Teraz politycy troszczą się o rezydentów. Co robili wcześniej?

Autor: Jacek Janik, MAK/Rynek Zdrowia • • 10 października 2017 05:49

Problem niskich wynagrodzeń lekarzy w trakcie specjalizacji od lat był zamiatany pod dywan przez kolejne ekipy rządzące. W poniedziałek (9 października), za sprawą  protestu głodowego rezydentów, stał się powodem gorącej dyskusji podczas posiedzenia sejmowej komisji zdrowia.

Teraz politycy troszczą się o rezydentów. Co robili wcześniej?
Fot. Adobe Stock. Data Dodania: 16 grudnia 2022

Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł przedstawił w trakcie posiedzenia komisji informację na temat działań resortu, które m.in. mają poprawić sytuację finansową lekarzy rezydentów oraz informację dotyczącą prowadzonego przez nich protestu głodowego.

Przypomnijmy, że protest trwa od 2 października w hallu głównym Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Warszawie. Prowadzi go ok. 20 lekarzy rezydentów; domagają się m.in. wzrostu finansowania ochrony zdrowia, poprawy warunków pracy i podwyższenia wynagrodzeń.

- Doszliśmy do momentu, że bez wizyty pani premier Beaty Szydło nie rozwiążemy tego konfliktu. Nie wiemy, kto doradza pani premier w sprawach ochrony zdrowia, ale jesteśmy przekonani, że jeżeli usłyszy nasze i naszych ekspertów argumenty, to będzie wiedziała, że wydatki na ochronę zdrowia nie są wydatkami samymi w sobie - to jest inwestycja - mówił Jarosław Biliński, wiceprzewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL.

Zdaniem rezydentów
Wskazywał, że Ministerstwo Zdrowia napisało na swojej stronie, że wszystkie jego działania dążą do skrócenia kolejek. - Fakty są jednak zupełnie inne - kolejki znacznie się wydłużyły i bez wzrostu nakładów finansowych na służbę zdrowia one się nie skrócą - dodał.

Jednym z postulatów strajkujących jest zmniejszenie biurokracji. - Lekarz przyjmujący pacjentów w POZ poświęca im 5 minut, a 10 minut klepie w komputerze, sprawozdaje do NFZ. Bez zwiększenia nakładów na służbę zdrowia jej nie zinformatyzujemy - mówił Biliński.

- To, że zwiększamy nabór na studia medyczne nic nie zmieni, bo wąskim gardłem pozostają pensje w ochronie zdrowia. Według danych Naczelnej Izby Lekarskiej, mimo zwiększenia naboru na studnia medyczne, w 2035 roku w Polsce liczba lekarzy spadnie o 9 proc. Dlaczego? 10 proc. lekarzy emigruje, a 10 proc. kończących studia medyczne nie podejmuje pracy w zawodzie - podkreślał wiceprzewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL.

Zaznaczył, że rezydenci nie potrafią porozumieć się z ministrem zdrowia i „jedyną władną osobą do podjęcia twardych deklaracji, że nasze postulaty będą zrealizowane jest premier Szydło”.

- Jeśli chodzi wzrost publicznych wydatków w na ochronę zdrowia, to rząd jest jak najbardziej za. Najlepszym tego dowodem jest to, że prawdopodobnie rok 2017 będzie rekordowym, jeśli chodzi o nakłady. Jeszcze się nie zakończył, ale na dzisiaj można już z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć, że nakłady w tym roku wzrosną o ponad 8 mld zł. To bezprecedensowa sytuacja - ripostował Konstanty Radziwiłł.

Minister: to nie są głodowe wynagrodzenia
Zdaniem ministra niektóre kolejki do specjalistów się zmniejszyły, a inne nie, ale „do tych procedur, w których były one największe jest szansa, że się zmniejszą z związku z tym, zostały na ten cel przeznaczone ogromne środki”.

- Liczba lekarzy w Polsce nieustannie rośnie. Faktem jest, że jest ich w Polsce za mało, tak jak praktycznie na całym świecie, ale z całą pewnością często przytaczana liczb lekarzy na 1000 mieszkańców nie lokuje nas na końcu Europy. Liczba 2,2 lekarza na 1000 mieszkańców jest nieprawdziwa. Mamy w Polsce wskaźnik 3,5 lekarza na 1000 mieszkańców. I to lokuje nas w połowie europejskiej stawki - zaznaczył minister zdrowia.

Jeśli chodzi o kwestię wynagrodzeń lekarzy sytuacja, stwierdził, że sytuacja jest wyjątkowa. - Po raz pierwszy mamy ustawę, która gwarantuje minimalne wynagrodzenie pracownikom medycznym. Mówienie o tym, że nie ma regulacji jest nieprawdą, a szokujące mogą być oczekiwania w tym względzie rezydentów - powiedział Radziwiłł.

Dodał że, minimalne wynagrodzenie, jakiego rezydenci oczekują już dziś to 6400 złotych minimum w specjalnościach zwykłych i 8100 zł w specjalnościach deficytowych. - Wydaje się, że większość miałaby trudność obronienia takich wynagrodzeń, jako poziomów minimalnych - podkreślał.

Stwierdził, że dzisiaj wynagrodzenia „kształtujące się brutto od 3170 do 3890 zł nie są wynagrodzeniami, które można nazwać głodowymi. Żyjemy w Polsce tu i teraz. - Te wynagrodzenia są niskie, ale nie są głodowe. Moim zdaniem opinia publiczna wprowadzana jest często błąd”.

- Wynagrodzenia lekarzy rezydentów w ciągu najbliższych czterech lat wzrosną w sposób zaplanowany - zgodnie z zasadą wynikającą z ustawy o wynagrodzeniach w służbie zdrowia i to będą kwoty od tego roku, z wyrównaniem od lipca w granicach 100 zł - przypominał Radziwiłł.

Wskazywał, że z latami te kwoty będą wzrastały i wyniosą 300 złotych rocznie, „co w praktyce oznacza, że najbliższych czterech latach wzrost wynagrodzeń rezydentów wyniesie od 2155 złotych do ponad 2300 zł w pierwszych dwóch latach specjalizacji. Po drugim roku specjalizacji podwyżka będzie wynosiła od 2238 złotych do 2384 zł.

Opozycja nie przebiera w słowach
- Panie ministrze, po pańskiej wypowiedzi zrozumiałem, dlaczego młodzi lekarze nie chcą z panem rozmawiać i oczekują rozmowy z panią premier - mówił poseł Bartosz Arłukowicz (PO), były minister zdrowia.

- Opozycja oczekuje od pana, aby był pan z rezydentami i negocjował rozsądne warunki. Pan abdykował ze swojej funkcji i dlatego dzisiaj jest ta komisja. Dzisiaj pan tu przyszedł i opowiada, jak jest w służbie zdrowia dobrze, że pielęgniarki są zadowolone, a pacjenci cieszą się z sieci szpitali - mówił Arłukowicz.

- Panie ministrze, proszę przedstawić harmonogram działań, jakie zamierza pan podjąć, aby zakończyć protest rezydentów. Jakie podwyżki i czy w ogóle zamierza pan przedstawić rezydentom dzisiaj, a nie za cztery lata? - pytał.

- Słuchałem pana wypowiedzi z zaskoczeniem, bo generalnie była to propaganda sukcesu. Słuchając pana mam wrażenie, że w ochronie zdrowia od dwóch lat dzieją się rzeczy fantastyczne - ironizował Ryszard Petru, lider Nowoczesnej.

- To jest propaganda jak za Gierka. Na każde stwierdzenie, że coś jest nie tak, państwo odpowiadacie, że za Platformy Obywatelskiej było gorzej. Ludzi nie to nie interesuje. Ich interesuje odpowiedź na pytanie, co zrobić, aby było lepiej. Żeby były krótsze kolejki i pracownicy ochrony zdrowia lepiej zarabiali - podsumował Petru.

Katarzyna Lubnauer z Nowoczesnej wskazywała, że „rząd chwali się wzrostem gospodarczym, większą ściągalnością podatków”. - Te środki najbardziej byłyby odczuwalne przez społeczeństwo, gdyby szły na takie cele jak służba zdrowia. Jakość opieki zdrowotnej to jest coś, co zapewnia nam prawdziwe bezpieczeństwo, a nie kreowane zagrożenia - mówiła Lubnauer.

Pytała: - Co się zmieniło w poglądach pana Radziwiłła, który przez lata głosił, że lekarz rezydent powinien zarabiać dwie średnie krajowe? Co się zmieniło od tych czasów, kiedy mówił, że wydatki na służbę zdrowia powinny być znacząco wyższe?

- Wykształcenie jednego lekarza to pół miliona złotych. Nas po prostu na to nie stać, żebyśmy kształcili lekarzy dla całej UE, nie stać nas na to, żeby lekarze zaraz po studiach wyjeżdżali za granicę - podsumowała posłanka Nowoczesnej.

Jankowski: ten protest nie jest polityczny
- Nasz protest to tak naprawdę głos wsparcia dla ministra zdrowia w lobbingu za naszymi sprawami, za sprawą nas wszystkich. Ten protest nie jest polityczny, nie jest skierowany przeciwko ministrowi zdrowia. Apelujemy na tej sali o ponadpartyjną zgodę w zakresie ochrony zdrowia. To musi się zdarzyć - powiedział Łukasz Jankowski z Porozumienia Rezydentów OZZL.

- Zostaliśmy poinformowani przez stronę ministerialną, że władna do podejmowania decyzji jest wyłącznie pani premier. Nasza prośba o spotkanie z panią premier jest nadal aktualna. Niczego nie zbudujemy politycznymi przepychankami, bez ponadpartyjnego porozumienia - podkreślał przedstawiciel rezydentów.

System od strajku do strajku
- W dużej mierze pensje w ochronie zdrowia zależą od determinacji personelu i gotowości do strajkowania. To oczywiście nie jest żadne systemowe rozwiązanie. Można być w Polsce bardzo dobrym lekarzem, ale za sprawą łagodnego, niekonfliktowego usposobienia wciąż mieć niemal takie samo wynagrodzenie jak na przykład w 2007 roku - mówił w wywiadzie dla Rynku Zdrowia Krzysztof Bukiel, przewodniczący Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.

Przypomniał, że w 2006 rok minister Zbigniew Religa zgodził się na 30-procentowe podwyżki, „ale to również było rozwiązanie zupełnie nie pasujące do systemu, za to podobne do osławionej tzw. ustawy 203” (ustawa z 2000 r. przyznająca 203 zł podwyżki w 2001 r., nie wskazująca jednak źródeł jej sfinansowania - przyp. red.).

- Czyli pieniądze na podwyżki z 2006 r. szły gdzieś „z boku”, chociaż postulowaliśmy wtedy, aby środki te były zawarte w kontraktach z NFZ - poprzez odpowiednie przeliczenie wartości punktu. Na to jednak resort zdrowia się nie zgodził - przypomina szef OZZL, który w sobotę (7 października) dołączył do głodujących lekarzy.

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum