Tworzenie rejestrów medycznych: w Polsce nie zaczynamy od zera

Autor: Wojciech Kuta/Rynek Zdrowia • • 03 marca 2017 06:19

Projekt założeń do ustawy o jakości w ochronie zdrowia i bezpieczeństwie pacjenta przewiduje tworzenie oraz prowadzenie rejestrów medycznych. Mają m.in. umożliwiać rzetelną ocenę wyników leczenia. O potrzebie wdrożenia takich rozwiązań mówi się od wielu lat. Nadchodzi czas realizacji?

Tworzenie rejestrów medycznych: w Polsce nie zaczynamy od zera
Rejestry medyczne nie muszą odciągać lekarzy od pacjentów; FOT. Lisa Brewster/Flickr.com (CC BY-SA 2.0)

- Rejestry będą tworzone w celu monitorowania jakości realizowanych świadczeń oraz stymulowania do jej poprawy. Umożliwią wyliczanie klinicznych wskaźników jakości w odniesieniu do podmiotów sprawujących opiekę zdrowotną - informowało 30 stycznia br. na swojej stronie Ministerstwo Zdrowia.

Rejestrów ma być nawet 80
Resort zakłada, że rocznie będzie powstawało około pięciu takich rejestrów (w pierwszych latach: 2-4). Docelowo ma być ich 60-80. Mają umożliwić, między innymi: „ocenę jakości świadczeń zdrowotnych udzielanych przez poszczególne podmioty w warunkach rzeczywistych” - podaje MZ.

Rejestry obejmą pacjentów:
• Z określonym rozpoznaniem, stanem chorobowym
• Poddawanych określonej terapii, określonemu postępowaniu - np. rejestr zabiegów lub operacji,
• U których zastosowano określony produkt leczniczy (badania kliniczne IV fazy)
• U których zastosowano określony wyrób medyczny - np. rejestr wszczepionych endoprotez stawu biodrowego.

- Zakładamy, że rejestry medyczne do celów oceny jakości będą finansowane lub współfinansowane przez ministra zdrowia. Nie  wykluczamy też finansowania ich z innych źródeł - czytamy na stronie Ministerstwa Zdrowia.

Podczas konferencji poświęconych jakości w ochronie zdrowia, eksperci często przywołują między innymi doświadczenia krajów skandynawskich, gdzie rejestry medyczne prowadzone są od wielu lat. W Danii jest ich ok. 80, czyli tyle, ile - być może - będzie kiedyś w Polsce.

Zaczęło się 14 lat temu
Dziedzinami, w których pod tym względem i mamy już spore osiągnięcia, są m.in. kardiologia i kardiochirurgia. Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu (SCCS) od wielu lat prowadzi kilka rejestrów z zakresu chorób układu krążenia w skali kraju, między innymi Ogólnopolski Rejestr Ostrych Zespołów Wieńcowych PL-ACS (obejmuje ponad 600 tys. chorych).

SCCS prowadzi też Narodową Bazę Danych Zawałów Serca AMI-PL (ponad 500 tys. chorych) - realizowaną wspólnie z Narodowym Instytutem Zdrowia Publicznego - Państwowym Zakładem Higieny oraz Gdańskim i Warszawskim Uniwersytetem Medycznym, której inicjatorem jest prof. Tomasz Zdrojewski.

- PL-ACS zaczęliśmy tworzyć w 2003 roku. Elementem każdego rejestru jest ankieta. Może być bardzo szczegółowa i obszerna, ale może być też kompromisem między bardzo ambitnymi zamierzeniami a możliwościami. Nasze pierwsze ankiety były takim kompromisem - wspomina prof. Lech Poloński z III Katedry i Oddziału Klinicznego Kardiologii Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

Zdaniem prof. Polońskiego, mija już okres opierania się wyłącznie na wynikach badań randomizowanych. Zyskują na znaczeniu rejestry.

- Okazuje się bowiem, że - w przeciwieństwie do kompletnych rejestrów medycznych - badania randomizowane obejmujące wybrane na podstawie różnych kryteriów grupy pacjentów, nie pokazują pełnego, rzeczywistego przekroju chorych. Stąd ich wyniki nierzadko okazują się zbyt optymistyczne i nie do końca oddają stan rzeczywisty - tłumaczy prof. Poloński.

- Wyniki badań randomizowanych wymagają więc weryfikacji poprzez rzetelną analizę zawartości baz danych. Między innymi z tego powodu obserwujemy, także w Polsce, coraz większe zainteresowanie rejestrami medycznymi - dodaje profesor.

Trzy rodzaje korzyści
- Rejestr PL-ACS pokazał w minionej dekadzie bardzo duże dysproporcje w wynikach leczenia zawałów serca pomiędzy poszczególnymi województwami - przypomina prof. Mariusz Gąsior, kierownik III Katedry i Oddziału Klinicznego Kardiologii SCCS w Zabrzu.

- Dla regionów, gdzie te wyniki były słabsze, dane z rejestru stanowiły miarodajny argument przemawiający za tworzeniem nowych ośrodków. Dzięki temu wspomniane dysproporcje regionalne w efektach leczenia zostały w znacznym stopniu zniwelowane - przypomina.

Zaznacza, że z jednej strony rzetelnie prowadzone rejestry pokazują jak naprawdę są leczeni pacjenci, a z drugiej strony mogą i powinny służyć jako argument dla decydentów przy wdrażaniu regulacji dotyczących np. organizacji systemu opieki zdrowotnej.

Prof. Gąsior zwraca uwagę na trzy grupy korzyści płynących z prowadzenia dobrze skonstruowanych i prowadzonych rejestrów: pierwsza dotyczy pacjentów - pozwala między innymi podnosić jakość terapii oraz miarodajnie określać rokowania w poszczególnych przypadkach.

Druga grupa korzyści odnosi się do funkcjonowania całego systemu ochrony zdrowia. - Przeprowadziliśmy np. analizę, która wykazała, że 30-40% pacjentów z zawałem serca nadal nie jest przekazywana w odpowiednim czasie z miejsca, gdzie nastąpił u nich zawał serca, do ośrodka kardiologicznego. Chorzy muszą bowiem najpierw przejść przez kwalifikację w SOR-ach lub innym szpitalu - opisuje prof. Mariusz Gąsior.

Zaznacza, że takie opóźnienie skutkuje większą śmiertelnością. - Nasza analiza dowodzi, że jedna decyzja dotycząca zasad kierowania pacjentów z zawałem do odpowiedniego ośrodka, pozwoliłaby rocznie dodatkowo uratować życie kolejnym pacjentom. Bez żadnych dodatkowych nakładów - podkreśla.

Trzecia grupa korzyści wynikających z prowadzenia rejestrów obejmuje sferę zarządzania placówkami medycznymi, ponieważ bazy medyczne pomagają między innymi optymalizować koszty leczenia.

Czytaj także: HCC 2017: rejestry medyczne - znaczenie dla systemu, lekarzy i pacjentów

Czy stać nas na rejestry?
W dyskusjach dotyczących prowadzenia rejestrów medycznych często wskazuje się na ich wysokie koszty, związane chociażby z dodatkową pracą lekarzy, czyli gromadzeniem i wprowadzaniem danych dotyczących diagnozowania, badań, przebiegu i wyników leczenia.

Czy rzeczywiście bariera finansowa może utrudnić tworzenie w Polsce kolejnych rejestrów medycznych? - Nie są to koszty porażające. Z pewnością kwota przeznaczana na realizację PL-ACS jest wielokrotnie niższa niż koszty prowadzenia podobnych rejestrów za granicą, o czym mogliśmy się przekonać w rozmowach z lekarzami z Niemiec i Anglii - mówi prof. Lech Poloński.

Dodaje: - Trudno też powiedzieć, ile kosztuje prowadzenie takiego rejestru, ponieważ były okresy, gdy nie otrzymywaliśmy środków, jak również był czas, gdy mogliśmy zapłacić szpitalom za wypełnianie ankiet.

- Dlatego nie demonizujmy kwestii kosztów. Zgodnie z resortowym rozporządzeniem częścią obowiązków lekarza jest wprowadzanie danych do rejestru PL-ACS - zaznacza. - Wypełnienie odpowiedniej ankiety zajmuje doświadczonemu specjaliście nie więcej niż 5 minut. Natomiast wartością dodaną dla lekarzy współpracujących z PL-ACS jest możliwość tworzenia publikacji z wykorzystaniem danych, które wprowadzają do rejestru.

Organizacja i świadomość
- Rejestry nie muszą też odciągać lekarzy od pacjentów. Po odpowiednim przeszkoleniu, znaczną część danych ankietowych do rejestru może, a nawet powinien wprowadzać średni personel - zwraca uwagę dr hab. Marek Gierlotka, konsultant wojewódzki w dziedzinie kardiologii w woj. śląskim.

- Do stworzenia i aktualizowania rejestrów medycznych potrzebna jest przede wszystkim dobra organizacja pracy w szpitalu, w tym wyznaczenie osób odpowiedzialnych za prowadzenie takich baz danych - uważa prof. Poloński.

W jego opinii niezbędna jest też świadomość środowiska lekarskiego, że prowadzenie rejestrów jest bardzo potrzebne: - Uważam, że taką świadomość zdecydowana większość lekarzy w Polsce już ma - stwierdza profesor.

Kolejny problem to obawa ośrodków medycznych przed publicznym porównywaniem swoich wyników leczenia, ujawnianiem powikłań, wskaźników śmiertelności itd.

- To bardzo ważna kwestia. Myślę, że z powodzeniem prowadzimy m.in. Rejestr Ostrych Zespołów Wieńcowych, ponieważ nigdy nie mieliśmy pokusy porównywania ze sobą konkretnych ośrodków. Takie analizy przeprowadzane są anonimowo. Nigdy też uzyskanych informacji nie wykorzystujemy przeciwko podmiotom sprawozdającym dane - podkreśla dr. hab. Marek Gierlotka.

- Ośrodki wprowadzające dane do przyszłych rejestrów medycznych powinny mieć pewność, że te analizy nie będą upubliczniane - zaznacza prof. Poloński.

Kardiochirurdzy też udowodnili, że można
Przypomnijmy, że innym kompletnym rejestrem medycznym w Polsce jest Krajowy Rejestr Operacji Kardiochirurgicznych (KROK). Obejmuje wszystkie operacje w tej dziedzinie wykonane w naszym kraju od 2006 roku.

- Co szczególnie ważne, pacjenci są analizowani zarówno we wczesnym okresie leczenia, jak i pod kątem odległych wyników terapii - przypominał w wywiadzie dla Rynku Zdrowia prof. Marek Jasiński, kierownik Kliniki Chirurgii Serca Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

Zaznaczył, że dzięki takiemu rejestrowi wszystkie ośrodki kardiochirurgiczne w Polsce są zobligowane do raportowania swoich wyników. - Mamy możliwość dokonywania porównań między ośrodkami. Nie chodzi jednak o publikowanie tych danych w mediach, ale o wzajemne konfrontowanie doświadczeń podczas spotkań w środowisku kardiochirurgów i wyciąganie merytorycznych wniosków służących poprawie wyników leczenia oraz bezpieczeństwa pacjenta - podsumowuje prof. Jasiński.

Cały tekst - w marcowym wydaniu miesięcznika Rynek Zdrowia (3/2017)



Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum