Domniemanie winy lekarza nie sprzyja wykonywaniu zawodu. Jak zapewnić bezpieczeństwo medykom i pacjentom?

Autor: Jacek Janik • Źródło: Rynek Zdrowia30 lipca 2022 08:00

Ogromne kontrowersje w środowisku lekarzy budzą projektowane zmiany w prawie dotyczące odpowiedzialności za błędy medyczne. Medycy domagają się klauzuli no-fault. Rząd szykuje własne zmiany.  - W sprawnym systemie nie chodzi o to, by bezwarunkowo zwolnić z odpowiedzialności karnej lekarzy, ale położyć nacisk na kulturę bezpieczeństwa - ocenia mec. Jolanta Budzowska.

Domniemanie winy lekarza nie sprzyja wykonywaniu zawodu. Jak zapewnić bezpieczeństwo medykom i pacjentom?
Lekarze specjalizacji zabiegowych, w tym chirurdzy obawiają się zmian w prawie. Fot. PAP/Tomasz Wojtasik
  •  W większości europejskich krajów lekarze nie są wyłączeni spod ryzyka odpowiedzialności karnej, ale w przeważającej części przypadków górne zagrożenie karą pozbawienia wolności jest niższe niż w Polsce
  • Na Wyspach – w Irlandii i Szkocji - nie ma kultury szukania winnych przestępstw wśród lekarzy. Kwestię błędu medycznego postrzega się przede wszystkim przez pryzmat odpowiedzialności cywilnej za szkodę na zdrowiu – tego co jest najważniejsze dla poszkodowanych pacjentów
  • W Polsce wokół lekarzy roztacza się klimat „domniemania winy”, który udziela się także pacjentom. Do tego system dochodzenia odszkodowania jest bardzo nieefektywny
  • W naszym kraju często ubezpieczyciele nie są skorzy do wypłacania odszkodowania czy zadośćuczynienia a razie wyroku sądowego, nakazującego wypłatę odszkodowania, zrealizuje go tylko w takiej części, jaka znajduje pokrycie w polisie. Niestety sumy gwarancyjne zarówno placówek medycznych jak i lekarzy są mocno zaniżane co przekłada się na bezpieczeństwo zarówno lekarzy jak i pacjentów

 Rozmawiamy z mec. Jolantą Budzowską, radcą prawnym reprezentująca poszkodowanych pacjentów, wspólnikiem w kancelarii BFP i członkiem zarządu międzynarodowej organizacji prawników PEOPIL.

Rynek Zdrowia: Opublikowała pani wyniki swojej ankiety, dotyczącej odpowiedzi karnej lekarzy za błędy medyczne, przeprowadzonej wśród swoich kolegów zrzeszonych organizacji PEOPIL (Ogólnoeuropejskiej Organizacji Prawników Specjalizujących się w Szkodach na Zdrowiu). Jak można podsumować jej wyniki?

Mec. Jolanta Budzowska: W większości europejskich krajów lekarze nie są wyłączeni spod ryzyka odpowiedzialności karnej. Jednak w przeważającej części przypadków górne zagrożenie karą pozbawienia wolności jest niższe niż w Polsce, a w krajach skandynawskich ta odpowiedzialność jest ograniczona tylko do przypadku winy umyślnej i rażącego niedbalstwa. Tą ostatnią drogą chciałby w Polsce podążać środowisko lekarskie.

Odmienne niż w innych krajach jest podejście do tego zagadnienia w Irlandii i Szkocji.

Rzeczywiście. Tam nie ma kultury szukania winnych przestępstw wśród lekarzy. Kwestię błędu medycznego postrzega się przede wszystkim przez pryzmat odpowiedzialności cywilnej za szkodę na zdrowiu – tego co wydaje się najważniejsze dla poszkodowanych – zrekompensowania wyrządzonej pacjentowi krzywdy i szkody poprzez doraźne zabezpieczenie finansowe, gwarancję zadośćuczynienia i przede wszystkim zobowiązanie do zapłaty stałej renty, która pozwoli takiej osobie na godziwą egzystencję, zapewni środki na jej leczenie i rehabilitację, a w uzasadnionych przypadkach wyrówna utracone przez poszkodowanego zarobki. To podejście jest mi bliskie. Podkreślam, że poszkodowanym pacjentom – pokrzywdzonym w rozumieniu prawa karnego - nie chodzi o zemstę czy odwet na lekarzu. Przede wszystkim szukają sprawiedliwości w sensie zadośćuczynienia, nie tylko finansowego, za poniesioną krzywdę. Niestety, w naszym systemie prawnym i w naszej kulturze łatwiej jest dochodzić tego wykorzystując postępowanie karne.

Atmosfera domniemania winy

Dlaczego tak się dzieje? Przecież to nie tylko kwestia przepisów prawa

Po pierwsze wynika to z pewnej atmosfery, którą w kontrze do zasady „domniemania niewinności”, w przypadku lekarzy można określić klimatem „domniemania winy”, co udziela się także pacjentom. Po drugie – nasz system dochodzenia odszkodowania jest bardzo nieefektywny, także dlatego, że „młyny sprawiedliwości” mielą bardzo wolno i coraz wolniej. To konsekwencja nie tylko niewydolności systemu sądownictwa, ale także tego, że nie docenia się roli ubezpieczeń. Lekarze myślą o tym, że są zagrożeni odpowiedzialnością karną, ale nie myślą już o tym, że bardziej realne jest zagrożenie odpowiedzialnością cywilną. Coraz częściej leczymy się komercyjnie, lekarze chcą zarabiać, często w kilku podmiotach leczniczych na kontraktach, a to rodzi ich osobistą odpowiedzialność. Bo gwarant, czyli ubezpieczyciel, w razie wyroku nakazującego zapłacić odszkodowanie, zrealizuje go tylko w takiej części, jaka znajduje pokrycie w polisie. A sumy gwarancyjne są najczęściej mocno zaniżone. To przekłada się na bezpieczeństwo zarówno samych lekarzy jak i pacjentów.

Mec. Jolanta Budzowska, radca prawny reprezentująca poszkodowanych pacjentów, wspólnik w kancelarii BFP, członek zarządu międzynarodowej organizacji prawników PEOPIL
Mec. Jolanta Budzowska, radca prawny reprezentująca poszkodowanych pacjentów, wspólnik w kancelarii BFP, członek zarządu międzynarodowej organizacji prawników PEOPIL

RZ: - Odpowiedzialność cywilna lekarza to trochę druga strona medalu. O tym nie mówi się często. Zwłaszcza o wysokości ubezpieczenia, które gwarantowałoby bezpieczeństwo lekarza i jednocześnie pacjenta, bo przecież lekarze mają obowiązkowe OC.

Na swoim blogu podałam przykład sprawy, w której po 10 latach zapadł prawomocny wyrok (2021 r) w której sąd zasądził 970 tys. odszkodowania dla poszkodowanego pacjenta i po 9 tys. miesięcznej renty od 2014 roku. Po 50 tys. zł. otrzymali też członkowie najbliższej rodziny – za utratę więzi rodzinnej z poszkodowanym: mężem i ojcem. 300 tys. euro z wszystkich polis – lekarza i placówki medycznej – wyczerpało się już w momencie wydania wyroku.

Jeśli pacjent, który w czasie operacji miał 50 lat, będzie żył jeszcze 20 lat, szpital i lekarz na rentę dla niego będą musieli wydać z własnych majątków jeszcze co najmniej 2.160.000 zł. I to nie jest wyjątkowa sytuacja, kiedy polisa nie wystarcza na wykonanie wyroku, nie mówiąc o wypłacie renty. Zdarza się to coraz częściej. A pacjent żyje w strachu, że pewnego dnia na konto renta nie wpłynie i nie będzie miał z czego żyć.

Jak zagwarantować bezpieczeństwo lekarzy i pacjentów?

Nasz system nie powinien z jednej strony wykluczać odpowiedzialności karnej lekarzy w przypadku rażącego błędu, niedbalstwa czy zaniedbania – przestępstwo jest po prostu przestępstwem i nie można z tym dyskutować. Z drugiej strony jest kwestia jak zagwarantować to bezpieczeństwo zarówno lekarzom jak i pacjentom.

W sprawnym systemie nie chodzi o to, by bezwarunkowo zwolnić z odpowiedzialności karnej lekarzy, ale położyć nacisk na kulturę bezpieczeństwa. Lekarz, który raportuje błąd powinien mieć możliwość złagodzenia swojej odpowiedzialności w rozumieniu prawa karnego tak, aby to jednocześnie dawało satysfakcję pacjentowi. Dzisiaj takim funkcjonującym w polskim kodeksie karnym rozwiązaniem jest warunkowe umorzenie postępowania. Jeżeli ktoś przyzna się do błędu, jego okoliczności nie budzą wątpliwości, nie był wcześniej karany za czyn umyślny i poszkodowany otrzyma odpowiednie zadośćuczynienie – w takich sytuacjach sąd orzeka o warunkowym umorzeniu postępowania. Taka osoba nie jest uznana za karaną. Nie ma wpisu do rejestru karnego, ale jest natomiast okres próby.

Zawarłam - reprezentując poszkodowanych - kilka takich ugód ze sprawcami błędów lekarskich i to zafunkcjonowało. To oczywiście nie jest jedyne i najlepsze rozwiązanie, ale podaję je jako przykład, że już dziś można dojść do porozumienia – jeśli lekarz przyzna się do błędu i jednocześnie ma zaplecze finansowe w postaci odpowiedniego ubezpieczenia. Do tego należałoby oczywiście dołożyć analizę jak doszło do tego zdarzenia, jak można było go uniknąć, jak wdrożyć systemowo, a nie jednostkowo, działania naprawcze

W Polsce niechętnie podchodzi się do wypłat zadośćuczynienie czy odszkodowań w przypadku błędów medycznych. Przykładem chociażby skuteczność Wojewódzkich Komisji ds. Orzekania o Zdarzeniach Medycznych, z których, większość spraw i tak trafia do sądu.

To jest właśnie kwestia kultury, o której mówiłam wcześniej. W Wielkiej Brytanii zdecydowana większość takich spraw kończy się ugodą jeszcze zanim trafią do sądu, albo na bardzo wczesnym etapie postępowania sądowego. A to, jak funkcjonują u nas Komisje, to przede wszystkim pokłosie złych przepisów. Uchylono obowiązek specjalnego ubezpieczenia od zdarzeń medycznych, i bardzo dobrze, bo to nie miało sensu, ale jednocześnie ustawodawca pozostawił szpitala samotne na placu boju, zamiast włączyć wprost zdarzenia medyczne w standardowe ubezpieczenie OC.


Lekarze bronią się przed wysokimi ubezpieczeniami, podobnie jak placówki medyczne, bo to jest znaczący koszt. Ubezpieczyciele bronią się przed wypłatami, często „rolując” wypłatę odszkodowania dzięki przewlekłości postepowań sądowych. Słowem mamy swego rodzaju pat, gdzie największym poszkodowanym jest pacjent. Słowem cały ten mechanizm nie działa.

Dlatego powinniśmy wprowadzić ustawowo automatyzm określający role uczestników systemu. Jeśli następuje warunkowe umorzenie postępowania – albo inne podobne rozwiązanie wpisujące się w postulowany przez lekarzy system „no-fault”, to powinno ono przesądzać odpowiedzialność ubezpieczyciela lekarza i podmiotu leczniczego, w ramach którego działał, co do zasady. Pacjent nie powinien już wtedy musieć udowadniać, że nie jest przysłowiowym wielbłądem i że doszło do błędu. Natomiast kwestia wysokości odszkodowania, renty czy zadośćuczynienia powinna albo być ustalona w drodze ugody, albo pozostać w gestii sądu. Jeśli lekarz ma zyskać, nie odpowiadając karnie, to niech się to z automatu wiąże z odpowiedzialnością cywilną lekarza i jego ubezpieczyciela za szkodę pacjenta, którą w ostateczności wyceni niezależny, niezawisły i obiektywny sąd. W mniejszych szkodach być może sprawdzi się proponowany przez Rzecznika Praw Pacjenta Fundusz Kompensacyjny z tym, że według mnie i tu powinien być włączony ubezpieczyciel.

Ubezpieczenia drogie?

Pozostaje kwestia wysokości ubezpieczenia i jego kosztów…

Każdy może decydować sam o wysokości ubezpieczenia. Podejmuje ryzyko czy będzie spał spokojnie czy w obawie, że może stracić wszystko. Kiedyś napisał do mnie pewien lekarz z pytaniem: Na jaką kwotę powinien się ubezpieczyć anestezjolog? Wkrótce kończy mi się polisa, miałem milion, myślę o dwóch milionach. Odpowiedziałam: Proszę ubezpieczenie na jedno zdarzenie dopasować do najgorszego sennego koszmaru dla pacjenta i dla pana, czyli do stanu wegetatywnego poszkodowanego pacjenta, który wymaga 24-godzinnej opieki sprawowanej częściowo przez dwie osoby i kosztownej rehabilitacji. I to wszystko prywatnie.

Szpitale dzisiaj mówią, że ubezpieczenia są drogie. Ale ja widzę, ile te szpitale płacą po pięciu latach w wyniku jednego, drugiego czy trzeciego procesu. Dzisiaj wysłałam do jednej z takich placówek maila – polisy wystarczyło na 250 tys. a szpital ma do zapłacenia kolejnych 300 tys. plus odsetki. Z pewnym powiatem, który odziedziczył długi tamtejszego szpitala, zawieram ugodę, bo właśnie się zorientowali, że przegrali proces i proszą, aby rozłożyć na raty należność w wysokości kilku mln złotych. Można powiedzieć, że „co tanie, to drogie ”.

Oczywiście polisy są drogie i będą coraz droższe. Jednak tam, gdzie mamy lekarza i pacjenta powinniśmy zadbać o wprowadzenie kultury bezpieczeństwa - w tym finansowego - uczestników systemu, co jest równie ważne jak praca nad tym, aby lekarze nie pracowali pod presją odpowiedzialności karnej. Zgadzam się ze środowiskiem lekarskim, że atmosfera „domniemania winy” lekarza nie sprzyja wykonywaniu tego zawodu.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum