Toruń - lekarze i pacjenci: sytuacja na oddziale hematologii może zagrażać życiu i zdrowiu chorych

Autor: • Źródło: PAP06 lipca 2022 14:38

Sytuacja na oddziale hematologii miejskiego szpitala w Toruniu zagraża życiu i zdrowiu chorych - mówili w środę w rozmowie z dziennikarzami byli lekarze tej kliniki, jej twórcy, a przede wszystkim pacjenci. Od 1 lipca w placówce przestało pracować trzynastu lekarzy - w tym dziesięciu specjalistów.

Toruń - lekarze i pacjenci: sytuacja na oddziale hematologii może zagrażać życiu i zdrowiu chorych
Sytuacja na oddziale hematologii miejskiego szpitala w Toruniu zagraża życiu i zdrowiu chorych. Fot. PAP/Rafał Guz

Szpital na swojej stronie internetowej informuje, że na oddziale jest obecnie pięcioro lekarzy i trzy rezydentki. Dotychczasowi lekarze przekonują, że część "nowego" zespołu ma jedynie konsultować pacjentów zdalnie lub w bardzo ograniczonym zakresie. PAP pytała o sytuację na tym oddziale dyrektor szpitala w korespondencji mailowej dwukrotnie. Do dziś nie otrzymała odpowiedzi i stanowiska władz placówki.

Lekarze dotychczas zajmujący się pacjentami na tym oddziale nie porozumieli się z dyrekcją i nie pracują w szpitalu od kilku dni. W środę alarmowali i prosili władze miasta o natychmiastowy dialog i próbę rozwiązania tej sytuacji. Założycielka oddziału dr Małgorzata Całbecka mówiła, że w jej ocenie obecna sytuacja na tym oddziale jest narażaniem pacjentów na niebezpieczeństwo utraty zdrowia, a nawet życia.

"Nie wyobrażam sobie, żeby ten zespół obecny mógł zastąpić trzynastu lekarzy. To absolutnie niemożliwe. Do tej pory tych trzynastu lekarzy pracowało naprawdę od rana i nie do godziny 14, bo czasami wychodzili dużo później, tyle mieli pracy. Nie wyobrażam sobie, że dwie osoby mogą w tej chwili wszystko zrealizować" - mówiła w rozmowie z dziennikarzami dr Całbecka. Nie kryła przy tym poruszenia i łez w związku z tym, co dzieje się obecnie na oddziale.

Płakali również pacjenci, którzy wskazywali na swój bardzo ciężki stan zdrowia i negatywny wpływ stresu na dalsze rokowania odnośnie choroby. Byli już lekarze oddziału przekonywali, że obecnie na oddziale "realnie" pracuje w sposób stacjonarny zaledwie dwóch lekarzy specjalizujących się w hematologii.

Lekarze i pacjenci poinformowali o apelu do prezydenta miasta ws. rozwiązania problemu z oddziałem hematologii. W swoim piśmie, które można znaleźć na stronie internetowej, piszą m.in. o swoim oburzeniu wobec "stanowiącej zagrożenie dla życia i zdrowia mieszkańców miasta oraz regionu sytuacji, w której znalazła się toruńska hematologia".

"Pomimo perspektywy utworzenia nowego oddziału w murach innej placówki dyrekcja Szpitala Miejskiego blokuje cesję części swojego kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia na leczenie pacjentów hematologicznych. Oddział Hematologii to ludzie, a nie mury i wyposażenie instytucji. To właśnie dotychczas pracujący hematolodzy przeszczepiali chorych przez ostatnie 5 lat, to oni stworzyli ośrodek leczenia hemofilii i to oni stworzyli ośrodek leczenia zaburzeń odporności. Dlatego apelujemy o umożliwienie im dalszej pracy i zgodę na to, aby pieniądze podążały za pacjentem" - napisano w apelu.

Podczas spotkania z dziennikarzami lekarze pracujący dotychczas na oddziale, ale także jego pacjenci, mówili, że wyjściem jest albo cesja środków z tego kontraktu do szpitala wojewódzkiego, albo - co podkreślało kilka osób - natychmiastowe odwołanie obecnych władz szpitala miejskiego. Obecne na spotkaniu osoby zarzucały dyrekcji szpitala m.in. rozognienie konfliktu, brak umiejętności jego załagodzenia, zatrudnienia na oddział nowego ordynatora, który odchodził z niego kilka lat temu po wielu skargach ze strony załogi, niekompetencję w działaniu oraz brak zainteresowania losem pacjenta. Apelowali o spotkanie z prezydentem Torunia Michałem Zaleski, do którego - jak przekazywali - do tej pory nie doszło.

"Nie trafiła do nas petycja z takimi postulatami, nie znamy jej treści. Jak tylko do nas trafi będziemy ją analizować. Prezydent na pewno udzieli wszelkich potrzebnych wyjaśnień i odpowiedzi na taką petycję, czy też apel. Zapewniam, że z informacji, które przekazuje nam dyrekcja szpitala, leczenie jest utrzymane na oddziale hematologii. Nie został on zlikwidowany. Trwają rozmowy z NFZ, żeby ta działalność lecznicza w tym oddziale była prowadzona, żeby finansowanie zostało utrzymane także w szpitalu miejskim" - powiedziała PAP w środę Anna Kulbicka-Tondel, rzecznik prasowa prezydenta Torunia.

Jeden z pacjentów oddziału - z Brodnicy - mówił w środę, że w kultowym polskim filmie "Janosik" wiele razy padały żarty o tym, iż mamy trzy prawdy: świętą prawdę, tyż prawdę i tę ostatnią prawdę.

"Śmieszne jest to, gdy oglądamy film, ale stek kłamstw, które urzędnicy - w ogóle nie powinny paść. Mnie nikt z lekarzy z tego oddziału nie uwikłał w ten pseudokonflikt, który nigdy nie powinien się wydarzyć. (...) My bronimy dobrego. Mój dom jest w Brodnicy, a pomimo tego wracałem do kolejnego domu - z miłą chęcią i radością. Do szpitala na Batorego. Dziś nie ma takiej możliwości. Tam była moja druga rodzina - lekarze, pielęgniarki, panie z obsługi. Dziś wszystko zostało zrujnowane" - powiedział ciężko chory mężczyzna. Jego żona dodała, że ostatnio żyje on w ogromnym stresie o to, co będzie dalej. Przyznała ze łzami w oczach, że boi się o jego życie.

Hanna Chmielewska jest pacjentką tego oddziału od 2001 roku, czyli praktycznie od początku istnienia oddziału hematologii. "Leżałam w sześciu szpitalach w Polsce wcześniej. Takiego bezpieczeństwa nigdzie nie ma. Jestem przerażona tym, co się dzieje" - powiedziała i rozpłakała się. "Mój lekarz prowadzący mnie zna. Wie o mnie wszystko. Nie wyobrażam sobie dalszego leczenia z zupełnie nowym lekarzem. Tutaj czuję się bezpieczna i to mi zabierają. Przepraszam, ale już nie mogę" - powiedziała dziennikarzom.

W podobnym tonie wyrażali się kolejni pacjenci. Dotychczasowy ordynator oddziału dr Marcin Rymko mówił o tym, jak dobry zespół udało się zbudować na toruńskiej hematologii. Przyznał, że jeszcze nie może przyzwyczaić się do przedstawiania jako były ordynator. "Nie zajmujemy się od kilku dni pacjentami hematologicznymi. W piątek odbyło się przekazanie oddziału w ręce nowego składu. (...) Pierwszy kontakt miał miejsce o 6.30 rano 1 lipca. Tak naprawdę pojawiły się trzy osoby - nowy ordynator, jego małżonka i jedna z rezydentek z oddziału kardiologii. Oddział został przekazany w ręce dwóch hematologów, a wcześniej pracowało tam trzynaście osób. To była dla nas bardzo trudna sytuacja" - powiedział dr Rymko.

PAP zapytała o sprawę Ministerstwo Zdrowia.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum