W Polsce są regiony wolne od koronawirusa, ale nie od strachu przed nim

Autor: RR/Rynek Zdrowia • • 11 maja 2020 06:00

Są gminy i powiaty, w których do tej pory nie odnotowano ani jednego przypadku zakażenia koronawirusem. Gdyby nie media, ich mieszkańcy mogliby w ogóle nie wiedzieć o szalejącej pandemii. Czy w przypadku obszarów wolnych od groźnego patogenu, nie warto rozważyć zniesienia reżimów sanitarnych obowiązujących w reszcie kraju?

- Mieszkańcy powiatu tucholskiego są zdyscyplinowani, chociaż dobrze wiedzą, że nie było u nas przypadku zakażenia koronawirusem - wskazuje starosta Michał Mróz. Fot. Shutterstock

Nie jest to księżycowy pomysł. Wspominał o nim kiedyś minister zdrowia Łukasz Szumowski w kontekście odmrażania gospodarki. W innych krajach stosuje się to rozwiązanie, luzując obostrzenia tam, gdzie pozwalają na to warunki sanitarne i epidemiologiczne. Czemu więc nie spróbować w Polsce?

Pytaliśmy o to w Ministerstwie Zdrowia. Zadaliśmy trzy pytania: 1. Czy koncepcja uwzględniająca kryterium epidemiczno-geograficzne jako jeden ze sposobów odmrażania gospodarki jest brana pod uwagę przez resort zdrowia? 2. Czy w wybranych gminach, powiatach czy może nawet województwach istnieje możliwość wprowadzenia pilotażu i poluzowania wymogów sanitarnych, żeby w praktyce sprawdzić wspomniany pomysł? 3. Czy badane są doświadczenia innych państw (np. Niemiec), które na różnych obszarach kraju stosują mniej lub bardziej rygorystyczne przepisy sanitarne?

''Kolejne etapy odmrażania gospodarki zależą od rozwoju epidemii w kraju. Stale obserwujemy sytuację epidemiczną, analizujemy dynamikę przyrostu zachorowań, zmianę wskaźnika zakażeń, a także monitorujemy wydolność służby zdrowia. Od tego zależą dalsze rekomendacje. Po tego typu analizach wdrażamy kolejne poluzowania obostrzeń. Następne etapy uruchamiania kolejnych sektorów gospodarki będą zależały do rozwoju epidemii'' - odpowiedziało MZ ani słowem nie odnosząc się do pytań. Można zatem uznać, że nie przewiduje się zniesienia restrykcji na wybranych obszarach; dominuje myślenie sektorowe i gospodarcze, nie geograficzne.

Gdy doskwiera samo życie
Technokratyczne podejście ma jednak poważną wadę. Jest jednostronne, nie uwzględnia czynników psychologiczno-społecznych, które im dłużej potrwa pandemia, tym częściej będą dochodziły do głosu. Już teraz coraz więcej ludzi psychicznie nie wytrzymuje życia wśród zakazów. Tym bardziej, że część obostrzeń wprowadzono na wyrost, na wszelki wypadek, bez racjonalnych powodów. Na razie buntują się przedsiębiorcy i grupy zawodowe pozbawione możliwości zarabiania. Ale co będzie za kilka miesięcy, kiedy jeszcze bardziej pogorszą się wskaźniki gospodarcze? Co będzie, kiedy ludziom doskwierać zacznie już nie tylko brak środków do życia, ale samo życie?

Jak wynika z internetowego sondażu CBOS przeprowadzonego w dniach 23-27 kwietnia na próbie 1000 respondentów, obecnie dominuje w Polsce zrozumienie dla wprowadzonych rygorów. I co zyskujące, dominuje nawet w gminach i powiatach, w których od początku pandemii nie odnotowano ani jednego przypadku zakażenia (o pierwszym polskim pacjencie z koronawirusem MZ poinformowało 4 marca).

Rozmawialiśmy na ten temat z Michałem Mrozem, starostą tucholskim. To jedyny w województwie kujawsko-pomorskim powiat, w którym nie stwierdzono zakażeń koronawirusem. Tylko po jednym przypadku odnotowano w powiatach inowrocławskim i radziejowskim. Nieliczne zachorowania na COVID-19 były w powiatach sępoleńskim - dwa oraz mogileńskim i rypińskim - trzy (dane Kujawsko-Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego z początku maja).

W każdym razie we wszystkich województwach można by wskazać obszary wolne od koronawirusa. Wojewodowie we współpracy z MZ, na zasadzie pilotażu, a więc odstępstwa od ogólnopolskich wymogów, mogliby w nich luzować surowe przepisy.

Nie ma koronawirusa, są restrykcje
Starosta Michał Mróz nie jest entuzjastą pomysłu wprowadzenia pilotażu choćby w jego wolnym od koronawirusa powiecie. - Obserwuję to, co dzieje się w sklepach, urzędach, na ulicach… Muszę powiedzieć, że mieszkańcy powiatu tucholskiego są zdyscyplinowani, chociaż dobrze wiedzą, że nie było u nas przypadku zakażenia koronawirusem. Mamy zero zachorowań, zero hospitalizacji - wyjaśnia i dodaje, że podobnie jest w sąsiadujących z powiatem tucholskim powiatach należących do województwa pomorskiego

- Zniesienie restrykcji w powiecie tucholskim musiałoby się wiązać z izolowaniem naszych mieszkańców od ludności innych regionów. To przecież niemożliwe. Tym bardziej że coraz więcej osób nie zamyka się w domach, wracają do pracy, muszą się przemieszczać. Taka terytorialna autonomia nie ma racji bytu - przekonuje Michał Mróz.

Na dowód obaw przed luzowaniem reżimu sanitarnego wskazuje na stosunek mieszkańców powiatu do otwierania żłobków i przedszkoli, na co rząd zezwolił od 6 maja.

- Dyrektorzy placówek rozmawiali z rodzicami. Sami rodzice, czyli nasze społeczeństwo, powiedzieli dyrektorom, że są przeciwko otwarciu. Ilość chętnych była niewielka albo wcale nie było zgłoszeń. Rodzice może by się zgodzili wysyłać dzieci do żłobków i przedszkoli, ale pod warunkiem, że opiekunowie i cały personel będzie miał wykonane testy - wyjaśnia starosta.

Można by przypuszczać, że skoro w całym powiecie nie stwierdzono zakażenia koronawirusem, to nie istnieje także zagrożenie dla dzieci, które - jak zaobserwowano - rzadko zapadają na COVID-19. Tymczasem Tadeusz Kowalski, burmistrz Tucholi (jedynego miasta w powiecie) oświadcza: "Nie chcemy ryzykować zdrowia i życia dzieci oraz ich najbliższych. To zbyt poważna sprawa. Nie wiemy, jak miałoby wyglądać funkcjonowanie placówek opiekuńczo-wychowawczych. W tej chwili jest więcej pytań i wątpliwości, niż pewności, że będzie to bezpieczne".

Tym samym żłobki i przedszkola w mieście, w którym nie zanotowano zakażeń, są pozamykane.

Pod pewnymi warunkami
Sceptycyzm samorządowców rozumie Marek Wójcik, pełnomocnik Zarządu Związku Miast Polskich ds. legislacyjnych, były wiceminister administracji i cyfryzacji. Zaznacza, że zna wypowiedź ministra zdrowia na temat znoszenia restrykcji.

- Statystyki rzeczywiście wskazują, że są powiaty, w których nie było zakażeń. Ale to nieprawda, że nie było. Co najmniej dwa albo trzy razy więcej osób, niż wykazują to oficjalne dane, przechodzi zakażenie bezobjawowo. Z tego powodu obawiałbym się łagodzenia obostrzeń, nawet jeśliby miałoby ono ograniczony terytorialnie zasięg - mówi Wójcik.

Zawraca też uwagę na ryzyko związane z ruchem ludności, którego nie powstrzymają żadne zakazy. - Jestem przeciwko wprowadzaniu przepisów, których nie da się wyegzekwować - zaznacza i wskazuje, że nie da się powstrzymać przemieszczania się ludzi.

- Dla mnie kluczowe znaczenie ma to, czy znoszenie restrykcji będzie miało oparcie w faktach czy tylko w przekonaniach. Jeśli będzie konkretna, rzetelna analiza uwzględniająca sytuację epidemiologiczną na określonym obszarze, to nie ma większych przeszkód - nie będę miał nic przeciwko wprowadzeniu takiego rozwiązania jako programu pilotażowego - precyzuje przemyślenia Marek Wójcik.

Jak wynika z wypowiedzi ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego podczas sobotniego (9 maja) briefingu prasowego, można oczekiwać, że Ministerstwo Zdrowia analizując możliwość luzowania restrykcji będzie zwracało aktualnie szczególną uwagę raczej na regiony, w których tempo tych zmian powinno być wolniejsze niż w innych częściach kraju. Takie działanie mogłoby dotyczyć Śląska, na którym odnotowano drastyczny wzrost zakażeń.

Minister pytany, czy rząd rozważa wariant zróżnicowanego tempa odmrażania gospodarki w różnych regionach kraju w zależności od ilości zachorowań na COVID-19, odpowiedział: - Zobaczymy, jak wygląda opanowanie ognisk zakażenia koronawirusem na Śląsku i wtedy będziemy decydowali, czy robimy dwie prędkości luzowania obostrzeń związanych z epidemią, czy w całej Polsce te działania będą takie same.

 

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum