Szpitalne dostawki zjawiskiem incydentalnym czy systemowym? Problem dotyczy wielu obszarów

Autor: JJ/Rynek Zdrowia • • 30 grudnia 2019 06:02

Tzw. dostawki na szpitalnych korytarzach, gdzie trudno mówić o poszanowaniu intymności i godności chorych, budzą sprzeciw. Kolejną falę dyskusji wywołały jednak jako forma obchodzenia przepisów dotyczących norm zatrudniania pielęgniarek.

Dlaczego pacjenci wciąż leżą na szpitalnych korytarzach? Fot. Shutterstock

Kiedy blisko cztery lata temu toczyła się debata na temat dostawek, w której głos zabrał także Rzecznik Praw Pacjenta, resort zdrowia stanął na stanowisku, że dodatkowe łóżka można zaakceptować jedynie w sytuacjach awaryjnych - gdy mimo braku miejsc na oddziałach nie sposób odmówić pacjentowi pomocy w sytuacji zagrożenia zdrowia i życia.

Niedawno dostawki wywołały kolejną dyskusję - tym razem w kontekście obchodzenia przepisów dotyczących norm zatrudniania pielęgniarek. Pojawiły się pytania: czy dostawki to zjawisko incydentalne, czy problem systemowy? Jak to się dzieje, że w tym samym czasie, gdy raporty NIK i mapy potrzeb zdrowotnych pokazują, że mamy zbyt dużą liczbę szpitalnych łóżek i trzeba znaczącą ich część zlikwidować, pacjenci muszą leżeć na szpitalnych korytarzach?

Jak mówi dr Jerzy Gryglewicz z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, dostawki są rozwiązaniem awaryjnym nie tylko w Polsce, ale na całym świecie. Przykładem są niedawne wydarzenia w Wielkiej Brytanii. Kiedy w czasie kampanii wyborczej pokazano Borisowi Johnsonowi zdjęcie 4-letniego chłopca śpiącego na podłodze szpitala w Leeds, ten odmówił nie tylko komentarza, ale nawet obejrzenia fotografii. Takie obrazki są niewygodne dla polityków, niezależnie od szerokości geograficznej.

Ile ich jest?
Jaka jest skala pojawiania się dostawek na szpitalnych oddziałach w Polsce? Nie wiadomo - nikt tego nie liczy. Wiedzy na ten temat nie mają ani resort zdrowia ani NFZ. Sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że nie ma w polskim prawie jednoznacznej definicji szpitalnego łóżka. Nie wiadomo też czy dostawka nim jest.

Ogólnopolski Związek Pielęgniarek i Położnych zapowiedział jednak w kwietniu 2019 r., że łóżka, zwłaszcza te dodatkowe, policzy, konieczna jest bowiem bieżąca dokumentacja rzeczywistej liczby łóżek funkcjonujących na poszczególnych oddziałach.

Jak powiedziała nam Krystyna Ptok, przewodnicząca OZZPiP, póki co dokładnych danych na temat dostawek jeszcze nie ma. Z ankiety przeprowadzonej przez Związek, która objęła 189 szpitali i 130 świadczeniodawców POZ wynika, że wskaźniki liczby zatrudnionych pielęgniarek i położnych (etatów) na liczbę łóżek wyniosły przeciętnie w tym roku 0,82 (w 2018 -0,75).

Najniższa wartość tego wskaźnika (0,2) była w województwie dolnośląskim, a w 15 proc. szpitali wyniosła 0,5 lub mniej. W żaden jednak sposób nie można z tych danych wyciągnąć wniosku, że dyrektorzy wykorzystują dostawki, aby obejść normy zatrudnienia pielęgniarek. Po prostu w zależności od regionu jest ich za mało w mniejszej lub większej liczbie.

Dostawki? Bywa, że się zdarzają
Jak stwierdza Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych, dostawki pojawiają się na szpitalnych korytarzach, ale są to zjawiska o charakterze incydentalnym. Przyznaje jednak, że są takie oddziały, gdzie dostawki są częstsze niż w innych.

- Tak jest w przypadku oddziałów internistycznych, których mamy za mało i praktycznie w każdym województwie są to łóżka priorytetowe. Braki wiążą się przede wszystkim z niedoborami kadry. Zgłaszamy ten problem od kilku lat. Konieczne jest podjęcie działań, aby ta specjalizacja i rezydentury były bardziej atrakcyjne dla absolwentów uczelni medycznych. Na razie niestety tak nie jest. A przecież interniści zabezpieczają oprócz oddziałów internistycznych także POZ, opiekę długoterminową, nocną i świąteczną. Lekarzy tej specjalności ciągle jest za mało - podkreśla prezes Malinowski.

Ja mówi dr Jerzy Gryglewicz, geneza problemu szpitalnych dostawek leży w wielu obszarach.

- Szpitale przyjmują pacjentów w trybie planowym, ale przede wszystkim przyjmują ich w trybie ostrym. Klasycznym przykładem oddziałów, w których mamy ogromną różnicę w poziomie obłożenia łóżek, jest pediatria, w której występuje sezonowość. Przy nasileniu się zachorowalności np. na grypę, w danej miejscowości wzrost hospitalizacji dzieci może być na tyle znaczący, że zabraknie dla nich łóżek. Wtedy dostawki są koniecznością - mówi dr Gryglewicz.

Podobnym przykładem są oddziały położnicze. Tutaj także mogą trafić się dni, gdy porodów będzie znacznie więcej niż zwykle. Najczęściej jednak problem dostawek występuje na oddziałach psychiatrycznych, szczególnie dla dzieci i młodzieży, a także m.in. na oddziałach internistycznych, hematologicznych, neurologicznych.

Jak planować liczbę szpitalnych łóżek?
Jak podkreśla ekspert Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, prawdziwym wskaźnikiem, który powinien być brany pod uwagę przy planowaniu liczby szpitalnych łóżek powinien być procent ich obłożenia.

- Jeśli w skali roku optymalny wskaźnik winien wynosić 85 proc., to jest to jednak średnia roczna. Dlatego należy uwzględnić dwa aspekty - ekonomiczny, aby liczba łóżek była adekwatna do ich obłożenia i wysokości kontraktu, oraz - aby ta liczba zabezpieczała dostęp do leczenia pacjentów w nagłych sytuacjach - stwierdza.

Dodaje, że mapy potrzeb zdrowotnych pokazują, iż średni poziom obłożenia łóżek w Polsce jest na poziomie 66 proc. To ewidentne wskazanie do zmniejszania ich liczby w skali kraju, ale trzeba jednak pamiętać, że każdy oddział i każdy szpital ma inną specyfikę i liczbę łóżek należy dobierać w zależności od potrzeb lokalnych.

- Kluczem do naprawy systemu ochrony zdrowia nie są jednak łóżka szpitalne, a przeniesienie ciężaru leczenia pacjentów ze szpitali do ambulatoryjnej opieki specjalistycznej - przekonuje Gryglewicz.

Potrzebna korekta?
Czy system leczenia szpitalnego, w którym na pewnych oddziałach są permanentnie niewykorzystane łóżka, a w innych ich brakuje, nie wymaga zmiany?

- Uważam, że sieć szpitali poniosła klęskę, ponieważ kluczowego parametru, jakim jest dostępność do łóżek szpitalnych, nie uwzględniła w ogóle. Tymczasem przy tego rodzaju reformie należało przeanalizować potrzeby zdrowotne dla każdego szpitalnego oddziału. Bez tego sieć utrwaliła w zasadzie dotychczasowe status quo. Zaprzepaszczona została możliwość racjonalizacji - mówi dr Gryglewicz.

W mapach potrzeb zdrowotnych zawarte są prognozy w zakresie liczby łóżek szpitalnych, które w zależności od oddziałów są bardzo różne. Przewiduje się, że w skali kraju liczba łóżek pediatrycznych powinna się znacząco zmniejszyć - od 20 do 30 proc w każdym z województw. W przypadku interny mapy rekomendują zwiększenie liczby łóżek, podobnie jak w przypadku oddziałów neurologicznych czy hematologicznych. Dla chirurgii czy ortopedii w kilku województwach przewiduję się redukcję.

Dr Gryglewicz zauważa, że sieć szpitali nie wskazała liczny łóżek, jaka powinna być zabezpieczona na 10 tys. mieszkańców. Brała wyłącznie pod uwagę parametry przypisane do poszczególnych poziomów zabezpieczenia. Okazało się, że i to nie było rygorystycznie przestrzegane.

Więcej pieniędzy, mniej świadczeń
Jak wskazuje dr Gryglewicz, efekty reformy opisuje sprawozdanie z działalności NFZ, które można ująć jednym zdaniem - w ub.r. za dużo więcej pieniędzy zrealizowanych zostało dużo mniej świadczeń.

- Owszem, politycy szczycą się tym, że wydają na zdrowie znacznie więcej. Dane Funduszu są jednak jednoznaczne - świadczeń zrealizowano dużo mniej i dostępność do nich się pogorszyła. Jestem przekonany, że do zmiany struktury łóżek szpitalnych w Polsce dojdzie, czy politycy tego chcą, czy nie. Wymusi to sytuacja - stwierdza dr Gryglewicz

Ogromne zadłużenie szpitali, braki kadr medycznych spowodują jednak, że im później nastąpi reforma szpitalnictwa, tym jej koszty będą większe. Zdaniem eksperta, racjonalnym krokiem byłoby ponownie pochylenie się nad projektem ministra Zbigniewa Religii, który przewidywał przekształcenie 100 szpitali w Polsce w ZOL-e.

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum