W szpitalach nie ma pielęgniarek i lekarzy. W pandemii przestali dorabiać na drugi i trzeci etat

Autor: oprac. JKB • Źródło: Gazeta Pomorska, Rynek Zdrowia25 stycznia 2022 18:30

W ochronie zdrowia dramatycznie brakuje rąk do pracy. Choć wiele uczelni medycznych w Polsce kształci przyszłych lekarzy i pielęgniarki, młodzi często nie podejmują pracy w zawodzie, albo publicznej ochronie zdrowia. Z kolei starsi odchodzą na emeryturę, albo nie chcą już dorabiać w przychodni, poradni czy szpitalu.

W szpitalach nie ma pielęgniarek i lekarzy. W pandemii przestali dorabiać na drugi i trzeci etat
W szpitalach nie ma pielęgniarek i lekarzy. W pandemii przestali dorabiać na drugi i trzeci etat Fot. Shutterstock
  • Zdaniem  ekspertów w systemie ochrony zdrowia od wielu lat pogłębia się luka pokoleniowa. Niemal każdy szpital boryka się z brakiem kadr lekarskich oraz pielęgniarskich
  • - Zawsze brakowało rąk do pracy. Nie ma zastępowalności pokoleniowej. Koleżanki z mojego rocznika powoli odchodzą na emeryturę – powiedziała na łamach Gazety Pomorskiej Katarzyna Florek z Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych w Bydgoszczy
  • Problemy kadrowe pogłębiają się w pandemii. Starsi odchodzą na emeryturę, albo nie chcą już dorabiać w przychodni, poradni czy szpitalu

Brakuje pielęgniarek i lekarzy w ochronie zdrowia

W rozmowie z "Gazetą Pomorską", dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Włocławku Karolina Welka powiedziała, że ze słyszenia wie, że jedynie 30 proc. absolwentów pielęgniarstwa podejmuje pracę w zawodzie. Niestety w systemie ochrony zdrowia pogłębia się luka pokoleniowa.

- Mamy stosunkowo młode pielęgniarki, pracujące od kilku lat po studiach oraz osoby w wieku emerytalnym. Podobnie jest z lekarzami. Przypominam, że szpital we Włocławku nie jest ośrodkiem akademickim, lekarskim. Do pracy trafiają ludzie z innych miast. Lekarz po studiach podejmujący staż i rezydenturę w jakimś mieście, zakłada rodzinę, kupuje mieszkanie i osiedla się. Trochę inaczej wygląda to w miejscowościach, w których takich uczelni nie ma – podkreśliła w rozmowie "GP" dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Włocławku.

Jak dodała, starsi medycy odchodzą na emerytury, a w dobie pandemii wiele osób zrezygnowało z dorabiania w szpitalu, poradni czy przychodni – wszystko z powodu znacznego przeciążenia pracą.

Szpitale czekają na nowych pracowników

Wspomniany problem związany z brakiem kadr medycznych dotyczy praktycznie wszystkich szpitali – o czym wspomina "GP". Niestety problem ten szybko nie zostanie naprawiony.

- Obecnym składem zapewniamy bieżącą działalność, grafiki, opieka dzienna nad pacjentami są zapewnione. Chyba że mamy sytuacje losowe, jak choroba. Dla stuprocentowej jakości opieki przydałoby się więcej specjalistów neurologów, chorób wewnętrznych, co najmniej po siedmiu na każdym z oddziałów, a mamy łącznie na tych dwóch oddziałach ośmiu lekarzy i rezydenta – powiedział "GP" dr Bartosz Jakub Myśliwiec, zastępca dyrektora ds. lecznictwa, naczelny lekarz Szpitala Wielospecjalistycznego im. dra Ludwika Błażka w Inowrocławiu.

Tym samym obecny skład kadrowy wystarcza, ale zdecydowanie lepszym rozwiązaniem byłaby zwiększona liczba personelu medycznego, ponieważ zmniejszyłoby to obciążenie placówki.

Na temat wspomnianej luki pokoleniowej wypowiedziała się także Katarzyna Florek, przewodnicząca Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych w Bydgoszczy.

Jej zdaniem, co podkreśliła w rozmowie z "GP", sytuacja kadrowa jest znana od wielu lat, ale niewiele się zmieniło.

- Nie ma zastępowalności pokoleniowej. Koleżanki z mojego rocznika powoli odchodzą na emeryturę. Część z nich już nie chce pracować na emeryturze, bo wcześniej pracowały ponad miarę – dodała.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum