycznych" oraz "budowaniem prestiżu lekarzy".

Kodeks etyki lekarskiej do uzupełnienia. Polemika z prof. Hartmanem
Fot. Adobe Stock. Data Dodania: 16 grudnia 2022

W związku z awanturą między prof. Janem Hartmanem i Naczelną Radą Lekarską dotyczącą KEL ponownie dokładnie przeczytałem kodeks.

Zob.: Prof. Hartman: Potrzebujemy awantury o etykę w naszej medycynie

Grupa ludzi, która kodeks stworzyła, zrobiła to, zdaniem profesora, bez sensu, a KEL to nie kodeks tylko „akt strzelisty", Zgoda, jest w kodeksie również trochę troski o zatrzymanie uciekającego czasu, kiedy lekarz leczący lekarza lub jego rodzinę robił to bezpłatnie, gdy lekarze odnosili się z szacunkiem do swych mistrzów i seniorów, a jednocześnie profesor medycyny zwracał się do swego studenta per „kolego". Co było piękne i szkoda, że odchodzi. Ale nie dostrzegłam w KEL pominięcia ważnych problemów, szczególnie tych z pierwszej dziesiątki ważności.

Emocje szkodzą myśleniu
Prof. Hartman ma za złe KEL, że stara się ograniczyć informacje o lekarskich błędach. Psychologom społecznym do rozważenia pozostawiam problem, czy pożytecznym dla publiczności jest rozgłos o lekarskich pomyłkach, skoro zaufanie do lekarza jest warunkiem skuteczności stosowanej terapii. Mówię o pomyłkach, które są, niestety, nie do uniknięcia w tym zawodzie, a nie o skandalach, że lekarz choremu odmówił pomocy, że był pijany itp. I mówię o publicznym rozgłosie, bo art.21 zobowiązuje lekarza do powiadomienia pacjenta o popełnieniu poważnej pomyłki, a tym samym do gotowości przyjęcia za nią odpowiedzialności prawnej.

Zgadzam się, że reakcja Naczelnej Rady Lekarskiej i apel do rektora UJ o zajęcie stanowiska, była przesadzona, może i nie uprawniona, ale profesor też pojechał „po bandzie" traktując KEL, produkt intelektualny korporacji ludzi, którzy też mają maturę, jako pustosłowie.

Profesor ocenia, przekreśla, ale unika precyzyjnych wskazań, które to artykuły KEL-u są bez sensu. Dopiero przyciśnięty, aby sprecyzował choć jeden zarzut, schodzi na poziom konkretu i wymienia jako „pierwszy z brzegu" przykład dopuszczania badań na żołnierzach i to „bez żadnych ograniczeń, bo badania zawsze, bez wyjątku, muszą przynosić korzyść grupie, do której należy probant, co jest sprzeczne z prawem". Nie rozumiem tego zdania i tego zarzutu, a sądzę, że wywiad był autoryzowany.

Bo dany zapis kodeksu brzmi tak: „Lekarz nie może prowadzić eksperymentów badawczych z udziałem osób ubezwłasnowolnionych, żołnierzy służby zasadniczej oraz osób pozbawionych wolności, z wyjątkiem badań prowadzonych dla dobra tych grup".

Czego tu się czepiać? Czy np. prowadzenie badań nad zawartością białka w surowicy rekrutów, czy nawet u osadzonych, w celu pośredniej oceny, czy są prawidłowo żywieni miało by być nadużyciem? Można by w kodeksie, już ze względu na „polityczną poprawność", dodać: "za ich zgodą". Jestem generalnie fanem tekstów profesora, ale jego stosunek do KEL-u uważam za dowód, jak emocje potrafią zamącić myślenie. Najwybitniejszym.

Nic na świecie nie jest do końca doskonałe,
mam i ja pewne uwagi do KEL-u. Pomija trudny i drażliwy temat prezentów wręczanych lekarzowi przez wdzięcznych pacjentów. Że aktualny i kontrowersyjny, i nie tylko u nas, świadczą przytoczone niżej głosy z USA i Niemiec. Ujawnił go proces dr. Garlickiego. Nie udowodniono mu przyjmowania łapówek, został skazany za przyjmowanie prezentów.

Dokładnie, prezentów, bo sąd - opierając się na zaostrzonym w 1997 r. w kwestii „nienależnych korzyści majątkowych" -Kodeksie Karnym, uznał przyjmowanie prezentów (choć Garlicki nie uzależniał udzielania świadczeń od ich otrzymania), też za naganne. A że pomiędzy prawem państwowym i korporacyjnym nie powinno być różnic, proponuję, aby w tym miejscu KEL zmodyfikować.

Kilka cytatów o dowodach wdzięczności
Przy okazji parę słów o prezentach wręczanych lekarzowi jako dowód wdzięczności. To trudny problem, zwyczaj głęboko w społeczeństwie zakorzeniony, od dawna wywołujący dyskusje. Bo co traktować jako niezobowiązujący prezent? Co do kwiatów jest raczej zgoda. Profesor dopuszcza nawet butelkę. A jak to jest w świecie? Po moim liście opublikowanym w Gazecie Wyborczej (13 stycznia 2013 r.) na ten temat ukazało się w internecie blisko 200 komentarzy. Dwa z nich, jako że dotyczą obcych krajów, zacytuję:

1. „W Niemczech łapówka jest wtedy, kiedy od jej przyjęcia biorący lekarz uzależnia działania. Jeśli nie, to nie ma mowy o łapówce. Wynika to z §32 kodeksu etyki lekarzy. Niedawno ten temat był tam dość szeroko dyskutowany w związku z przyjęciem prezentu w gotówce. Było to ponad 600 000 €. Sprawa trafiła przed oblicze Federalnego Trybunału Sprawiedliwości, który orzekł, że przyjęcie prezentu nie było niezgodne z prawem obowiązującym na terenie RFN".

2. Opinia American Medical Association: Gift from patients. June 2003. Zob.: www.ama-assn.org

Jest to opinia Amerykańskiego Towarzystwa Medycznego, pozwoliłem sobie tekst przetłumaczyć: Dary ofiarowane lekarzom przez pacjentów są często wyrazem uznania i wdzięczności lub wyrazem tradycji kulturowej i mogą wzmacniać więź między pacjentem i lekarzem. Czasem prezenty są sygnałem potrzeb psychologicznych pacjentów i wtedy wymagają refleksji lekarza. Pewni pacjenci, poprzez oferowane prezenty czy pieniądze, mogą usiłować wpływać na otrzymywaną opiekę lub chcieć zapewnić sobie wyjątkowe traktowanie.

Przyjmowanie prezentów może w tych przypadkach zaszkodzić uczciwości relacji lekarz-pacjent. Lekarz powinien w takiej sytuacji wyraźnie oświadczyć, że prezenty wręczane przez pacjentów w celu ich wyjątkowego traktowania naruszają jego obowiązek rzetelnego świadczenia swych usług.

Nie ma wyraźnych zasad, kiedy lekarz powinien lub nie powinien przyjąć podarku. I nie jest określona wartość, jakiej nie powinien on przekraczać, ale ta nie powinna być nieproporcjonalnie wysoka w stosunku do zasobności lekarza i/lub pacjenta. Jedynym kryterium będzie w danym przypadku to, czy lekarz nie poczuje się nieswojo, jeśli dowiedzą się o niej lekarze i otoczenie. Lekarze powinni być ostrożni, jeśli pacjenci dyskutują problem prezentów w kontekście testamentu.

Takie dyskusje nie mogą wpływać na opiekę świadczoną pacjentom. Gdyby w razie śmierci pacjenta lekarz dowiedział się, że zostało mu zapisane w testamencie jakieś dobro, powinien rozważyć rezygnację z niego, jeśli uważa, że jego przyjęcie byłoby dla rodziny finansowym lub materialnym doświadczeniem. Interakcja tych różnych czynników jest złożona i wymaga od lekarza, aby je roztropnie rozważył.

Obyczaj i ambicja
Tak to jest w krajach, które lubimy brać jako przykład. Niemniej, choć w swym życiu zawodowym przyjąłem w prezencie niejedną kurę (byłem też lekarzem wiejskim) i niejeden koniak, skłonny dziś jestem uważać, że w ramach tego ogromnego skoku cywilizacyjnego, jaki zdarzyło się nam jako narodowi dokonać, powinniśmy też zmieniać standardy dotyczące „dowodów wdzięczności". I my, i pacjenci.

Prezentu nie wymuszamy, ale wymusza go obyczaj i ambicja sprostania mu przez nie zawsze dobrze sytuowanego pacjenta. No i ma to jednak charakter napiwku, upokarza. Przekonałem się też kilkakrotnie, jak ci dobrowolnie nagradzający chwalą się za naszymi plecami: „Posmarowałem, to się od razu lepiej mamą zajęli".

Rugowanie z naszej kultury tak zaimpregnowanej normy nie będzie łatwe ani szybkie. Bo czasem ludzie odczuwają autentyczną potrzebę materialnego okazania wdzięczności. Co więcej, rodzina chorego, gdy stan jego jest poważny, chce coś dla niego zrobić i sposobem najprostszym wydaje się „doładowanie" doktora. A gdy ten daru nie przyjmie, pojawia się przekonanie, że to dlatego, bo zdrowie ich dziecka, ojca jest już nie do uratowania, że leczyć nie ma już sensu. Przypadek taki, w skutkach tragiczny, opisała nie dawno „Polityka".

Ale zaczyna się już przyjmować cywilizowany sposób okazywania wdzięczności wobec placówek, w których ratuje się zdrowie i życie. Przez wpłaty na wspomagające je fundacje.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum