Etyk o sprawie Alfiego Evansa: to decyzja zgodna także z nauczaniem Kościoła katolickiego

Autor: PAP/Rynek Zdrowia • • 26 kwietnia 2018 14:40

W sprawie Alfiego Evansa zderzają się ograniczona wiedza z nieograniczoną nadzieją - powiedział PAP etyk prof. Paweł Łuków. Zastrzegł, że rozmawiając na ten temat nie powinniśmy oceniać, kto ma władzę nad dzieckiem, bo wtedy z pola widzenia znika dobro chłopca.

Fot. archiwum

Przebywający w szpitalu Alder Hey w Liverpoolu od grudnia 2016 r. Alfie Evans cierpi na ciężką, niezdiagnozowaną dotąd chorobę neurologiczną, która - jak ocenili lekarze - doprowadziła do nieodwracalnych i "katastrofalnych" zmian w mózgu, wykluczających nie tylko powrót do zdrowia, ale jakiekolwiek znaczące przedłużenie życia.

W poniedziałek wieczorem dziecko zostało odłączone od aparatury podtrzymującej życie. Opiekujący się chłopcem zespół medyczny, który reprezentuje przed sądem interesy chłopca - ocenił, że zmiany w mózgu chłopca pozbawiły go zmysłów wzroku, słuchu, smaku i czucia, a dalsza terapia "nie jest w jego najlepszym interesie" i może być nie tylko "daremna", ale także "nieludzka". Zgodnie z brytyjskim prawem lekarze występują jako reprezentanci interesów dziecka, które nie zawsze muszą być zbieżne z opinią rodziców. W środę brytyjski sąd apelacyjny odrzucił apelację rodziców chłopca od decyzji sądu niższej instancji o zaprzestaniu podtrzymywania go przy życiu i braku zgody na przewiezienie dziecka do Włoch.

Sprawę Alfiego skomentował w rozmowie z PAP bioetyk prof. Paweł Łuków z Uniwersytetu Warszawskiego. - Mamy tu do czynienia ze zderzeniem ograniczonych możliwości medycyny wiedzy z nieograniczoną ludzką nadzieją. Medycyna ma granice, a nadzieja - nie. Czasem trudno powiedzieć, jak te rzeczy należałoby ze sobą pogodzić - powiedział.

Zaznaczył, że laik - analizując sytuację - dopuszczać może wszelkie możliwości, również te najmniej prawdopodobne. Ale ekspert, np. lekarz - już nie. - Rolą lekarza nie jest to, by liczyć na cud, ale by liczyć na wiedzę i umiejętności medyczne. Bo gdyby lekarz miał liczyć na cud, to równie dobrze mógłby nic nie robić. Lekarze po to się uczą latami, po to zdobywają doświadczenia, aby właśnie na ich podstawie dokonywać rozsądnych ocen stanu pacjenta - skomentował.

A w sprawie Alfiego Evansa - powiedział bioetyk - brytyjscy lekarze orzekli, że nie są w stanie zrobić nic, co poprawi stan tego dziecka. I że jedyne, co mogą zrobić, to zminimalizować jego cierpienia. - To decyzja zgodna z poglądami większości ludzi. Także z nauczaniem Kościoła katolickiego. Kościół ten mówi, że kiedy terapia nie przynosi korzyści, a staje się dla chorego ciężarem, wtedy wolno od niej odstąpić, zapewniając pacjentowi jak największy komfort - przypomniał.

W dyskusjach na temat sytuacji Alfiego Evansa - zwrócił uwagę prof. Łuków - powraca pytanie, kto ma podejmować decyzję, a więc kto ma mieć władzę nad tym, co stanie się z chłopcem - czy rodzice, czy lekarze, czy sąd. Według eksperta jest to jednak nieodpowiednie przedstawienie sprawy. - Nie powinniśmy mówić o tej sytuacji w kontekście tego, kto tu rządzi. Bo jak pytamy o to, kto tu rządzi, z pola uwagi znika dotknięte nieszczęściem dziecko i to, co jest dla niego najlepsze - powiedział bioetyk.

Jak zaznaczył, zarówno lekarze, jak i rodzice mają obowiązek kierować się dobrem dziecka. Ale w ich opiniach pojawiły się rozbieżności co do tego, co będzie najlepsze dla chłopca. - W takiej sytuacji strony idą przed sąd. A sąd również ma rozstrzygnąć, jaki sposób postępowania będzie dla dziecka najlepszy. Sąd występuje tu w roli arbitra. Nie w roli kogoś, kto wie lepiej i nie kogoś, kto rządzi. Sąd nie jest też stroną. On ma ustalić na podstawie dostarczonej wiedzy, na podstawie opinii lekarskich, opinii i oczekiwań rodziców, co będzie leżało w najlepiej pojętym interesie tego dziecka - podsumował bioetyk.

I dodał. W pewnych sytuacjach opinia sądu czy osoby bezstronnej jest lepsza niż brak działania spowodowany tym, że obie strony mają odmienne opinie. 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum