Szpitale w kolejce po zmiany. Kto zyska, a kto straci na resortowych propozycjach?

Autor: Marzena Sygut/Rynek Zdrowia • • 24 kwietnia 2014 06:16

W tzw. pakiecie kolejkowym Ministerstwa Zdrowia znalazły się między innymi rozwiązania dotyczące funkcjonowania szpitali. Resort proponuje np. wydłużenie do 10 lat umów zawieranych przez NFZ z lecznicami oraz utworzenie poradni przyszpitalnych, które zagwarantują wizytę po zabiegu. Eksperci i szefowie placówek ostrożnie wypowiadają się o tych propozycjach.

- Na razie to tylko luźne deklaracje, ponieważ nie ukazało się rozporządzenie ,,koszykowe" dotyczące leczenia szpitalnego - komentuje Jerzy Gryglewicz z Instytutu Organizacji Ochrony Zdrowia Uczelni Łazarskiego w Warszawie.

Żeby łatwiej się planowało
Jego zdaniem najważniejszą propozycją zawartą w projekcie nowelizacji ustawy o świadczeniach finansowanych ze środków publicznych jest wydłużenie umów dotyczących leczenia szpitalnego do 10 lat. - Ta propozycja resortu spotka się z pełną akceptacją ze strony szpitali, które już posiadają kontrakty - prognozuje Jerzy Gryglewicz.

Ministerstwo Zdrowia proponuje także utworzenie poradni przyszpitalnych, które zagwarantują wizytę po zabiegu. Sztucznie wydłużany pobyt chorego w szpitalu mają ograniczyć zmiany w wycenie hospitalizacji jednodniowej oraz usunięcie z JGP czasu hospitalizacji.

Z kolei wprowadzenie produktu "hostel plus dowóz" ma na celu ograniczenie zbędnych hospitalizacji w trakcie radioterapii. Aby poprawić dostępność do usunięcia zaćmy i wszczepienia endoprotezy projektodawca zapowiada wprowadzenie jasnych zasad kwalifikacji do tych zabiegów. Wspomniane wydłużenie umów zawieranych przez NFZ ze szpitalami do 10 lat ma ułatwić politykę inwestycyjną i kadrową.

Operacja z gwarancją porady
Prof. Piotr Kuna, dyrektor Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 1 im. Norberta Barlickiego w Łodzi z aprobatą przyjmuje plany utworzenia poradni przyszpitalnych. W jego ocenie powinna być zachowana ciągłość opieki medycznej obejmującej POZ, leczenie specjalistyczne, szpitalne i rehabilitację.

- Jestem przeciwnikiem leczenia pacjenta przez dziesięciu specjalistów w różnych podmiotach. Zwykle kończy się to tym, że pacjent przyjeżdża do szpitala z plikiem badań nieadekwatnych do jego choroby, za które NFZ niepotrzebnie zapłacił - wyjaśnia prof. Kuna.

Dodaje, że przy większości szpitali publicznych tego typu poradnie już funkcjonują. Tym co ogranicza ich działanie jest nieregulowany rynek usług medycznych, który sprawia, że niejednokrotnie publiczne poradnie przegrywają w konkursach NFZ z jednostkami, które oferują swoje usługi po zaniżonych cenach, ale jednocześnie mają niższe standardy jakościowe, mniejsze doświadczenie i nie zapewniają ciągłości opieki medycznej.

Potwierdza to Renata Ruman-Dzido, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Opolu. Przyznaje, że jednym z jej celów strategicznych jest zapewnienie pacjentowi leczenia na zasadzie "szpital-poradnia". Niestety, chociaż szpital ma cały kompleks poradni specjalistycznych, to część z nich odpadła w ostatnich konkursach.

Dlatego, w ocenie prof. Kuny, aby pomysł ministra zafunkcjonował, poradnie przyszpitalne musiałyby mieć priorytet w otrzymaniu kontraktu. Odmiennego zdania jest Jerzy Gryglewicz. Uważa, że nie ma sensu tworzenie ekstra poradni przyszpitalnych jako gwarantów porady po zabiegu, ponieważ już teraz, w ramach ambulatoryjnej opieki, NFZ ma procedurę porady pohospitalizacyjnej.

- Prościej byłoby zmienić wyceny tego świadczenia. Obecnie jest ono skalkulowane na 4 punkty. Gdyby jego wartość podnieść do 10 punktów, to taki bodziec zachęciłby szpitale do realizacji porady pohospitalizacyjnej - wyjaśnia Gryglewicz.

Dodaje, że godnym rozważenia rozwiązaniem byłoby obligatoryjne zobowiązanie świadczeniodawcy do zapewnienia takiej wizyty pacjentowi, dla którego jest ona konieczna. - W ramach hospitalizacji można dokonać opisu świadczenia w ten sposób, że integralną jego częścią byłoby np. wykonanie procedur przypisanych do opieki poszpitalnej - podsumowuje nasz rozmówca.

Szpital to nie przechowalnia
Eksperci pozytywnie oceniają też zmianę wyceny hospitalizacji jednodniowej. - Niewątpliwie jest to wywołane wydłużonym czasem hospitalizacji nie z powodów medycznych, tylko rozliczeniowych. Proceder ten wiązał się z niższą wyceną procedur jednodniowych - zaznacza Jerzy Gryglewicz.

- Dlatego optymalnym rozwiązaniem byłoby ujednolicenie hospitalizacji jednodniowej i dłuższej. Takie rozwiązanie - płacimy za konkretną procedurę, a nie za hospitalizację - byłoby jasnym i czytelnym sygnałem dla świadczeniodawców, że należy tak usprawnić działanie szpitali, aby czas pobytu w nich był jak najkrótszy - podkreśla.

Zdecydowanie więcej kontrowersji budzi zamysł usunięcia czasu hospitalizacji z systemu Jednorodnych Grup Pacjentów.

- Dziś NFZ płaci pełną stawkę za 10 dni pobytu chorego w szpitalu, potem płaci ryczałt. A co się stanie jeśli po usunięciu "czasu" z JGP ten ryczałt zniknie? Co zrobi szpital, do którego trafi pacjent np. z udarem mózgu, który po siedmiu dniach „ostrego" leczenia pozostanie w szpitalu, bo nie ma dla niego miejsca w ZOL-u, nie ma rodziny, która się nim zajmie, ani możliwości rehabilitacji? Zostanie w szpitalu. Kto za ten długi pobyt chorego zapłaci? - pyta prof. Kuna.

- Obecnie przedłużane niepotrzebne pobyty w szpitalu obejmują ok. 3 proc. hospitalizowanych na oddziałach zabiegowych, neurologicznych i internistycznych. Przez 15 lat funkcjonowania kas chorych, a potem NFZ nie rozwiązano problemu apalików, którzy latami leżą zupełnie niepotrzebnie w szpitalu. Minister powinien zmusić NFZ do rozwiązania tego problemu przez usunięciem płacenia za długie pobyty z JGP - uważa profesor.

Hostel nie jest świadczeniem zdrowotnym
Także zdaniem Jerzego Gryglewicza, w przypadkach długich hospitalizacji wywołanych stanem klinicznym, rentowność tych procedur może być zdecydowanie mniejsza. Dlatego, w jego ocenie, to rozwiązanie wymagałoby wprowadzenia pewnych narzędzi finansowych dla uzasadnionych długich hospitalizacji.

Jeśli chodzi o produkt "hostel plus dowóz", w ocenie Gryglewicza, jest to korzystne rozwiązanie, ale należy też mieć na uwadze racjonalne wydatkowanie środków na opiekę zdrowotną.

- Hostel nie jest świadczeniem zdrowotnym, w związku z tym finansowanie pobytu w nim pacjenta niepotrzebnie obciążałoby NFZ. Dlatego finansowanie tak, ale ze środków opieki społecznej dla osób niezamożnych, których nie stać na dojazd i hostel - podkreśla ekspert.

Minister zdrowia Bartosz Arłukowicz zamierza także rozprawić się z gigantycznymi kolejkami na zabiegi wszczepiania endoprotez i usunięcia zaćmy. Sposobem ma być - w ocenie resortu - określenie jasnych zasad kwalifikacji do tych procedur.

Stop zabiegom "na wyrost"
Jerzy Gryglewicz zwraca uwagę, że jeszcze kilka lat temu kwalifikacje do zabiegu zaćmy były inne, natomiast atrakcyjna wycena świadczeń spowodowała, że kryteria zostały zdecydowanie obniżone.

- W wielu państwach płatnik stosuje różne narzędzia do weryfikowania zasadności udzielanych świadczeń. Jednym z nich są właśnie jasne i czytelne kryteria. W mojej ocenie takie zasady powinny być standardem nie tylko przy tych dwóch zabiegach, ale w każdej procedurze medycznej - zaznacza.

Propozycję tę popiera prof. Kuna: - Przyjęcie określonych zasad kwalifikacji do zabiegów jest bardzo ważne w obecnej sytuacji prawnej - mówi profesor i podaje przykład pacjenta w podeszłym wieku z rozległym pękniętym tętniakiem aorty. Szanse że przeżyje wynoszą 1 proc.

- Jednak musimy mu wszczepić protezę, która kosztuje ok. 0,5 mln zł, bo inaczej, jeśli umrze, zostalibyśmy posądzeni o narażenie go na utratę życia i ponosili odpowiedzialność karną. Dziś nie mamy żadnej podstawy, żeby odmówić zastosowania takiej procedury. Dlatego jasne kryteria powinny się pojawić nie tylko przy endoprotezach i zaćmie, ale wszędzie tam, gdzie są długie kolejki lub bardzo kosztowne zabiegi czy leczenie - stwierdza prof. Kuna.

Zastrzega, że publiczne wydatki na ochronę zdrowia powinny przede wszystkim obejmować procedury o udowodnionej, wysokiej skuteczności i efektywności w stosunku do ponoszonych wydatków: - Wszystkie inne procedury, o niskiej efektywności lub nieudowodnionej skuteczności, powinny przejść do prywatnych ubezpieczeń, za co po prostu każdy by płacił dobrowolną składkę - argumentuje dyrektor łódzkiego szpitala.

Więcej - w majowym wydaniu miesięcznika Rynek Zdrowia (nr 5/2014).

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum