Katowice: proces o zadośćuczynienie za 8 lat w zakładzie psychiatrycznym

Autor: PAP/Rynek Zdrowia • • 25 lutego 2016 15:02

Przed katowickim sądem okręgowym ruszył w czwartek (25 lutego) proces z wniosku 73-letniego inżyniera Krystiana Brolla, który domaga się od Skarbu Państwa 14,5 mln zł zadośćuczynienia i odszkodowania za bezpodstawne umieszczenie go w zakładzie psychiatrycznym.

Mężczyzna spędził w szpitalu w Rybniku ponad 8 lat. Domaga się od Skarbu Państwa 14,5 mln zł Fot. Archiwum RZ

Mężczyzna spędził w szpitalu w Rybniku ponad 8 lat. Przez taki okres sądy, na podstawie opinii biegłych, stosowały wobec niego tzw. detencję, czyli przymusowy pobyt w zamkniętym zakładzie.

Tuż przed rozprawą Broll mówił reporterom, że dochodzenie roszczeń w sytuacji, w której się znalazł,  nie jest żadną łaską i o nią nie prosi. Domaga się tylko sprawiedliwości i zamierza o nią walczyć. Na rozprawę przyszła liczna grupa dziennikarzy. Broll, pytany przez sąd czy sprzeciwia się ich obecności na sali rozpraw, odpowiedział: - Nie, absolutnie. Dzięki mediom wyszedłem.

Choć sprawa była wywołana na 9.30, przewód sądowy udało się otworzyć dopiero ok. godz. 11 - wcześniej adwokat reprezentujący prezesa Sądu Okręgowego w Gliwicach (to m.in. ten sąd decydował o przymusowym leczeniu Brolla) domagał się przekazania sprawy wydziałowi cywilnemu w tym właśnie sądzie. W opinii mec. Andrzeja Mochnackiego, sprawa Brolla nie pozwala na rozpoznanie jej w trybie Kodeksu postępowania karnego i powinna się toczyć jako proces cywilny.

Innego zdania była prokuratura oraz pełnomocnicy Brolla. Jeden z nich, mec. Piotr Wojtaszak, przekonywał sąd, że skierowanie sprawy na drogę cywilną de facto uniemożliwiłoby Brollowi dochodzenia roszczeń - musiałby uiścić opłaty, na które go nie stać.

Stanowisko wnioskodawcy i prokuratury podzielił sąd. - Wolą ustawodawcy było, aby w tego typu sprawach - dochodzenia roszczeń z tytułu niesłusznej kary lub stosowania środka zabezpieczającego - orzekały sądy karne - stwierdziła sędzia Halina Powroźnik i otworzyła przewód sądowy. Broll i jego pełnomocnik podtrzymali żądania zawarte we wniosku. Roszczeń Brolla, co do zasady, nie kwestionuje też prokuratura. Co do kwot ma wypowiedzieć się w mowie końcowej.

Broll trafił do szpitala w Rybniku po tym, jak zarzucono mu groźby karalne. W związku z postępowaniem zlecono badania psychiatryczne, w trakcie których biegli uznali go za chorego. Opierający się na jego opinii sąd w Rybniku zastosował środek zabezpieczający w postaci detencji.

Później, posiłkując się kolejnymi opiniami gliwicki sąd okręgowy przedłużał okres przymusowego leczenia o kolejne lata, mimo protestów Brolla. Według pełnomocników mężczyzny opinie, na podstawie których sądy przez lata decydowały o stosowaniu detencji wobec jego klienta nie odzwierciadlały faktycznego stanu zdrowia pacjenta. Broll mówi, że domagał się, by zbadali go inni lekarze niż ci z Rybnika, ale nie został wysłuchany. Podkreśla też, że nie uczestniczył w posiedzeniach sądu, który decydowały w jego sprawie.

Mężczyzna wyszedł ze szpitala dopiero w 2014 r., jego dom został przez te lata zrujnowany; Broll stracił też rodzinę. W styczniu ubiegłego roku Sąd Najwyższy uwzględnił kasację Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie Brolla. SN uchylił wtedy postanowienia Sądu Rejonowego w Rybniku z listopada 2005 r. oraz Sądu Okręgowego w Gliwicach ze stycznia 2006 r., na których mocy mężczyzna trafił do zakładu psychiatrycznego. SN umorzył też postępowanie w jego sprawie.

Sam Broll relacjonował mediom, że jego problemy zaczęły się, kiedy chciano go namówić do zawyżania przetargów - był pracownikiem firmy projektowej, pracował też jako inspektor nadzoru budowlanego. Gdy odmówił, usunięto go z pracy; dostawał pogróżki. Po tym jak zawiadomił prokuraturę, sam został oskarżony o groźby karalne. Broll przekonuje, że po tym, jak trafił do szpitala w Rybniku kolejni lekarze powtarzali te same opinie na temat stanu jego zdrowia, gliwicki sąd przedłużał zaś okres detencji.

Broll wraz z pełnomocnikami domaga się od państwa 14 mln zł zadośćuczynienia za doznane krzywdy oraz 500 tys. zł odszkodowania. Mec. Wojtaszak, pytany w czwartek przez dziennikarzy, skąd taka kwota roszczeń, odpowiadał, że wynika ona z orzeczeń Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Mec. Wojtaszak reprezentuje też dwóch innych mężczyzn, którzy niedawno opuścili rybnicki szpital po wieloletniej detencji.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum