Teleporada, czyli od uwielbiena do potępienia. Nie tędy droga - przestrzega Tomasz Zieliński

Autor: Wojciech Kuta • Źródło: Rynek Zdrowia22 czerwca 2021 08:00

Wszędzie tam, gdzie można - teleporada. Zawsze, kiedy trzeba - wizyta osobista w gabinecie - radzi lekarz rodzinny Tomasz Zieliński, wiceprezes Porozumienia Zielonogórskiego.

Tomasz Zieliński, wiceprezes Porozumienia Zielonogórskiego; FOT. PTWP
  • NFZ podchodzi do teleporady, jak do czegoś złego, za co wręcz lekarze POZ będą karani - mówi Tomasz Zieliński
  • Wskazuje, że jeżeli ktoś wyjedzie nad morze, chętniej zadzwoni do swojego lekarza niż będzie szukał lekarza tam, gdzie np. spędza urlop
  • W przypadku dzieci udzielamy dużo prostych świadczeń polegających na poradnictwie, kiedy rodzice naprawdę nie oczekują osobistej wizyty u lekarza rodzinnego - zaznacza Tomasz Zieliński
  • Przestrzega, że planowane przepisy zmuszą m.in. starsze osoby do przychodzenia raz na 3 miesiące do przychodni, tylko po to, żeby otrzymały SMS-a z kodem e-recepty

Wojciech Kuta: - Za sprawą planowanych zmian w przepisach, znowu zrobiło się głośno wokół teleporady. Okazała się ratunkiem czy porażką dla systemu opieki zdrowotnej w czasach pandemii COVID-19?

Tomasz Zieliński, lekarz rodzinny, wiceprezes Porozumienia Zielonogórskiego i wiceprezes Polskiej Izby Informatyki Medycznej: - Z mojego punktu widzenia - był to ratunek dla systemu. Dzisiaj chyba nikt już nie ma wątpliwości, że gdyby nie teleporada i cała telemedycyna, liczba zakażeń koronawirusem byłaby znacznie większa.

Niewiele osób już o tym pamięta, że teleporada została formalnie wprowadzona do naszego systemu ochrony zdrowia tuż przez pandemią COVID-19, poprzez wpisanie w 2019 porady udzielanej telefonicznie do katalogu świadczeń gwarantowanych w podstawowej opiece zdrowotnej, a więc finansowanych przez NFZ.

WK: - Kto powinien decydować o formie udzielania porady - telefonicznej lub osobistej - pacjent czy lekarz?

TZ: - Oczywiście pacjent zawsze jest najważniejszym podmiotem wszelkich działania w medycynie. Z drugiej strony, pacjent nie zawsze ma pełną wiedzę pozwalająca na właściwą ocenę swojego stanu zdrowia. Zdarza się więc, że pacjent uważa, iż wystarczy teleporada, ale lekarz uznaje, że to za mało, by postawić prawidłową diagnozę. Nie mamy jednak prawnych możliwości, by zmusić pacjenta do przyjazdu do gabinetu lekarskiego. Zatem pacjent, rzecz jasna, ma prawo do wyboru formy udzielenia porady, z drugiej jednak strony tego prawa nie powinien nadużywać.

Uważam, że należy działać w myśl prostej zasady: wszędzie i tyle, ile można w bezpieczny sposób zrobić dla pacjenta - róbmy w formie teleporady. Ale wszędzie tam, gdzie trzeba pacjenta zobaczyć - udzielajmy porady osobistej.

Należy też uwzględniać czynnik odległości. Pacjenci, którzy często wyjeżdżają, zazwyczaj chcą nadal korzystać z porad lekarza w swoim miejscu zamieszkania. Jeżeli zajmuję się w moim ośrodku w Lubelskiem danym pacjentem od 20 lat, a on wyjedzie np. na urlop nad morze, to nic dziwnego, że chętniej zadzwoni do mnie po teleporadę niż będzie szukał lekarza w miejscu, gdzie spędza urlop.

Mam duże wątpliwości dotyczące formalnego ograniczania wieku osób, którym można udzielać teleporad. Medycyny nie dla się zmieścić w sztywnych ramach przepisów.

- W przestrzeni medialnej szybkiego rozgłosu doświadcza jeden zamknięty gabinet i pacjenci narzekający, że mogą korzystać tylko z teleporad, podczas gdy nie nagłaśnia się opinii osób zadowolonych z tej formy udzielania świadczeń - mówi Tomasz Zieliński.

Dobrze, że w marcu 2020 roku ukazało rozporządzenie w sprawie standardu organizacyjnego teleporady w ramach podstawowej opieki zdrowotnej. Gorzej, że około rok później wprowadzono nadal obowiązujące przepisy nie pozwalające udzielać teleporad w przypadku dzieci do 6. roku życia. Czyli, jeśli mama 4-latka zadzwoni do mnie z prośbą o prostą poradę dla jej dziecka, mam wyłączyć telefon?

W przypadku dzieci udzielamy dużo prostych świadczeń polegających de facto na poradnictwie, kiedy rodzice naprawdę nie oczekują osobistej wizyty u lekarza rodzinnego, a taka bezpośrednia obecność w placówce nie ma też uzasadnienia od strony czysto medycznej.

Obecnie w całej Polsce trwa kontrola wyszukująca teleporad udzielanym dzieciom czy też ich rodzicom.

Czytaj także: Nowe zasady dla teleporad. Zmiany forsuje NFZ: więcej teleporad, mniej pieniędzy. NRL ostro: "nieracjonalne rozwiązanie"

WK: - 9 czerwca br. NFZ opublikował projekt zarządzenia, wprowadzającego nowe zasady finansowania teleporad. Mają skłonić lekarzy POZ do większej udzielania większej liczby osobistych świadczeń w gabinecie. To dobry kierunek?

TZ: - Projekt zarządzenia prezesa NFZ regulujący zawieranie umów ze świadczeniodawcami POZ przewiduje, że im więcej udzielanych teleporad, tym mniejsza będzie stawka wypłacana lekarzom. I odwrotnie - im mniejsza liczba teleporad, tym większa szansa na wyższą stawkę.

To pokazuje sposób podejścia NFZ do teleporady, jako czegoś złego, za co wręcz lekarze POZ będą karani. Z drugiej strony projekt tego zarządzenia wprowadza obowiązek osobistego przyjmowania pacjenta chorego przewlekle, jeśli jest to chory leczony w POZ bez kierowania do poradni specjalistycznej. Taki pacjent będzie musiał, obligatoryjnie, raz na kwartał stawiać się w gabinecie POZ.

Jest to sprzeczne ze wspomnianym ubiegłorocznym rozporządzeniem ws. standardu organizacyjnego teleporady, które mówi, że pacjent ma prawo żądać porady osobistej, ale za wyjątkiem sytuacji, kiedy wymagane jest tylko wypisane leków. Zatem resort zdrowia słusznie wtedy przewidział, że jeśli mamy do czynienia jedynie z przedłużeniem leczenia, można ograniczyć prawo pacjenta do sztywnego żądania porady osobistej.

Tymczasem prezes NFZ w czerwcowym projekcie zarządzenia ws. warunków zawarcia i realizacji umów o udzielanie świadczeń w ramach POZ, wskazuje, że wbrew zapisom rozporządzenie Ministra Zdrowia, pacjent chory przewlekle musi raz na kwartał przyjść osobiście do lekarza POZ.

WK: - A może projekt zarządzenia prezesa NFZ jest reakcją na nadużywanie teleporad?

TZ: - Rzeczywiście słyszę komentarze, że lekarze rodzinni nie chcą dziś przyjmować pacjentów osobiście (w tej skali, co przed pandemią - red.). Tak nie jest! Przecież i tak pracuję, a kwesta formy udzielenia porady - osobiście czy telefonicznie - naprawdę nie jest dla mnie najważniejsza. Najważniejsze jest dobro pacjenta.

Planowane przez NFZ zarządzenie największą krzywdę wyrządzi pacjentom chorującym przewlekle. Będziemy ich zmuszać - a często są to starsi, schorowani ludzie - do przyjeżdżania lub przychodzenia raz na 3 miesiące do przychodni, tylko po to, żeby otrzymać SMS-a z kodem e-recepty.

WK: - Teleporada przeszła drogę od powszechnego uwielbienia na początku pandemii, do wręcz potępienia podczas tzw. trzeciej fali zakażeń, kiedy część placówek POZ nadal była zamknięta.

TZ: - Problem w tym, że nadal nie zdefiniowano tego, czym jest zamknięty gabinet. Pandemia się nie skończyła, ale ponieważ mamy dziś znacznie mniej zakażeń, łagodzone są kolejne rygory. Jednak nie zapominajmy o tym, że w poczekalni placówek POZ mamy przede wszystkim pacjentów chorych, z różnymi infekcjami. Przez lata akceptowaliśmy sytuację, w której zakaźnie chorzy zakażają w przychodniach inne osoby.

Natomiast z powodu koronawirusa poszliśmy w drugą skrajność, w wielu miejscach całkowicie odcinając dostęp pacjentów do placówek i stosując masowo teleporady. Trzeba więc teraz znaleźć złoty środek. W przestrzeni medialnej szybkiego rozgłosu doświadcza jeden zamknięty gabinet i pacjenci narzekający, że mogą korzystać tylko z teleporad, podczas gdy nie nagłaśnia się opinii osób zadowolonych z tej formy udzielania świadczeń.

Uważam, że NFZ powinien skupić się na ocenie poziomu i efektów leczenia osiąganych przez daną placówkę, a nie wyliczaniu jej średniego procentowego wskaźnika udzielanych teleporad. Ten odsetek zależy przecież od wieku i innych cech danej populacji na danym terenie, liczby pacjentów stabilnych, co pewien czas jedynie odnawiających recepty itp.

Na przykład pacjenta dobrze kontrolującego swoją cukrzycę, z wyrównaną chorobą, widzę w ciągu roku dwa razy w gabinecie, a razy udzielam mu teleporady. Wtedy mam wskaźnik wynoszący tylko czy aż 50 proc. teleporad?

Powtarzam, że w medycynie do każdego pacjenta trzeba podchodzić indywidualnie. Natomiast rygorystyczne posługiwanie się medianą liczby udzielanych teleporad wobec wszystkich lekarzy POZ, jak zakłada to wspomniany projekt zarządzenia prezesa NFZ, może w praktyce doprowadzić do zlikwidowania teleporady w podstawowej opiece zdrowotnej.

Wywiad został przeprowadzony podczas VI Kongresu Wyzwań Zdrowotnych (Katowice, 14-16 czerwca 2021 r.).

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum