Szumowski o stawce ograniczeń: w szczycie epidemii będzie może 10 tys. zamiast 50 tys. zakażonych

Autor: tvn24.pl/Rynek Zdrowia • • 05 kwietnia 2020 10:39

Dziś nie ma szans, by odpowiedzialnie powiedzieć, że to się skończy (epidemia koronawirusa w Polsce - red.) za dwa miesiące, za cztery miesiące, za sześć miesięcy - mówi w rozmowie z reporterem "Faktów" TVN minister zdrowia Łukasz Szumowski.

Łukasz Szumowski podkreśla, że pocieszanie bez żadnych podstaw jest oszukiwaniem ludzi Fot. PTWP

Łukasz Szumowski podkreśla, że pocieszanie bez żadnych podstaw jest oszukiwaniem ludzi, więc woli powiedzieć, że nie wie - m.in. dlatego, że koronawirus jest świeżą epidemią i np. nie wiemy, czy pogodowe warunki jakkolwiek na nią wpłyną. "Nasz czas, czas, jaki biegnie, to czas do szczepionki. Musimy mieć perspektywę tej szczepionki" - mówi Szumowski.

Zapytany, którą krzywą zachorowań idziemy, wylicza, że obecnie "mamy około 25 procent redukcji, co oznacza, że "nie mamy 8,5 tysiąca zdiagnozowanych chorych tylko 3,5 tysiąca" a "im dalej będziemy przesuwać się w czasie, tym ta różnica będzie większa, czyli w szczycie zamiast o 50 tysiącach możemy mówić o 10 tysiącach zakażonych". Podkreśla jednak, że tę redukcję musimy mieć jeszcze większą.

Zaznacza, że nie jest w stanie także powiedzieć, czy w Polsce nie zrealizuje się scenariusz włoski czy hiszpański. Jak przyznaje, bardzo boi się, że liczby (chorych, zgonów z powodu COVID-19 - red.) "podskoczą z dnia na dzień", ponieważ "jeszcze coś może się zdarzyć za chwilę, choćby święta Wielkiejnocy, w trakcie których będziemy mieli taką transmisję". 

Szumowski zdecydowanie nie zaleca Polakom, by w święta jeździli i organizowali rodzinne spotkania.

"Naprawdę, to jest ogromne ryzyko. Powtórzę: to jest ogromne ryzyko! Święta w samotności? Mówię to z ogromnym żalem, ale i z dużą odpowiedzialnością: tak, święta w samotności lub tylko z tymi, z którymi mieszkamy na co dzień" - mówi w rozmowie. 

Przyznaje jednocześnie, że bardzo obawia się w sytuacji w której Polakom w pewnym momencie zacznie brakować kontaktu z rodzinami, z najbliższymi i "ludzie sami zaczną sobie poluzowywać restrykcje".

"Jest takie zagrożenie. Dlatego uważam, że powinniśmy już powoli iść w kierunku obowiązkowych maseczek na ulicach, w sklepach, w pracy. Mamy coraz więcej ludzi bezobjawowo zakażonych. (...) Weszliśmy w nowy, kolejny etap zakażeń" - twierdzi Szumowski.

Pytany, czy ma jakąś dobrą wiadomość dla obywateli, odpowiada: "Jest sprzęt". 

"Od kilku tygodni trzeba zębami i pazurami walczyć o wszystko w różnych miejscach na świecie, a to w Chinach, a to w Indiach, a to w Stanach. A to wyrywamy coś w Turcji i przywozimy do Polski, bo inaczej byśmy tego nie mieli. To jest notoryczna walka. Ale wiadomość, która mnie bardzo cieszy, jest taka, że już przychodzą duże transporty i już te siedem milionów maseczek mogliśmy porozwozić po szpitalach. Ja chcę wprowadzić już obowiązek noszenia maseczek w szpitalach, żeby się personel nie zakażał, żeby pacjenci mieli też większe bezpieczeństwo. I już mamy powoli ten komfort, że możemy to zrobić" - zapowiada minister zdrowia. 

Na pytanie, czy był moment, w którym zastanawiał się nad dymisją, stanowczo odpowiada, że "teraz byłoby to tchórzostwo lub skrajna nieodpowiedzialność".

"Jak dostałem propozycję pracy w rządzie, to zapytałem premiera Morawieckiego, z którym się znaliśmy wcześniej, czy to przyjmować. I on mi powiedział, gdy byliśmy z rodziną na żaglach: jak chcesz zmienić Polskę, to pociąg odjeżdża. No i tak wskoczyłem" - konstatuje Szumowski.

Więcej: tvn24.pl

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum