PAP/Rynek Zdrowia | 25-07-2017 15:17

Interesowali się nim papież i prezydent USA: nie można mu już jednak pomóc

Najnowsze badania obrazowe wykazały, że uszkodzenia mózgu 11-miesięcznego Charliego Garda są tak duże, że umierającemu chłopcu nie można już pomóc. O przypadku chłopca od kilku miesięcy jest głośno na całym świecie. W jego sprawie interweniował papież Franciszek i prezydent USA Donald Trump.

Fot. archiwum

Jak podaje BBC News, rodzice dziecka Connie Yates i Chris Gard z Bedfont w zachodnim Londynie ostatecznie zrezygnowali z dalszych starań o jego leczenie i eksperymentalną terapię. Podjęli taką decyzję po tym, jak do szpitala dziecięcego Great Ormond Street w Londynie przyjechał amerykański lekarz dr Michio Hirano.

Amerykański specjalista miał sprawdzić, czy chłopiec może być poddany eksperymentalnemu leczeniu nazywanemu terapią nukleozydową. Badania mózgu z użyciem rezonansu magnetycznego wykazały jednak, że uszkodzenia mózgu dziecka są zbyt duże, żeby mogła ona cokolwiek pomóc (o ile w ogóle może być u niego skuteczna).

Charlie Gard cierpi na encefalomiopatię mitochondrialną, ultrarzadką chorobą genetyczną, ujawniającą się we wczesnym dzieciństwie. Spowodowana jest ona wadą powstałą w mitochondriach (będących źródłem energii dla komórki), co doprowadza do postępującego zaniku mięśni oraz poważnego uszkodzenia mózgu, ponieważ organizm wyczerpuje się z braku dopływu energii.

Życie chłopca podtrzymywane jest jedynie przez aparaturę wymuszającą krążenie krwi i oddychanie. Nie słyszy on, nie widzi, nie może poruszać się, nie jest w stanie nawet przełykać. Nie ma tylko pewności, czy cierpi.

Lekarze szpitala Great Ormond Street już w marcu 2017 r. uznali, że chłopcu nie można pomóc i zaproponowali jego rodzicom wyrażenie zgody na odłączenie aparatury podtrzymującej funkcje życiowe chłopca, bo w ich ocenie jest to najlepsze, co można jeszcze dla niego zrobić. Ponieważ rodzice się na to nie zgodzili, szpital skierował sprawę sądu.

W Wielkiej Brytanii, jeśli rodzice nie zgadzają się z opinią lekarzy, spór może rozstrzygnąć jedynie sąd. Dotyczy to również tych przypadków, kiedy rodzice z powodu poglądów religijnych nie zgadzają się na przetoczenie krwi, operacje lub inne zabiegi, które w ocenie lekarzy mogą uratować zdrowie lub życie dziecka.

11 kwietnia 2017 r. sąd w Londynie przyznał rację lekarzom londyńskiego szpitala dziecięcego, że utrzymywanie funkcji życiowych terminalnie chorego chłopca jest uporczywą terapią, z której należy zrezygnować. Jego rodzice odwołali się wtedy do sądu apelacyjnego, ale ich roszczenia również zostały odrzucone. Sprawa trafiła do Sądu Najwyższego, ale podtrzymał on ten sam wyrok.

Connie Yates i Chris Gard odwołali się nawet do Europejskiego Trybunał Praw Człowieka, jednak i on uznał, że dalsze utrzymywanie przy życiu chłopca przysporzy mu jedynie niepotrzebnego cierpienia, nie dając gwarancji skutecznego leczenia i ani jakichkolwiek korzyści.

Rodzice chłopca w międzyczasie zaapelowali o pomoc finansową na portalach społecznościowych i za pomocą portalu crowdfundingowego zebrali 1,3 mln funtów, żeby chłopiec mógł być eksperymentalnie leczony w jednym ze szpitali w USA.

Na apel papieża Franciszka należący do Watykanu szpital Dzieciątka Jezus zaproponował przetransportowanie chłopca na leczenie do Rzymu. Pomoc w leczeniu w USA zaoferował również prezydent Donald Trump.

Jednak lekarze szpitala Great Ormond Street odmówili twierdząc, że żadna terapia nie może chłopcu pomóc. Connie Yates i Chris Gard poprosili wtedy, żeby ich syn został ponowne zbadany, ponieważ uważali, że jego stan jest lepszy niż wskazują na to opinie lekarzy tego szpitala.

Do Londynu przyjechał wtedy dr Michio Hirano, który ostatecznie potwierdził, że chłopiec ma zniszczony mózg i nie może być poddany eksperymentalnej terapii. Nie otwiera oczu, nie porusza kończynami, nie jest w stanie samodzielnie oddychać i ma zniszczone narządy wewnętrzne - serce, nerki i wątrobę. Amerykański specjalista nie potrafił tylko ustalić, czy maluch jest zdolny do odczuwania bólu.

Connie Yates i Chris Gard oświadczyli, że pogodzili się z tym, że ich synowi nic już nie można pomóc. Twierdzą jedynie, że gdyby wcześniej zainterweniowano, chłopiec nie miałby jeszcze tak dużych zniszczeń mózgu i nadawałby się do eksperymentalnej terapii.

Terapię nukleozydową testowano dotąd głównie na myszach. Zastosowano ją u kilku pacjentów z rzadkimi chorobami, ale nie było wśród żadnego z encefalomiopatią mitochondrialną. Lekarze szpitala Great Ormond Street uznali, że w przypadku Charliego Garda byłby to eksperyment, na który nie mogą się zgodzić.