Jak sprawdza się system monitorowania agresji wobec lekarzy i pielęgniarek

Autor: Beata Marciniak/Rynek Zdrowia • • 29 kwietnia 2015 06:10

Pięć lat temu Naczelna Izba Lekarska i Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych utworzyły system "Monitorowanie agresji w ochronie zdrowia" (MAWOZ). Miał on umożliwić lekarzom i pielęgniarkom zgłaszanie przypadków agresji w miejscach pracy. Czy zdał egzamin?

Jak sprawdza się system monitorowania agresji wobec lekarzy i pielęgniarek
Fot. PTWP (Andrzej Wawok)

Z danych Systemu Monitorowania Agresji w Ochronie Zdrowia, który w 2010 roku uruchomiła NIL wynika, iż pacjenci najczęściej atakują lekarzy, którzy nie chcą im wypisać zwolnienia na żądanie lub odmawiają przyjęcia poza kolejką. Do dantejskich scen dochodzi najczęściej w prywatnych gabinetach specjalistów oraz w szpitalach.

- Wpisy w systemie dokonywane są na bieżąco. W tym roku zarejestrowaliśmy cztery, ostatni z 19 lutego. Łącznie dokonano 157 wpisów. Najwięcej wpisów pojawiło się w latach 2011-2012. W ubiegłym roku było mniej zgłoszeń niż w poprzednich latach - informuje Milena Kruszewska z biura prasowego Naczelnej Izby Lekarskiej.

System pomaga w podjęciu działań dotyczących przypadków agresji. Na stronie internetowej NIL jest aplikacja, za pomocą której można zgłosić przypadek agresji słownej, fizycznej czy internetowej.

Jest także poradnik, który informuje iż osoba pokrzywdzona może w przypadku zniesławienia, czy zniewagi przez pacjenta, wystosować przeciwko niemu prywatny akt oskarżenia. Natomiast w przypadku naruszenia nietykalności cielesnej lub spowodowania obrażeń ciała powinna złożyć zawiadomienie do prokuratury.

Statystyki nie odzwierciedlają rzeczywistości
Rzecznik Praw Lekarzy Zbigniew Brzezin podkreśla, że niekoniecznie statystyki z MAWOZ-u odzwierciedlają rzeczywisty stan zjawiska agresji wobec personelu medycznego. - Takie zgłoszenia do systemu są bowiem zupełnie dobrowolne.

Jako przykład zgłoszenia podaje agresywne zachowanie pacjenta, spowodowane tym, że nie został on natychmiast poproszony do gabinetu z powodu 2 - 3 minutowego wypełniania przez lekarza dokumentacji poprzedniego, trudnego diagnostycznie chorego.

I dodaje: - Zgłaszane są też przypadki agresji czynnej, czyli usiłowania uderzania, kopania, szarpania lekarza przez rodzinę pacjenta. Lekarz może zgłosić sprawę do naszego systemu, do prokuratury, lub też odstąpić od szukania sprawiedliwości.

Z danych NIL wynika, iż 40 procent lekarzy doświadczyło agresji ze strony pacjentów. Takie przypadki zdarzają się najczęściej w szpitalach, na izbach przyjęć i w przychodniach rodzinnych. Najczęstsze formy agresji wobec lekarzy to wyzwiska, groźby, rękoczyny.

Nie zawsze agresywni pacjenci są pod wpływem alkoholu, trzeźwi również nie potrafią trzymać nerwów na wodzy. Najczęściej sytuacje, które wyzwalają agresję u pacjentów - poza długim okresem oczekiwania na SOR - można uznać za błahe. Lekarze wymieniają tu choćby radę zrzucenia nadwagi choremu z bólem kolan ważącemu 150kg przed rozpoczęciem leczenia czy wypisanie na receptę jednego opakowania leku zamiast żądanych przez pacjenta dwóch.

Najczęściej, jeśli nawet sprawa o znieważenie lekarza trafia do sądu, ten ją umarza ze względu na niską szkodliwość społeczną czynu.

