Żona 51-latka zmarłego na COVID-19: przez wiele dni odmawiano nam pomocy

Autor: Dziennik Zachodni/Rynek Zdrowia • • 10 kwietnia 2020 13:09

Był zdrowym, wysportowanym, w sile wieku mężczyzną, nie miał żadnych chorób przewlekłych i nigdy nie miał poważnych schorzeń. Zmarł z powodu koronawirusa. W tym czasie rodzina kilkakrotnie prosiła o wykonanie testów w tym kierunku. Nikt, ani sanepid, ani lekarz POZ ani lekarze ze szpitala zakaźnego nie uznali za zasadne poddania pacjenta takim badaniom. Kiedy uzyskano wreszcie wyniki na ratunek było za późno - pisze Dziennik Zachodni, który publikuje list wdowy po 51-letnim Adamie zmarłym na COVID-19 w szpitalu zakaźnym w Tychach.

Fot. Shutterstock

Jak podaje redakcja Dziennika Zachodniego, zanim zdecydowała się na publikację listu poddała jego treść analizie, czy taki przebieg choroby jest w ogóle możliwy. Sprawdzono również, czy Śląski Urząd Wojewódzki podał informację o śmierci 51-latka w szpitalu w Tychach. To i to okazało się prawdą.

Pani Izabela, wdowa, opisuje cały przebieg choroby męża. Pierwsze objawy pojawiły się u mężczyzny na początku marca. Pomimo telefonów do sanepidu i lekarza POZ, uznano, że pan Adam nie może chorować na koronawirusa. Zadano wówczas pacjentowi trzy standardowe pytania: czy wrócił z zagranicy, z miejsca zagrożonego koronawirusem? (4 marca w Polsce stwierdzono pierwszy przypadek, wirus rozprzestrzenia się już od 2 tygodni wewnątrz kraju), czy miał kontakt z osobą wracającą z zagranicy?, czy miał kontakt z osobą chorą na COVID-19? (obecny stan wiedzy medycznej wskazuje na to, że wiele osób przechodzi COVID-19 bezobjawowo i stanowi źródło transmisji wirusa). Na wszystkie z powyższych pytań odpowiedź brzmiała: NIE.

Wówczas zdecydowano się leczyć chorego antybiotykami. Kiedy po tygodniu choroba nie ustąpiła, pacjent ponownie skontaktował się z lekarzem rodzinnym (powtórnie przeprowadzona ankieta: 3x NIE), który uznał, że na pewno nie jest to koronawirus i zlecił inny antybiotyk. Tego dnia wystąpiła u chorego duszność i gorączka. 

W sobotę 28 marca, po wykonaniu szeregu telefonów do szpitali, rodzinie udało się wybłagać wykonanie testu na COVID-19. Wynik miał być 2 kwietnia, dwa dni wcześniej mężczyzna umiera. Jak się okazuje z powodu koronawirusa.

W ocenie rodziny zmarłego stan przygotowania państwa do pandemii jest fatalny. "Dostępność testów jest praktycznie zerowa - pomimo wystąpienia wszystkich objawów, nasze starania, aby przeprowadzić testy na COVID-19 zajęły kilka dni. Laboratoria wykonujące testy są przeciążone, a czas oczekiwania na wynik jest zdecydowanie dłuższy, niż podają oficjalne przekazy medialne".

Więcej: dziennikzachodni.pl

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum