Wyborcze obietnice sypią się jak z rękawa - tak oceniają je eksperci

Autor: KL, LJ/Rynek Zdrowia • • 14 września 2015 19:01

Likwidacja składek na ubezpieczenie zdrowotne nie musi nic zmieniać w funkcjonowaniu systemu ochrony zdrowia. Należy jednak doprecyzować kwestie związane z prawem do świadczeń zdrowotnych. Automatyzacja ubezpieczenia na wszystkich obywateli oznacza porażkę proponowanego rozwiązania - wskazują specjaliści.

Propozycja PO oznacza konsolidację danin publicznych, które obecnie nie są gromadzone w trybie podatkowym Fot. Archiwum RZ

Likwidację składek zapowiedziała na konwencie wyborczym PO premier Ewa Kopacz. Po zmianach, świadczenia te mają być finansowane z budżetu państwa.

Jak wyjaśniał na konferencji prasowej minister finansów Mateusz Szczurek, składki na ZUS, NFZ i podatki zastąpi podatek od dochodów osobistych, w którym zawarte będą składki na ubezpieczenia zdrowotne, emerytalne, wypadkowe. Zmiana ma zmniejszyć obciążenia podatkowe dla mniej zarabiających i ograniczyć obciążenia administracyjne, miałyby jednak wejść w życie nie wcześniej niż w 2017 r.

Z jaką oceną spotkały się propozycje Platformy?

Marek Balicki, były minister zdrowia, wskazuje, że zapowiedzi te można zrealizować, jednak w jego opinii takie rozwiązanie jest bardzo niebezpieczne dla systemu ochrony zdrowia. - Dlatego myślę, że to typowa zagrywka w związku ze zbliżającymi się wyborami - mówi nam Balicki.

Kto za to zapłaci?
- Patrząc od strony społecznej, wszyscy obywatele (tak rozumiem to, co zapowiedziano) zyskaliby dostęp do bezpłatnej ochrony zdrowia. Jednak z punktu widzenia systemu wydaje się, że jest to rozwiązanie niekorzystne, ponieważ nie jest jasne, w jaki sposób miałyby się znaleźć w budżecie środki potrzebne na pokrycie nowych, większych potrzeb - tłumaczy i dodaje, że chciałby wiedzieć jak sfinansowane zostaną świadczenia dla osób, które nie płacą obecnie podatków.

Adam Kozierkiewicz, ekspert ochrony zdrowia, na propozycję PO patrzy z nieco większym entuzjazmem, choć nie ukrywa, że w pierwszej chwili był zdziwiony planami Platformy. Dopiero po wsłuchaniu się w wyjaśnienia dotyczące realizacji tej reformy finansowej zyskał wiarę, że to może zadziałać. - Powiem więcej, to się może opłacić - komentuje ekspert.

- W zgłoszonym planie nie ma mowy o likwidacji składek zdrowotnych i składek na ubezpieczenie emerytalne. Mówimy natomiast o konsolidacji tych danin publicznych, które obecnie nie są gromadzone w trybie podatkowym. To nie oznacza, że tych obciążeń nie będzie. Będą tylko inaczej wyliczane. Znajdą się one w naszym podatku dochodowym. Sugeruje się, że wyżej wynagradzani będą dotkliwiej obciążani, a osoby zarabiające mniej poniosą z tego tytułu mniejsze koszty. Dlatego dla osób o niższych dochodach ta oferta może być atrakcyjna - mówi Adam Kozierkiewicz.

Ekspert ocenia, że konsolidacja tzw. danin publicznych to dobry pomysł: dla obywateli: oznacza on mniej biurokracji (system obciążeń państwowych jest obecnie bardzo skomplikowany) a w dalszej konsekwencji może też przynieść znaczące oszczędności administracyjne.

- Fakt, że składki nie byłyby płacone do ZUS wcale nie miałoby negatywnego wpływu na ich dystrybucję. Dla NFZ, który obecnie składek i tak nie pobiera, praktycznie nie zmieniłoby się nic - zaznacza.

Uprawnienia do świadczeń
Jednak Adam Kozierkiewicz, podobnie jak Marek Balicki, widzi zagrożenie w postaci braku sprecyzowania kwestii związanych z uprawnieniem do świadczeń zdrowotnych. - Rozumiem, że inicjatorzy tych zmian uznają, iż nowy plan nie zakłada rozszerzenia grupy osób uprawnionych do świadczeń zdrowotnych - podkreśla. - W innym przypadku cały plan może spalić na panewce - dodaje.

Ekspert przypomina, że np. ok. 2 mln obywateli przebywa poza krajem i nie płaci w Polsce podatków i innych świadczeń. Trudno wyobrazić sobie, że mieliby oni automatycznie, tylko z powodu zameldowania w Polsce, zyskać prawo do bezpłatnej ochrony zdrowia.

W opinii Adama Kozierkiewicza taki automatyzm ubezpieczenia jest zły także dlatego, że niesie ryzyko zwiększenia nieoficjalnego zatrudnienia. - Skoro wszyscy byliby ubezpieczeni niezależnie od tego, czy płacą podatki, część pracowników dalej godziłaby się na pracę na czarno - dodaje.

Robert Gwiazdowski, ekspert w dziedzinie podatków w Centrum im. Adama Smitha przekonywał z kolei na antenie TVN 24, że pomysł jest bardzo dobry. Jednocześnie przypomniał, że podobna propozycja pojawiła się już w 2003 r.

- Najgorszym podatkiem, jaki można sobie wyobrazić, jest podatek celowy nazywany składką na ubezpieczenie zdrowotne i ubezpieczenie emerytalne. Najbardziej uderza w młodych ludzi, którzy stosunkowo mało zarabiają, ale za to mają duże potrzeby - argumentował.

Przyznał także, że nie bardzo wierzy w powodzenie tego projektu.

Krzysztof Łanda, ekspert rynku farmaceutycznego, prezes fundacji Watch Health Care, ocenił z kolei ideę bezpłatnych leków dla seniorów po 75 r.ż, z jaką wystąpiła na konwencji PiS Beata Szydło.

Pakiet senioralny?
- To hasło wyborcze i nic więcej. Nawet, gdyby je zrealizowano, pozostaje pytanie o szczegóły - stwierdził.

- Pamiętajmy ponadto, że jak oferuje się leki czy inne świadczenia za darmo, to dochodzi do efektu znanego z dawnych czasów PRL. Ludzie zaczynają takie produkty gromadzić w domach. Kiedy leki tracą okres ważności, zwykle lądują w koszu. Dlatego uważam, że musi być jakieś istotne kwotowo współpłacenie ze strony pacjenta - wskazał ekspert.

Krzysztof Łanda podkreślił, że seniorom należy przede wszystkim zapewnić dostęp do lekarza, który mógłby przepisać leki, a dopiero potem zastanawiać się, jak ułatwić im ich zakup.

- Proponuję zatem nie tylko hasło "bezpłatne leki dla seniorów", ale także "bez kolejek do lekarza dla seniorów". Taki pakiet senioralny. Przy czym politycy powinni wskazać, z czego sfinansują swoje pomysły. Jeśli bezpłatne leki miałyby być sfinansowane przez przesunięcie pieniędzy z innych świadczeń, to doprowadzi do wzrostu liczby i długości kolejek, a to z kolei na pewno nie spodoba się seniorom, niestety post factum - dodał.

Ekspert ocenił też propozycję jaka padła podczas konwencji PiS w lipcu br., by wszystkie leki wydawane pacjentom w aptece kosztowały zryczałtowaną kwotę 9 zł.

- Takie rozwiązanie funkcjonuje w niektórych zachodnich państwach UE. Jednak jego wprowadzenie powinno być poprzedzone wykonaniem studium wykonalności i dogłębnymi analizami. Pytanie, jaki to będzie miało wpływ na budżet płatnika i wydatki pacjentów - nie widziałem takich symulacji - mówi Krzysztof Łanda.

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum