W Sejmie o szpitalach klinicznych: uczą, leczą, prowadzą badania i mają mnóstwo problemów

Autor: Anna Kaczmarek/Rynek Zdrowia • • 19 maja 2010 19:01

Ministerstwo Zdrowia, a także sejmowa Komisja Zdrowia próbują zmierzyć się z problemami nękającymi uczelnie medyczne i szpitale kliniczne. Zmiany organizacyjne są konieczne. Pewne jest jednak, że uczelnie nadal zostaną organami założycielskimi placówek klinicznych.

Jedna z sal Dziecięcego Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie Prokocimiu

Wiadomo również, że bez lepszego finansowania dydaktyki na uczelniach oraz preferencyjnych wycen procedur w szpitalach uniwersyteckich trudno będzie o poprawę ich sytuacji ekonomicznej. Dodatkowo resort zdrowia zastanawia się nad tym, jak zapanować nad kierunkami medycznymi otwieranymi przez inne niż medyczne uczelnie.

Każdemu równo, ale czy to sprawiedliwe?
Co do tego, że uczelnie mają być nadal organami założycielskimi dla szpitali klinicznych nie mają wątpliwości rektorzy, a także resort zdrowia. – Zbliżenie szpitali klinicznych do uczelni było ważne dla procesu dydaktycznego. To, że uczelnia jest organem założycielskim pozytywnie wpływa też rozwój naukowy – mówił podczas środowych (19 maja) obrad sejmowej Komisji Zdrowia Adam Fronczak, wiceminister zdrowia.

– Rozdział uczelni od szpitali klinicznych to byłby błąd i krok wstecz – przekonywał prof. Marek Krawczyk, rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Wiadomo jednak, że wiele uczelni medycznych boryka się z ogromnym zadłużeniem swoich szpitali. Jak mawiają specjaliści, NFZ płaci za wycięcie wyrostka robaczkowego tyle samo w szpitalu klinicznym, co w placówce powiatowej.

Rektorzy uważają, że niezbędna jest zmiana i podniesienie wyceny świadczeń w jednostkach klinicznych. Przypominają też, że wiele szpitali przejęli już z długami, które choć nie wzrastają, to ciągną się za placówkami od lat.

– Nasz szpital na Banacha ma duże zadłużenie, bo aż 115 mln zł, ale należy pamiętać, że kiedy przejmowaliśmy placówkę, to już wówczas miała ona 112 mln zł długu. To zadłużenie jest jak garb. Szpital Ginekologiczny św. Anny otrzymaliśmy z zadłużeniem 9,5 mln zł. Teraz dług jest mniejszy o 2,5 mln zł. Na Banacha w 2008 r., gdyby nie brać pod uwagę odziedziczonego długu, mielibyśmy zysk – tłumaczy prof. Krawczyk.

Może spółka, ale nie obligatoryjnie

Resort zdrowia zastanawia się nad sposobem doszacowania procedur. Myśli m.in. o wprowadzeniu referencyjności w stosunku do stawek. – Jest pytanie – czy różnica pomiędzy ceną świadczenia wykonanego przez szpital powiatowy a ceną świadczenia w szpitalu klinicznym nie powinna być pokrywana z innych źródeł niż NFZ? – zastanawiał się wiceminister Fronczak.

O tym, że problem jest palący, świadczy dane, o które podaje resort zdrowia: zadłużenia szpitali klinicznych to w tej chwili wynosi 1,5 mld zł, z tego 0,6 mld zł to zobowiązania wymagalne.

Zdaniem Adama Fronczaka, problem nie leży jedynie w sposobie zarządzania tymi placówkami: – Do szpitali klinicznych trafiają pacjenci w ciężkim stanie. Trzeba wykonywać bardzo drogie procedury, żeby im pomóc – mówił wiceminister. – Czasami pacjenci trafiają zbyt późno do szpitala klinicznego. Leczenie na niższych poziomach trwa zbyt długo. Wynikiem jest duży koszt leczenia np. w szpitalu powiatowym plus jeszcze większe wydatki w szpitalu klinicznym, gdzie pacjent ma już dodatkowo powikłania.

Zdaniem prof. Ewy Małeckiej-Tendery, rektor Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, kwestia zarządzania jest jednak bardzo ważna:  – Mamy 7 szpitali klinicznych, 5 z nich jest niezadłużonych, ale za swojej kadencji co najmniej trzykrotnie zmienialiśmy dyrektorów placówek.

Profesor Małecka-Tendera uważa również, że można umożliwić szpitalom klinicznym przekształcanie się w spółki prawa handlowego: – Jeżeli rektor uczelni uzna, że jest to korzystne, to powinien mieć taką możliwość. Nie powinno być to jednak obligatoryjne dla wszystkich – zaznacza profesor.

Wielu ma dyplom, ale czy taką samą wiedzę?

Doc. Maciej Kowalczyk, dyrektor Dziecięcego Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie Prokocimiu, a zarazem prezes Stowarzyszenia Dyrektorów Szpitali Klinicznych zauważa, że przyczyna zadłużenia w każdym szpitalu jest inna. – Np. w moim szpitalu na dydaktykę dostajemy 400 tys. zł, a jej koszt wynosi 4 mln zł...  – podsumował doc. Kowalczyk.

Finansowanie szpitali klinicznych to jeden z problemów, kolejnym jest powolne „wychodzenie” zawodów medycznych spod nadzoru Ministerstwa Zdrowia, a to sprzyja zjawisku obniżania się poziomu wiedzy u absolwentów niektórych kierunków.

Prawie wszystkie miejsca na wydziałach lekarskich nadzorowane są przez resort, ale inaczej jest już w przypadku m.in. kierunków pielęgniarskich, położniczych czy ratownictwa medycznego. – Z 18 tys. miejsc kształcących fizjoterapeutów, tylko 2,8 tys. jest nadzorowanych przez Ministerstwo Zdrowia – informował wiceminister Fronczak.

Posłowie z sejmowej Komisji Zdrowia zadeklarowali, że zajmą się kwestią większego nadzoru resortu zdrowia nad kształceniem medycznych specjalistów. Zapowiedzieli też kolejne spotkania z władzami uczelni, aby wypracować wreszcie zmiany w prawie, które pozwolą na usprawnienie działalności i poprawę sytuacji finansowej uczelni i ich szpitali.

Nadal jednak nie wiadomo, czy i kiedy pod obrady parlamentu trafi zapowiadana od dawna ustawa o szpitalach klinicznych.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum