Dochodzenie roszczeń poza sądem: system niewydolny, ale potrzebny

Autor: Daniel Kuropaś/Rynek Zdrowia • • 05 lipca 2018 05:50

Czy istnieje potrzeba stworzenia nowego pozasądowego modelu dochodzenia roszczeń przez pacjentów? Pojawiają się takie głosy, ale eksperci oceniają, że obecny system, choć niedoskonały, może być w prosty sposób poprawiony.

Powinno się zdecydowanie wzmocnić wykonalność orzeczeń komisji ds. zdarzeń medycznych.Fot. Steven Lilley/Flickr (CC BY-SA 2.0) (zdjęcie ilustracyjne)

Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec 13 czerwca na ministerialnej debacie stwierdził, że obecny model oparty na wojewódzkich komisjach ds. orzekania o zdarzeniach medycznych jest niewydolny, po prostu się nie sprawdza. Skargi do RPP związane z wystąpieniem niepożądanych zdarzeń medycznych znajdują się na drugim miejscu pod względem liczby zgłoszeń.

- W mojej ocenie trzeba zastanowić się nad nowym modelem, opartym na systemie no fault, bez orzekania winy. Powinien on być po pierwsze wiarygodny, a po drugie powinien zapewniać adekwatne środki finansowe, aby zadośćuczynić pacjentowi doznane szkody - powiedział RPP.

Tania ocena zdarzenia
Jak przypomina radca prawny Jolanta Budzowska z kancelarii Budzowski Fiutowski i Partnerzy, trzy najczęstsze kanały, z których korzysta poszkodowany pacjent, żeby uzyskać rekompensatę, to: droga sądowa, następnie wojewódzkie komisje ds. orzekania o zdarzeniach medycznych, czyli droga pozasądowa, oraz postępowanie likwidacyjne, czyli zgłoszenie do ubezpieczyciela szpitala.

Po siedmiu latach funkcjonowania wojewódzkich komisji można już ocenić, czy ten system się sprawdził? - pytamy mec. Budzowską.

- Jego zaletą jest to, że w ogóle istnieje jakaś droga pozasądowa, i pacjent, nie ryzykując tak wysokich kosztów postępowania jak w sądach, może zweryfikować swoje przekonanie co do tego, czy doszło do zdarzenia niepożądanego - ocenia.

Czasami te postępowania doprowadzają też do satysfakcjonującego rozstrzygnięcia i pacjent przyjmuje zaoferowaną przez szpital rekompensatę. Bywa i tak, że komisja orzeka o braku zdarzenia, a pacjent po przeprowadzonym przez komisję postępowaniu dowodowym przynajmniej wie, dlaczego obiektywnie nie można stwierdzić, że jego leczenie nie było zgodne z aktualną wiedza medyczną.

Nieefektywne i nieskuteczne komisje?
Natomiast diabeł tkwi w szczegółach i lata funkcjonowania komisji również pokazały, że są pewne niedociągnięcia w tym rozwiązaniu.

- Po pierwsze, mamy wadliwą definicję zdarzenia medycznego w tym sensie, że nadal istnieje konieczność szukania winy i winnych - wskazuje Jolanta Budzowska. Po drugie, postępowania przed komisjami wojewódzkimi trwają stanowczo za długo.

- Jest to spowodowane mniej więcej tym samym, co w sądach, czyli brakiem biegłych, a także brakiem środków na działalność tych komisji - wyjaśnia mecenas.

Wskazuje również na inne luki w przepisach. Np. jeżeli świadek nie stawi się na wezwanie komisji, to nie ma ona możliwości go do tego zmusić, np. nakładając grzywnę. W rezultacie kluczowy świadek, np. lekarz, może ignorować wezwania i się nie stawiać.

- I wreszcie najważniejsza wada: nie ma żadnych sankcji za niewykonanie przez szpital orzeczenia komisji wojewódzkiej - wskazuje radca prawny.

Jak przypomina, komisja nie orzeka bowiem o wysokości odszkodowania i zadośćuczynienia, ale o tym, czy nastąpiło zdarzenie medyczne czy nie. Jeżeli stwierdza zdarzenie medyczne, to rzeczą szpitala jest zaoferowanie odpowiedniego odszkodowania i zadośćuczynienia.

- Ale często jest tak, że szpitale świadomie ignorują przepisy, np. ofiarując symboliczną złotówkę w przypadku śmierci pacjenta na skutek zdarzenia medycznego tylko po to, żeby sprawa trafiła do sądu i żeby wypłata nastąpiła z polisy OC. Komisja nie ma żadnych narzędzi do zdyscyplinowania szpitala, poszkodowanemu pozostaje droga sądowa i rozpoczęcie procesu dochodzenia roszczeń - tym razem już za błąd medyczny - od początku - wyjaśnia Jolanta Budzowska.

Do składania wniosków do wojewódzkich komisji ds. orzekania o zdarzeniach medycznych pacjentów zniechęca, szczególnie w cięższych przypadkach, fakt, że wartość roszczenia jest ograniczona kwotowo.

- Pacjent w przypadku zakażenia, uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia może żądać maksymalnie 100 tys. zł. W przypadku śmierci maksymalne roszczenie spadkobierców wynosi 300 tys. zł. W porównaniu do tendencji obserwowalnej w orzecznictwie sądów są to kwoty niższe, aniżeli częstokroć zasądzane odszkodowania - wskazuje Agata Kruczyk-Gonciarz z kancelarii Domański Zakrzewski Palinka sp. k.

Od nowa czy reforma?
Wszystko to razem wskazuje, że rację ma Rzecznik Praw Pacjenta, mówiąc, że dysponujemy niedoskonałymi rozwiązaniami w tym zakresie. Czy jednak wymagają one radykalnego działania i stworzenia nowego systemu?

- Obecne rozwiązania stanowią mimo wszystko dobrą podstawę. Przy już istniejącej infrastrukturze, czyli działających komisjach, które mają pewne know-how, jesteśmy w stanie niewielkimi zmianami przepisów korzystnie zmienić pozasądowy system dochodzenia roszczeń - ocenia Jolanta Budzowska.

Grzegorz Wrona, Naczelny Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej, również nie zmierzałby do likwidacji tego, co stworzono.

- Natomiast na pewno warto się zastanawiać nad tym w jaki sposób ulepszyć ten pozasądowy system dochodzenia roszczeń, oraz żeby posiadane środki tak skoncentrować, aby rzeczywiście trafiały do ludzi, którzy są pokrzywdzonymi - podkreśla.

W jego ocenie rozbudzone zostały duże oczekiwania dotyczące wielkich pieniędzy. Podkreśla, że w znacznie bogatszej Szwecji zadośćuczynienia z tytułu zdarzenia medycznego są niższe. 

- Ludzie wiedzą, że szarpanie się po sądach cywilnych również będzie rodziło wydatki i wcale nie jest pewne, że się wygra - dodaje Grzegorz Wrona.

Odchodzenie od penalizacji?
Oczywiście bezpieczeństwo pacjenta powinno być jednym z priorytetów systemu ochrony zdrowia, ale jak 13 czerwca br. powiedział minister Łukasz Szumowski, niekoniecznie oznacza to, że będziemy ścigać każdego kto popełni błąd. W tzw. podejściu no fault, coraz częściej stosowanym w Europie szukamy przede wszystkim złego funkcjonowania systemu.

- Zasadniczą przeszkodą wdrożenia podejścia no fault w Polsce jest to, że konieczne byłoby stworzenie systemu ubezpieczeniowego, którego przedmiotem ochrony nie byłyby zdarzenia, w których konieczne jest przypisanie odpowiedzialności cywilnej (która wymaga wykazanie winy), lecz samo zaistnienie danego zdarzenia (np. rozstroju zdrowia pacjenta), bez konieczności ustalania podmiotu odpowiedzialnego za jego zajście - wskazuje Agata Kruczyk-Gonciarz.

Tymczasem w Polsce mamy problem z prowadzeniem systemu rejestracji zdarzeń niepożądanych, ponieważ nie ma gwarancji wyłączenia odpowiedzialności i kary przy raportowaniu.

- Personel, który będzie się spodziewał udzielenia upomnienia czy nagany, czy nawet pogrożenia ręką przez dyrektora, po prostu nie zgłosi zdarzenia niepożądanego. I to jest problem wszystkich podmiotów leczniczych - zaznacza Grzegorz Wrona.

Jolanta Budzowska przypomina, że badania Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia jasno pokazują, że system raportowania po zanonimizowaniu zgłaszających miałby rzeczywiście szansę na to, żeby zmniejszyć liczbę zdarzeń niepożądanych i w rezultacie poprawić bezpieczeństwo pacjentów. Więc byłoby właściwe oderwanie się od takiego przekonania, że każdy błąd medyczny to przestępstwo.

Od ręki do zmiany
Co powinniśmy zatem zrobić z funkcjonującym obecnie pozasądowym modelem dochodzenia roszczeń?

- Ten system powinien dalej działać, ale musi być poprawiony. Z jednej strony powinno się oderwać definicję zdarzenia medycznego od winy, a z drugiej strony powinno się zdecydowanie wzmocnić wykonalność orzeczeń komisji, czyli pacjent powinien dostać odpowiednie odszkodowanie, w tych granicach jakie dzisiaj przewiduje ustawa. I to jest do zrobienia właściwie na już - wskazuje mec. Budzowska.

- Poprawiając funkcjonowanie komisji, skanalizowalibyśmy tzw. roszczenia małe i średnie. Natomiast w tych najpoważniejszych sprawach, bardzo ciężkich uszczerbków na zdrowiu, jednak właściwy powinien pozostać sąd - wskazuje.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum