System w zapaści. "Pacjenci czekają na izbie przyjęć, aż inny chory umrze"

Autor: oprac. MP • Źródło: Rynek Zdrowia18 października 2021 12:30

- Chcielibyśmy, aby ministrem zdrowia była osoba, która prezentuje rządowi nasze postulaty i punkt widzenia, a nie nas ucisza - mówi Anna Bazydło, wiceprzewodnicząca Porozumienia Rezydentów.

Fot. Shutterstock
  • Podczas konferencji prasowej w trakcie XVII Forum Rynku Komitet Protestacyjno-Strajkowy zwrócił uwagę na pat w trwającym od 40 dni proteście
  • Protestujący medycy podkreślali, że "dyrektorzy szpitali nie ujawniają ukrytej prawdy" o faktycznym stanie ochrony zdrowia i brakach kadrowych
  • - Pacjenci czekają na izbie przyjęć, aż inny pacjent umrze, aby mogli uzyskać tlenoterapię - podkreśla wiceprzewodnicząca Porozumienia Rezydentów Anna Bazydło

"Pacjenci trafiają do szpitali z kilkugodzinnym opóźnieniem"

Protest medyków trwa już 40 dni i nie zanosi się na jego rychłe zakończenie. Po nieudanych próbach negocjacji z wiceministrem zdrowia ds. dialogu Piotrem Bromberem, protestujący medycy zwracają uwagę na pogłębiający się kryzys w ochronie zdrowia.   

 - W świetle wchodzenia w czwartą falę pandemii, nasz protest należy traktować jako wołanie sygnalistów. Powiedzieliśmy rządzącym z dużym wyprzedzeniem, że system się sypie. Ministerstwo zdrowia latem obiecywało, że jesteśmy do tej fali przygotowani, bo wiadomo było, że ona nadejdzie, ponieważ system szczepień jest nieudolny - mówi wiceprzewodnicząca Porozumienia Rezydentów Anna Bazydło.

- W chwili obecnej w Szpitalu Południowym w Warszawie, który jest szpitalem jednoimiennych pacjenci są przywożeni z 5-7 godzinnym opóźnieniem, bo jest jedna karetka transportowa na całą Warszawę. Pacjenci czekają na izbie przyjęć na to aż inny pacjent umrze, aby mogli uzyskać tlenoterapię - podkreśla Bazydło.

Czytaj także: Protestujący medycy piszą do prezesa Kaczyńskiego. Co jeśli nie będzie odpowiedzi?

Medycy apelują o normy zatrudnienia

Jednym z postulatów protestujących jest wprowadzenie norm zatrudnienia lekarzy oraz pozostałego personelu pracującego w ochronie zdrowia.

- Prosiliśmy ministra zdrowia o wprowadzenie norm. Ministerstwo bez ogródek odpowiedziało, że nie może tego zrobić, bo grafiki się nie zepną. Nie ma żadnych norm, nie ma żadnych limitów - tłumaczy Bazydło.

- To że ja wracam z pracy i mam krwotok z przemęczenia, bo jestem niedożywiona, nie mam czasu na wyjście do toalety, nie mam czasu się wyspać powoduje, że nie musimy eskalować protestu. Brak jakichkolwiek zmian po stronie rządzących, brak przyjrzenia się naszym postulatom, spowoduje, że rządzący będą mieli na rękach katastrofę zdrowotną Polaków. Nas nie wystarczy, nas nie ma, aby walczyć z kolejnymi falami pandemii. Koronawirus to nie jest nasza ostatnia pandemia, przyjdzie grypa - dodała.

- Jesteśmy zmęczeni tym, że w tym kraju bez protestu się nie da. Chcielibyśmy kulturalnego, merytorycznego i rzeczowego dialogu ze stroną rządową. Chcielibyśmy, aby ministrem zdrowia była osoba, która prezentuje rządowi nasze postulaty i punkt widzenia, a nie nas ucisza - podkreśla Bazydło.

Zamknięte oddziały w szpitalach. "Dyrektorzy szpitali nie ujawniają ukrytej prawdy"

- W Warszawie w tej chwili są szpitale, w których są oddziały, po kilka oddziałów, które de facto nie funkcjonują. Jest to ukryta prawda, której dyrektorzy tych szpitali nie ujawniają. Ale my wiemy, że jak jest jeden chirurg, to on nie może sam wykonywać operacji. Musi być drugi chirurg, musi być anestezjolog - mówi Maciej Krawczyk, prezes Krajowej Izby Fizjoterapeutów.

- Taka sytuacja jest w kilku warszawskich szpitalach, ale nie jest ujawniania. Te oddziały tak naprawdę nie funkcjonują od kilkunastu miesięcy - dodaje prezes KIF.

Na problemy kadrowe w ochronie zdrowia uwagę zwracała również Krystyna Ptok, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.

- Ministra zdrowia nie interesują nasze problemy. Mamy stawić się żywi w pracy, a czy poźniej umrzemy po powrocie do domu, to już jest problem naszej rodziny, nie problem ministra, który liczy, że nowa osoba za nas stanie w pracy - tłumaczy Krystyna Ptok.

- Przypomnę tylko, że 500 medyków zmarło przy ostatnich falach pandemii. Mamy sytuację niedoborów kadrowych, dlatego próbujemy prowadzić dialog w obronie polskich pacjentów. Dalsza eskalacja protestu nikomu nic dobrego nie przyniesie. Jednak politykom taka sytuacja nie utrudnia niczego - dodała przewodnicząca.

Czytaj także: XVII Forum Rynku Zdrowia otwarte. "System jest w takim kryzysie, że sam się zapada"

Drobniak na Forum Rynku Zdrowia: papierkiem lakmusowym była i jest pandemia COVID-19

Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum