Nowoczesna: tabletka "dzień po" - antykoncepcyjna, a nie wczesnoporonna

Autor: PAP/Rynek Zdrowia • • 20 kwietnia 2017 15:10

Tabletka "dzień po", to tabletka antykoncepcyjna, a nie tabletka wczesnoporonna; politycy PiS i minister zdrowia powinni się dokształcić - przekonywali w czwartek (20 kwietnia) posłowie Nowoczesnej. Ich zdaniem, sprzedawanie tabletek "dzień po" na receptę, to ograniczanie praw kobiet.

Nowoczesna: tabletka "dzień po" - antykoncepcyjna, a nie wczesnoporonna
Nowoczesna: tabletka "dzień po" - antykoncepcyjna, a nie wczesnoporonna. Fot. Fotolia

Posłanka Nowoczesnej Monika Rosa powiedziała w czwartek na konferencji prasowej w Sejmie, że pigułka "dzień po", to pigułka antykoncepcyjna, a nie wczesnoporonna. - Tabletka awaryjna jest tabletką antykoncepcyjną, nie jest tabletką wczesnoporonną, mamy prawo do tego, żeby o sobie decydować - podkreśliła.

- Rozmowa o tym, żeby tabletka "dzień po" była na receptę, to kolejne, powolne, może dyskretne, ale ograniczanie praw kobiet, praw człowieka. My kobiety mamy prawo do tego, żeby rodzić w ludzkich warunkach, żeby planować swoje rodzicielstwo i swoją płodność, mamy prawo do tego, żeby zajmować się dziećmi, posiadać je, ale też decydować o tym, kiedy nie chcemy tych dzieci mieć - powiedziała Rosa.

Jak oceniła, polskie kobiety nie potrzebują porad polityków PiS i ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła, w jaki sposób mają planować swoje życie i życie swoich rodzin.

Poseł Radosław Lubczyk (Nowoczesna) przekonywał, że politycy PiS i minister zdrowia powinni wrócić na studia i przypomnieć sobie zajęcia z fizjologii, na którym studenci uczyli się, jak działają różne preparaty na ludzkie organizmy. - Tabletka nazywana przez PiS wczesnoporonną, nie jest tabletką wczesnoporonną, a tabletką antykoncepcyjną - podkreślił.

- Apeluję do posłów PiS i ministra zdrowia, żeby wrócili do czasów studenckich i przedstawili nam merytoryczne argumenty, jaki wpływ tabletka dzień po ma na organizm ludzki - zaznaczył poseł Lubczyk.

Joanna Scheuring-Wielgus (Nowoczesna) oceniła, że decyzja o skreśleniu z porządku obrad bieżącego posiedzenia Sejmu projektu nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej, który przewiduje m.in., że antykoncepcyjne pigułki "dzień po" będą sprzedawane jedynie na receptę, to wynik presji kobiet na polityków PiS.

Sejm nie zajmie się w czwartek projektem nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej, który wprowadza przepisy ułatwiające dostęp do niestandardowej terapii w sytuacjach zagrożenia zdrowia i życia, a także przewiduje, że pigułki "dzień po" będą sprzedawane na receptę. Jak poinformował prowadzący obrady wicemarszałek Joachim Brudziński, marszałek Sejmu po zasięgnięciu opinii Konwentu Seniorów podjął decyzję o skreśleniu z porządku obrad bieżącego posiedzenia sprawozdania komisji o tym projekcie.

Projekt nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej przewiduje m.in., że antykoncepcyjne pigułki "dzień po" będą sprzedawane jedynie na receptę. Projekt został przyjęty przez rząd w połowie lutego.

Od początku prac nad projektem najwięcej kontrowersji wzbudzał zapis przewidujący, że hormonalne środki antykoncepcyjne do stosowania wewnętrznego będą wydawane wyłącznie na podstawie recepty wystawionej przez lekarza. Oznacza to, że na receptę będą także pigułki ellaOne (tzw. pigułki "dzień po"), które od 2015 r. osoby powyżej 15. roku życia mogły kupić bez konieczności wizyty u lekarza.

Ministerstwo Zdrowia takie rozwiązanie uzasadnia względami medycznymi. Zdaniem ministra Konstantego Radziwiłła pigułki "dzień po" mają "działanie wczesnoporonne". Minister powiedział, że jako lekarz nie przepisałby ich nawet kobiecie, która została zgwałcona - skorzystałby w tej sytuacji z klauzuli sumienia.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum