System propacjencki istnieje, czy na razie jest tylko propagandowym hasłem?

Autor: Ryszard Rotaub/Rynek Zdrowia • • 05 kwietnia 2019 05:52

Dopóki nie zdefiniujemy pojęcia pacjentocentryzm i mu podobnych (opieka pacjentocentryczna, system skierowany na pacjenta, propacjencki itd.), dopóty będzie ono workiem, do którego wrzucamy wszystko, o czym akurat sądzimy, że dobrze służy pacjentowi. Tyle że takie subiektywne oceny niczego nie wyjaśniają, wprowadzają tylko myślowy zamęt.

System propacjencki istnieje, czy na razie jest tylko propagandowym hasłem?
FOT. Arch. RZ; zdjęcie ilustracyjne

O obniżeniu opłaty za korzystanie z przyszpitalnego parkingu na dobrą sprawę też można powiedzieć, że jest propacjenckie, ale przecież intuicyjnie czujemy, że nie o to chodzi. Muszą być jakieś obiektywne kryteria, identyfikujące określone decyzje, działania i poglądy jako propacjenckie. Nie istnieją, więc co rusz mamy spory, czy coś jest bardziej pro- czy anty-pacjenckie. Przykładem mogą być kontrowersje wokół Agencji Badań Medycznych (ABM).

Minister zdrowia Łukasz Szumowski wyjaśniał, że ABM "powstaje z myślą o pacjentach, którzy dzięki niej będą mogli być leczeni skuteczniej i nowocześniej oraz że Agencja będzie działała bezpośrednio na rzecz pacjentów". - Badania kliniczne to przecież leczenie pacjentów. Tyle że metodą innowacyjną, której skuteczność jest badana. Owszem na początku na mniejszej grupie, ale docelowo mają służyć poprawie skuteczności i wdrożeniu lepszych terapii dla wszystkich chorych - wskazywał.

Co służy pacjentowi?
- Pod hasłem pacjentocentryzmu próbowano przemycić wiele innych idei. I tak okazało się, że pacjentocentryczna jest Agencja Badań Medycznych - oponuje Ewa Borek z Fundacji My Pacjenci i wskazuje na inne przykłady, które jej zdaniem niewiele lub zgoła nic nie mają z pacjentocentryzmem. Pojawiły się one w czasie cyklu debaty Wspólnie dla Zdrowia, a to dlatego, że jednym z głównych wątków dyskusji był temat zaproponowany przez MZ: „system pacjentocentryczny - na czym polega”.

- Podczas debat Wspólnie dla Zdrowia jako pacjentocentryczną propagowano ideę przejmowania przez pacjentów odpowiedzialności za własne zdrowie oraz nałożenia na pacjentów obowiązków związanych ze zdrowiem - kontynuuje Borek.

- Podobnie pod osłoną pacjentocetryzmu próbowano podczas tej debaty sprzedać ideę Value Based Healthcare (opieka zdrowotna oparta o wartości). Wydaje się ona słuszna, tylko niezwykle trudna do wdrożenia w praktyce - zwraca uwagę.

- Łatwo można określić efekt działania drogiego innowacyjnego leku, ale w przypadku złożonych terapii takich jak onkologiczne, gdzie na efekt składa się chirurgia, radio- i chemioterapia płacenie za efekt napotyka na bariery techniczne i merytoryczne. Wskazywanie płacenia za efekt jako jedynego i głównego kierunku zmian w ochronie zdrowia jest szkodliwe, ponieważ odciąga nas od zajęcia się rozwiązaniem rzeczywistych i podstawowych problemów pacjentów - kolejek do świadczeń i wysokich wydatków prywatnych - wylicza Ewa Borek i dodaje: - To tak jakby zacząć remont walącego się domu od dachu, gdy woda zniszczyła fundamenty.

Jej zdaniem pacjentocentryzmem nie jest także dofinansowanie szpitali powiatowych czy wybór przez MZ tomografii komputerowej i rezonansu jako świadczeń finansowanych (od kwietnia) bez limitu, co ma poprawić dostępność do kluczowych badań diagnostycznych.

- To wybory polityczne, a nie pacjentocentryczne. Pacjenci oczekują lepszego finansowania ambulatoryjnej opieki specjalistycznej w tych obszarach, gdzie czas oczekiwania jest najdłuższy i wydatki prywatne największe - ocenia w rozmowie z nami Ewa Borek.

Jej jednoznaczne sądy poparte są raportem 40 organizacji pacjentów, który został wręczony ministrowi Łukaszowi Szumowskiemu w pierwszych dniach urzędowania w 2018 roku. - Podstawę „domu potrzeb” (patrz załączona do pobrania na początku tekstu infografika pt. "System, którego potrzebują pacjencji" - red.) stanowi zdrowie publiczne i e-zdrowie, a główne filary to lepszy dostęp do informacji, leków i lepiej zorganizowanych świadczeń zdrowotnych. Najważniejszą bolączką pacjentów są kolejki do specjalistów i badań, a także wysokie wydatki prywatne pacjentów - podkreśla Ewa Borek.

Pacjentocentryzm to porażka
Prof. Piotr Jankowski, sekretarz zarządu Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, zauważa że pojawienie się ostatnio w przestrzeni publicznej hasła "pacjentocentryzm" nie jest objawem sukcesu, raczej porażki dotychczasowych działań.

- To hasło pojawiło się w debacie publicznej dopiero niedawno, a pewnie zgodzą się ze mną wszyscy klinicyści, że ich całe życie zawodowe od samego początku kręci się wokół pacjenta. To samo powiedzą pielęgniarki, specjaliści kardiochirurgii i kardiologii interwencyjnej leczący pacjentów z zawałami serca, zgodzą się z tym lekarze POZ i wszyscy, którzy swoje życie poświęcili medycynie i kontakcie z pacjentem na co dzień - przekonuje w Rzeczpospolitej (Dlaczego nie jesteśmy skuteczni w profilaktyce chorób cywilizacyjnych?, 31 stycznia 2019 r.).

- Gdzieś rzeczywiście został popełniony błąd, być może w nadmiernym koncentrowaniu się na realizacji procedur i biurokratycznych założeń, co zabiera czas na budowanie głębszej relacji z pacjentem - wskazuje profesor.

Podobnymi obserwacjami dzieli się z nami dr Stanisław Maksymowicz, adiunkt w Katedrze Psychologii i Nauk Społecznych w Medycynie z Wydziału Nauk o Zdrowiu Collegium Medicum Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie, ekspert Nowej Konfederacji i Klubu Jagiellońskiego ds. zdrowia.

Czytaj także: Pacjenta traktuje się jak zepsuty mechanizm, który naprawi mechanik ciała

Maksymowicz przyznaje, że polski system w swoich założeniach faktycznie oparty jest na fundamentalnym znaczeniu dobrostanu zdrowotnego ludzi. Zwraca uwagę, że już sama konstrukcja powszechnej ochrony zdrowia i zapisanej w konstytucji obietnicy dostępu do lekarza dla każdego, stawiają pacjenta przed innymi aspektami leczenia, jak rachunek kosztów lub polityka.

- Niestety, w praktyce ani system edukacji lekarzy, ani w ogóle cały system ochrony zdrowia nie są nastawione na budowę relacji lekarz-pacjent i na postawienie pacjentów w centrum procesu leczenia - twierdzi ekspert i tłumaczy, że zadanie budowy medycyny skoncentrowanej na pacjencie skutecznie utrudniają: sposób kontraktowania świadczeń oparty o rachunek ekonomiczny, brak koordynacji procesu leczenia przez różnych specjalistów, przerośnięta biurokracja czy w ogóle utrudniony dostęp do świadczeń, będące następstwem niedofinansowania ochrony zdrowia.

- Co, niestety, wraca do systemu w postaci kolejek schorowanych obywateli i coraz bardziej zgorzkniałych pracowników - dodaje dr Maksymowicz.

Co uzasadnia istnienie systemu leczenia?
Jego zdaniem zmiany należy zacząć już na etapie edukacji studentów. Trzeba położyć większy nacisk na naukę miękkich kompetencji, wprowadzić na wzór "zachodnich" uczelni kompleksowe programy nauki komunikacji. Wtedy istnieje szansa, że nawet mimo braku dobrego finansowania, lekarz i inny personel medyczny będą w stanie przynajmniej poprawnie wchodzić w interakcje z pacjentem, który jest przecież jedyną przyczyną i sensem istnienia całego systemu leczenia.

- A od tego jest już tylko krok do budowy propacjenckich instytucji zdrowia - podkreśla.

Taką propacjencką instytucją chce być NFZ. W opublikowanej właśnie Strategii Rozwoju NFZ na lata 2019-23 (przyjętej przez Radę Narodowego Funduszu Zdrowia 28 marca br.) zapisano: "Warunkiem niezbędnym do realizacji strategii jest zmiana sposobu myślenia i postrzegania problemów. Proponowane w niniejszym dokumencie nowe podejście charakteryzuje się przyjęciem optyki pacjenta. W związku z tym głównym kryterium doboru i oceny podejmowanych przez Fundusz działań́ będzie zadowolenie i poczucie bezpieczeństwa Pacjenta. Takie ukierunkowanie wymaga spełnienia trzech postulatów: przyjazności, otwartości i nastawienia na rezultat".

W strategii zdefiniowano różne terminy, m.in. "otwartość na Pacjenta, efektywność, innowacyjność, satysfakcja Pracowników". Na próżno jednak szukać wyjaśnienia kluczowego pojęcia. Nie dowiemy się więc, co to takiego ten pacjentocentryzm, czy opieka pacjentocentryczna, system skierowany na pacjenta, system propacjencki - mimo że pojawiają się w najważniejszych dokumentach i dyskusjach.

Wielka szkoda, bo dla polityki zdrowotnej kapitalne znaczenie miałaby odpowiedź na pytanie o pozycję pacjenta w systemie. Określenie kryteriów systemu propacjenckiego pozwalałoby zorientować się, jakie działania czy koncepcje decydentów można uznać za służące pacjentowi, a jakie pozbawione są tej cechy i tylko pośrednio przyczyniają się do poprawy dobrostanu zdrowotnego albo też są jedynie bałamutną propagandą.

 

DO POBRANIA

Dowiedz się więcej na temat:
Podaj imię Wpisz komentarz
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin forum