- Lekarze i pielęgniarki rzadko zgłaszają takie przypadki do NIL, czy organom ścigania. Szkoda im czasu na rozprawy sądowe i nie chodzi tu o opieszałość - informuje dr Krzysztof Kordel, prezes Wielkopolskiej Izby Lekarskiej, były Rzecznik Praw Lekarza . - Oczywiście poszkodowani mogą liczyć w każdej sytuacji na pomoc Izby Lekarskiej. Ta ma swoich prawników. Ostatnio pomagaliśmy prawnie dwóm lekarkom, i pacjenci dostali wyroki w zawieszeniu, grzywny oraz nawiązki.

Dr Kordel uważa jednak, że nie da się usprawnić systemu monitorowania agresji, bo sami zainteresowani muszą chcieć z niego korzystać. Nie można też mówić, że ten system źle działa, bo w ciągu dwóch ostatnich lat, pięć spraw zakończyło się prawomocnymi wyrokami. M.in. jedna dotyczyła ataku na załogę karetki pogotowia w Bydgoszczy, druga pobicia lekarki w karetce w Gnieźnie, trzecia ataku na lekarzy w POZ-ie.

Codzienna walka z agresją
Agresja wobec personelu medycznego to niestety codzienność. Szpitalny Oddział Ratunkowy w Szpitalu Bielańskim w Warszawie odnotowuje dwóch lub trzech agresywnych pacjentów tygodniowo. Są zazwyczaj pijani.

- Atakują personel medyczny, najczęściej pielęgniarki, rzadziej ratowników medycznych, najrzadziej lekarzy, ale ci ostatni też są przez nich zaczepiani w różny sposób - twierdzi dr Grzegorz Michalak, wicedyrektor Szpitala Bielańskiego.

Placówki medyczne bronią personel przed wyzwiskami i przemocą fizyczną zatrudniając firmy ochroniarskie i instalując system monitorowania na szpitalnych korytarzach, klatkach schodowych, w izbach przyjęć i w SOR.

- Radzimy sobie w miarę możliwości. Powiadamiamy firmę ochroniarską pracującą w szpitalu, zgłaszamy sprawę policji lub straży miejskiej - dodaje dr Michalak.

W Miejskim Zespole Opieki Zdrowotnej we Włocławku przy ul. Kilińskiego funkcjonuje przychodnia, ale też m.in. ambulatorium nocne i świąteczne oraz pogotowie stomatologiczne. Tam także personel ma problemy z pacjentami agresywnymi lub pod wpływem alkoholu.

Jeden z nich kazał lekarce np. leczyć konie... Trudną pracę mają tu lekarze i rejestratorki. Personel medyczny reaguje w takich sytuacjach adekwatnie do zagrożenia, zawsze mając na względzie dobro pacjenta.

Dr Czarosław Kijonka, ordynator Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Centrum Urazowym w Sosnowcu ma duże doświadczenie z agresywnymi pacjentami.

- Agresywny pacjent w SOR to codzienność - mówi dr Kijonka. - Niedawno pacjent pobił dwie pielęgniarki, na szczęście nie dotkliwie. Postępowanie prowadziła w tej sprawie Państwowa Inspekcja Pracy, lecz je umorzono.

Są kary dla agresywnych
Zgodnie z kodeksem karnym, za znieważenie funkcjonariusza publicznego (lekarza udzielającego pomocy doraźnej, wykonującego funkcje administracyjne i dysponującego środkami publicznymi) grozi do roku, a za naruszenie nietykalności cielesnej, do trzech lat pozbawienia wolności. Wówczas też prokuratura prowadzi postępowanie z urzędu.

Pod koniec ub. roku krakowski sąd skazał na dziesięć miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata pacjenta, który pogryzł ratownika medycznego i obrażał policjanta. Z kolei olsztyński sąd skazał na rok więzienia w zawieszeniu na cztery lata Brytyjczyka, na co dzień mieszkającego w okolicach Nidzicy, który ubliżał dwóm ciemnoskórym lekarzom pracującym w miejscowym szpitalu. Jednego z nich miał też uderzyć, podczas pobytu na izbie przyjęć lecznicy.

 

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum