PAP/Rynek Zdrowia | 10-12-2020 17:10

Wiceminister zdrowia o wstępnych wynikach przyczyn zgonów: będą dostępne w styczniu 2021 r.

Wstępne wyniki przyczyn zgonów w Polsce będą dostępne w styczniu 2021 r. - zapewnił w czwartek (10 grudniu) w Sejmie wiceminister zdrowia Sławomir Gadomski. Posłowie KO pytali go, dlaczego przy wysokim wzroście śmiertelności oficjalne przyczyny zgonów publikowane będą dopiero za 13 miesięcy.

Minister zdrowia zlecił Narodowemu Instytutowi Zdrowia Publicznego we współpracy z GUS przeanalizowanie przyczyn zgonów znacznie szybciej niż standardowo. Fot. PTWP

Posłanka Katarzyna Lubnauer (KO) pytała w Sejmie przedstawiciela Ministerstwa Zdrowia o to, jak to jest możliwe, że przy dużym wzroście śmiertelności dane o przyczynach zgonów będą publikowane dopiero za 13 miesięcy. Główny Urząd Statystyczny (GUS) poda je w styczniu 2022 r. Jednocześnie posłanka zasugerowała, że resort powinien mieć te informacje wcześniej i w jakiś sposób je analizować.

Lubnauer przytoczyła też dane o zgonach w Polsce wskazują, że między 2 a 29 listopada 2020 r. zanotowano ich 59 998 wobec 20 532 w tym samym okresie 2019 r. Mówiła o tym, że do 29 listopada tego roku zgonów było o prawie 50 tys. więcej niż w latach ubiegłych, podczas gdy w wyniku COVID-19 w tym roku zmarło 21 tys. osób.

Odpowiadając na te pytania, Gadomski zapewnił, że minister zdrowia zlecił Narodowemu Instytutowi Zdrowia Publicznego we współpracy z GUS przeanalizowanie przyczyn zgonów znacznie szybciej niż standardowo.

- Ten ponad roczny termin (na publikację przyczyn zgonów - PAP) to jest standard od lat. Tak funkcjonuje system sprawozdawczości - wytłumaczył na początku wiceminister.

Dodał jednak, że wstępne wyniki o przyczynach śmierci będą dostępne w styczniu 2021 r.

- Zgadzamy się, że to palący problem. Analiza jest wymagana i niezbędna, aby określić, jakie są powody wzrostu liczby zgonów. To jest fakt. Ten listopada i te statystyki są tragiczne - przyznał.

Jednocześnie wiceminister zaznaczył, że w warunkach zwiększonej umieralności w wyniku COVID-19 resort analizuje te danych nie tylko pod kątem samej liczby, ale też struktury wiekowej, szukając odpowiedzi, na ile choroby współistniejące miały wpływ na zgony, a na ile sam COVID miał wpływ.

Zauważył też, że jest wysoce prawdopodobne, że część z osób, które zmarły, nie miały stwierdzonego zakażenia koronawirusem, choć były chore. Z drugiej strony może być tak, że ktoś zmarł w domu już po przejściu choroby.

- Takie analizy też prowadzimy (...). Nie jesteśmy jednak w stanie jednoznacznie przeprowadzić dzisiaj chociażby oceny kart zgonów. To zadanie stoi przed instytutem (NIZP-PZH) wraz z GUS - powiedział.

Przyznał jednak, że za zwiększoną liczbę zgonów, którą obserwuje się już od października, mniej więcej w połowie przypadków odpowiada COVID-19. Zauważył że "ogromna część zgonów" dotyczy osób z chorobami współistniejącymi i osób powyżej 70 lat. Problem polega na tym - jak wskazał wiceminister - że te osoby zbyt późno trafiają do szpitala.

- Dużo zgonów stwierdzanych jest przez służby ratownictwa medycznego. To nie są zgony w karetkach. To są zgony, które ratownictwo stwierdza już po dojechaniu do domu pacjenta - wyjaśnił.

Łącznie od początku epidemii wykryto 1 102 096 przypadków COVID-19, zmarło 21 630 chorych, a wyzdrowiało 792 119 zakażonych.