Certyfikaty akredytacyjne: czy szpitalom po błędzie medycznym powinno się je odbierać?

Autor: Ryszard Rotaub/Rynek Zdrowia • • 20 lipca 2015 06:10

38-letniemu Marcinowi K., pacjentowi SP ZOZ MSW w Lublinie, zamiast usunąć migdałki, zoperowano przegrodę nosową. Szpital ma wszystkie możliwe akredytacje i certyfikaty, w tym takie, które wymagają stosowania okołooperacyjnej karty kontrolnej (OKK). Teoretycznie pomyłka nie powinna się zdarzyć.

Certyfikaty akredytacyjne: czy szpitalom po błędzie medycznym powinno się je odbierać?
Teoretycznie pomyłka nie powinna się zdarzyć. Fot. PTWP

A jednak popełniono błąd. Jak relacjonuje Gazeta Wyborcza, z opinii biegłych sporządzonych na zlecenie Prokuratury Rejonowej w Lublinie wynika, że doktor Przemysław E. spowodował u pacjenta obrażenia wymagające leczenia powyżej siedmiu dni. Lekarza oskarżono o "nieumyślne naruszenie czynności narządu oddychania".

”Dyrektor szpitala ZOZ MSW w Lublinie rozwiązał umowę z lekarzem z uwagi na prowadzone postępowanie prokuratorskie i lekarz ten nie pracuje już w placówce” - informuje nas wydział prasowy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.

Ponadto - jak wyjaśnia MSW - "dyrektor szpitala wystąpił do Prokuratury Rejonowej w Lublinie o udzielenie informacji, czy doniesienia o postawieniu zarzutów poświadczenia nieprawdy przez zastępcę ordynatora oddziału oraz pielęgniarkę oddziałową, są prawdziwe. W przypadku potwierdzenia postawienia zarzutów, zostaną podjęte odpowiednie decyzje".

W dokumentacji zapisano
Przemysław E. w prokuraturze zaczął się bronić i ujawnił przykłady złej organizacji w resortowej lecznicy. Jego zdaniem, przed zabiegiem pacjenta powinien przebadać anestezjolog, a on, jako operujący, wykonał jedynie to, co zapisano w dokumentacji. Stwierdził też, że nie było odpowiednich procedur postępowania z chorymi na poszczególnych oddziałach. Jednym słowem, stał się ofiarą pośpiechu i "szpitalnej taśmy produkcyjnej".

Prokurator ripostował, że jeśli nawet został wprowadzony w błąd (poprzez błędny zapis w karcie - red.), to i tak ciążył na nim obowiązek zweryfikowania, czy rzeczywiście przeprowadza zaplanowany zabieg. Był ostatnią osobą, która mogła naprawić błąd popełniony na wcześniejszym etapie - tłumaczył Paweł Banach, szef Prokuratury Rejonowej w Lublinie.

Zostawmy jednak prokuratorowi, co prokuratorskie. Ważniejsze wydaje się, że po raz kolejny nie zadziałały procedury zapisane w okołooperacyjnej karcie kontrolnej (OKK).

Czytaj: Okołooperacyjna karta kontrolna. Kiedy się sprawdza?

Akredytacja - to nie zawsze działa
Szpital MSW w Lublinie powinien mieć wdrożone procedury OKK, podobnie jak prawie 200 jednostek, które posiadają Certyfikat Akredytacyjny Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia. Prowadzenie OKK jest jednym ze wymogów akredytacyjnych określonych w obwieszczeniu ministra zdrowia z 18 stycznia 2010 r. w sprawie standardów akredytacyjnych w zakresie udzielania świadczeń zdrowotnych oraz funkcjonowania szpitali (Dz. Urz. MZ Nr 2, poz. 24).

Tymczasem szpital chwali się na stronie internetowej, że ”prowadzi działania zmierzające do ciągłego ulepszania jakości oferowanych świadczeń zdrowotnych. W roku 1999 otrzymał Certyfikat Akredytacyjny Centrum Monitorowania Jakości w Ochronie Zdrowia. W roku 2009 ZOZ otrzymał certyfikat ISO. W roku 2011 SP ZOZ uzyskał akredytację ministra zdrowia, która jest potwierdzeniem spełnienia wysokich standardów w lecznictwie”.

- Obecne procedury nie dają możliwości cofnięcia akredytacji - wyjaśnia Jerzy Hennig, dyrektor Centrum Monitorowania Jakości (CMJ) i dodaje, że w przypadkach drastycznego niespełniania standardów pracownicy CMJ wspólnie z Radą Akredytacyjną mogą przeprowadzić wizytę kontrolną.

Komentując ostatnie przypadki wystąpienia zdarzeń niepożądanych w akredytowanych placówkach, Jerzy Hennig podkreśla, że zmiany w przepisach powinny iść w tym kierunku, żeby - w przypadkach drastycznego nieprzestrzegania procedur wymaganych standardami - można było odebrać akredytację. - Decyzja w tej sprawie należy do MZ, ale my będziemy rekomendować i takie rozwiązanie - zapowiada w trosce o zachowanie wiarygodności certyfikatów.

Przypomina też, że CMJ jako jednostka współpracująca z WHO należało do pionierów w propagowaniu OKK w Polsce (z danych WHO wynika, że tam gdzie przyjęto kartę, ryzyko błędów zmniejszyło się o ponad 33 proc, a ryzyko śmierci pacjenta o 50 proc.).

Co by było, gdyby…
Gdyby w Szpitalu MSW w Lublinie rzeczywiście kierowano się zapisami OKK, dr Przemysław E. przed znieczuleniem pacjenta powinien go zapytać o imię i nazwisko. Potem powinno paść kolejne pytanie: - Panie Marcinie K., czy zgadza się pan na operację przegrody nosowej? (bo tak wynikało z dokumentacji). Wtedy - jak należy przypuszczać - pacjent by zareagował: - Ależ doktorze, miałem mieć przecież zoperowane migdałki! Tu nastąpiłby zwrot akcji, nie doszłoby do fatalnej pomyłki.

Dalej procedura nakazuje, żeby przed wykonaniem pierwszego nacięcia chirurg oznajmił głośno i wyraźnie asyście oraz anestezjologowi, co będzie operował. Jeśli nie usłyszy uwag ze strony zespołu (który też powinien zapoznać się dokumentacją pacjenta) może mieć pewność, że podjął właściwą decyzję. Na koniec musi się upewnić, że niezmywalnym flamastrem zaznaczono miejsce nacięcia zgodnie z dokumentacją.

Wygląda to na dmuchanie na zimne. Ale nawet najbardziej doświadczani chirurdzy opowiadają się za rygorystycznym trzymaniem się OKK. Nie boją, że im korona spadnie, gdy jak mantrę powtórzą głośno przed operacją pewne zdania i wykonają określone czynności.

Od 1 września OKK obligatoryjna
Szef resortu zdrowia prof. Marian Zembala, który zapowiada obligatoryjne wprowadzenie karty jako standardu w medycynie zabiegowej (1 września tego roku wejdzie w życie ministerialne rozporządzenie w tej sprawie) jest jej gorącym zwolennikiem. Jeszcze jako konsultant krajowy w kardiochirurgii zlecił wdrożenie OKK we wszystkich oddziałach kardiochirurgii w Polsce.

- Wypełnienie okołooperacyjnej karty kontrolnej jest niezbędne. Jednak nie jest ono jedynym dowodem właściwego zakwalifikowania chorego do konkretnej operacji - zwraca uwagę prof. Andrzej Borówka, kierownik Kliniki Urologii Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego mającej siedzibę w Europejskim Centrum Zdrowia - Otwock. Wprowadził on do polskiej urologii szereg nowatorskich metod operacyjnych i oryginalnych modyfikacji kilku powszechnie stosowanych sposobów leczenia operacyjnego.

Z jego wieloletnich doświadczeń wynika, że zasadnicze znaczenie ma analiza badań obrazowych. - Konieczne jest osobiste obejrzenie zdjęć przez operującego, a nie wyłącznie ich opisów sporządzonych przez radiologów.

Profesor wysoko stawia poprzeczkę, gdy w grę wchodzi bezpieczeństwo pacjenta. Twierdzi, że kluczem do uniknięcia błędu jest wielokrotne sprawdzanie i potwierdzanie zespołowe decyzji. Przypomina jednak, że definitywnie odpowiedzialność spoczywa zawsze na lekarzu przeprowadzającym operację, zaś w przypadku operowania chorego przez rezydenta - na specjaliście, który się nim opiekuje.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum