Luiza Jakubiak/Rynek Zdrowia | 23-03-2009 05:52

Eutanazja a zaniechanie uporczywej terapii - jak wyznaczyć tę granicę?

Premier Donald Tusk wzywając do debaty o eutanazji, otworzył kolejny rozdział dyskusji, która wzbudza większe emocje niż zapłodnienie in vitro. Czy pomyślał o tych, którzy wbrew przysiędze Hipokratesa, która mówi: "nigdy nikomu, ani na żądanie, ani na prośbę niczyją nie podam trucizny", będą musieli zakończyć cierpienia człowieka w przypadku uporczywej terapii?

Zdaniem Wojciecha Matusewicza, dyrektora AOTM, poniekąd propagowanie obiatrii, która mówi o śmierci z pomocą lekarzy, to niszczenie całej idei hospicjum (pomaganie chorym, ale i rodzinie chorego), której urzeczywistnienie powinno być na porządku dziennym. Zachęcamy czytelników do wyrażenia opinii na ten temat.

Trochę historii
Światowa dyskusja o eutanazji pojawiła się, kiedy w lipcu 1990 r. dr Jack Kervorkian pomógł kobiecie będącej we wczesnej fazie choroby Alzheimera popełnić samobójstwo.

W Polsce dyskusja na temat eutanazji rozpoczęła się w 1993 r., kiedy to na polskim rynku ukazała się książka Dereka Humphry´a „Ostateczne wyjście - praktyczne rady dla śmiertelnie chorych, jak samodzielnie lub z cudzą pomocą popełnić samobójstwo”. Jej autor, to pisarz i dziennikarz; założyciel Hemlock Society, stowarzyszenia popierającego prawo do śmierci. Na wstępie swojej książki opisuje, jak pomógł swojej żonie popełnić samobójstwo.

– Autor cynicznie w słowie wstępnym pisze „ponieważ wśród czytelników znajdują się osoby o słabym wzroku, została ona wydrukowana zwiększoną czcionką” – cytuje Wojciech Matusewicz. – Autor propaguje eutanazję czynną, zarówno w przypadkach tzw. chorób nieuleczalnych (cokolwiek to znaczy), w początkowym ich stadium, jak i u chorych w okresie terminalnym.

W książce Humphrey´a szczególnie wyeksponowana jest rola lekarzy i pielęgniarek pomagającym pacjentom w targnięciu się na swoje życie. Znajduje się tam również projekt „Ustawy o śmierci z godnością”.

Cienka, czerwona linia
– W czasie 15-letniej pracy na oddziale hematologii spotkałem się z pacjentami z chorobami nowotworowymi, którzy mając pełną świadomość nieuleczalnej choroby, w okresie depresji mieli myśli samobójcze. Jednak zawsze walczyli o swoje życie, kiedy wchodzili w okres terminalnej choroby – mówi Matusewicz.

Przytacza motto czeskiego prozaika, Milana Kundery: „życie wśród cierpień ma swoją tajemną wartość. Nawet życie na progu śmierci jest wspaniałe”. – Stykając się ze śmiercią i umieraniem powinniśmy jasno uświadomić sobie fakt, że są to integralne fazy naszego bytu doczesnego i że nic, ani nikt nie może nas od tego uwolnić - przekonuje.

W tym wypadku głównym zadaniem lekarza jest często nie tylko ratowanie życia za wszelką cenę, ile walka z cierpieniem. Terapia nie może być bardziej szkodliwa od samej choroby, nie wolno ciężko choremu przysparzać dodatkowych cierpień...

Właśnie leczenie paliatywne, to chronienie chorego przed cierpieniem fizycznym, ale także przed samotnością i depresją.

– W tym wypadku zaniechanie leczenia, które powinno być w szczególnych przypadkach dopuszczalne, niewątpliwie leży w pobliżu granicy, za którą znajduje się eutanazja. Ale w tych przypadkach byłby to często akt miłosierdzia. Warto więc dyskutować nad testamentem życia czy uporczywą terapią, ale w żadnym wypadku nie kojarzyć tego z eutanazją – argumentuje Matusewicz.

Ideologia eutanazji
Nasz rozmówca postuluje utworzenie dla tych szczególnych przypadków Krajowej Rady ds. Bioetyki, która będzie rozstrzygać, czy jeszcze można pomóc w cierpieniu osobom według najnowszych badań, które mogłyby być np. wprowadzone w życie w ciągu 5-20 lat. Zajęłaby się również dopuszczaniem lub zabranianiem tworzenia nowych technologii genetycznych.

To rozwiązanie wydaje się lepsze niż próba ustawowego ujęcia w normy prawne: jak to zapisać, kto ma o tym rozstrzygać i – w przypadku osób z nieodwracalnym uszkodzeniem mózgu i wieloletnią śpiączką – na czyją prośbę.

– Mogę sobie jako lekarz wyobrazić, że uporczywe leczenie, nawet uporczywe karmienie, które też bywa bolesne, może być zaniechane, ale nie można z tego tworzyć „ideologii eutanazji” – dodaje dyrektor Matusewicz, przypominając, że ból, który kojarzy się z największym cierpieniem, można znosić w 70 - 90 proc. przypadków, podobnie jak objawy depresji.